sobota, 10 listopada 2012

Rozdział 15 "Rozwiane myśli"


Ciepłe powietrzne, wschodzącego słońca i jego promienie przebijały się do pomieszczenia. Miasto zaczęło budzić się do życia i powracania do monotonni. Odgłosy biegających dzieci, warkot silników, i dźwięki dobiegające z podwórka wybiły zupełnie Julię ze snów. Dziewczyna jednym ruchem zasiadła na łóżku, przeczesując  włosy upięła je w koka. 
    Dzień rozpoczęła od porannej kawy, bez której nie może się obyć. W kuchni panował istny bałagan i nie ład. Julia zasypała kubek, po czym nim zamknęła wieczko od słoiczka, zachłysnęła się pięknym zapachem kawy.
- Jak minął weekend? – zapytała Lauren, zaskakując dziewczynę od tyłu.  Chwyciła kubek z kawą, który stał na blacie, i zasiadła przy stole- Siadaj, i opowiadaj- poklepała krzesełko przy swoim miejscu.
- Dobrze- odparła bez entuzjazmu. Wzruszyła ramionami i dodała krótko- Zwyczajnie.
Julia  chwyciła kubek pełny kawy, i zasiadła naprzeciw Lauren.
- Muszę ci powiedzieć, że mój się udał, Ah – twarz Lauren rozpromieniała, a wskaźnik ekscytacji tak podskoczył, że o mało nie wylała na siebie kawy. – W sobotę rano poszliśmy co centrum handlowego, obkupiliśmy się w pare rzeczy, potem market, wieczorem film, kolacja, świeczki, wino. W niedzielę śniadanie do łóżka, w południe wypad do moich rodziców, wieczorem kolacja u nich, no, a potem to ten Oskar przyjechał.
- Oskar?- zapytała zaskoczona. – Ten Oskar?
-No, nie mój przecież- odparła Lauren, przez śmiech. – Twój- dodała poważnie.
Julia wzięła łyk kawy, i zamyśliła się na chwilę. Odstawiła kubek na blat stołu, i wstała z krzesełka. Obeszła dwa razy w tą i z powrotem kuchnię.
- Ale na pewno?- pytała dalej.
-Tak. Czy coś się stało?- zapytała Lauren, spoglądając zmartwiona na dziewczynę.
-Ale był sam?
-Sam. Wiesz, Brandon wpuścił go, rozmawiali, pytał co tu robi, to odparł tylko, że przyszedł nas odwiedzić, i takie pierdoły.
- Zadzwonię do niego. 
Julia chwyciła telefon, gdy już wybierała numer do Oskara, nagle po mieszkaniu rozszedł się dzwonek do drzwi.
Szybkim krokiem podeszła, i nie zaglądając przez judasza, otworzyła gościowi drzwi.


- Cześć!
-Cześć – odparła chłodno Julia- Co tu robisz?- zapytała bez ogródek.
- Przyszedłem. Wczoraj cię nie zastałem, to pomyślałem, że pewnie już wróciłaś, twój brat mówił, że wracasz w niedzielę. – z nogi na nogę, Oskar kołysał się lekko na boki.  Próbując zachować się odpowiednio, dodał- Przepraszam jeśli Cię nachodzę, ale pomyślałem, że może byśmy się przeszli? Pogadali?  Czy proszę o zbyt wiele?
- Daj mi pięć minut dobrze? – odparła nie pewnie, po czym zatrzasnęła chłopakowi drzwi przed nosem.
   Obróciła się na pięcie, i poleciała do swojego pokoju. Musnęła usta błyszczykiem, zarzuciła na siebie zimową kurtkę, turkusowy szal,a na dłonie wsunęła żółte rękawiczki. Zabrała w biegu telefon i ponownie stanęła w progu drzwi. 
- Masz pół godziny, nie więcej.
- To gdzie idziemy? Może do parku?
- Dobrze. – Julia przytaknęła. Wraz z chłodną atmosferą, drzwi lekko się zamknęły za nimi, dodając do tego swój skrzypiący akcent.

****************
- O czym chciałeś rozmawiać? – zapytała zasiadając na jednej z ławeczek w podmiejskim parku.
- Lubisz to miejsce prawda?
- Nie odbiegaj od tematu. – mruknęła, po czym dodała- Tak, lubię, to miejsce jest niezwykłe, i napaja mnie pozytywną energią. Ale chyba nie o tym chciałeś rozmawiać- spojrzała podejrzliwie na chłopaka.
- Nasza znajomość, nie zaczęła się zbyt dobrze, jak wiesz.
-Niestety wiem.
-Daj mi powiedzieć- wziął głęboki wdech, i mówił dalej- Przepraszam Cię za to, że to tak durnie wyszło, przysięgam, że to nie ja rozpowiadałem te ochydne plotki, sam o tych kłamstwach dowiedziałem się od osób trzecich.
-Nie było to miłe.
- Wiem, że cię to zabolało, mnie też. Przepraszam.
- Wy faceci myślicie- zerwała się i podeszła bliżej brzegu bajorka- Myślicie, że jak powiecie przepraszam, to wszystko złe co było wymazuje się z pamięci, ale tak nie jest.
- Przepraszam, nie chciałem Cię tak skrzywdzić.
Oskar skierował się ku Julii. Obszedł ją, i stanął tuż naprzeciw niej, spoglądając w jej oczy.  Uśmiechnął się do niej. Swoją dłoń ułożył na jej zaróżowionym od zimna policzku, lekko go gładząc. 
- Może spróbujemy jeszcze raz ? Od początku? – zapytał spoglądając na Julię nie pewnie. 
- Nie, nie wiem. – odsunęła się na kilka kroków, dodając – Sama nie wiem. – Krążąc w tą i z powrotem, sprawiała nie obecnej, błądzącej myślami zupełnie gdzie indziej.
- Spróbować zawsze możemy.
- Jako przyjaciele- dodała, czując, że nie jest pewna swoich uczuć.
- Jeśli uważasz, że tak na początek będzie lepiej, dobrze. - zbliżył się do Julii, i czule ją objął- Zależy mi na tobie- wyszeptał.
Gładząc czule jej hebanowe włosy, spoglądał na męską postać znajdującą się w oddali, tuż przy 6 przecznicy.
- Muszę już iść- Julia zerwała się, zerkając na Oskara- Miły chłopak z ciebie- dodała, po czym, obruszyła się na pięcie, i poszła przed siebie, pozostawiając go samego.
      Zmierzając w nieznane, czuła czyjąś obecność i wzrok, który odchodził wraz z nią. Nie oglądając się za siebie, szła, tak jak by nogi prowadziły ją w pewnym kierunku. Nie zważając na przechodniów, zsunęła swoje rękawiczki z dłoni, i trzymając je wykonała kilka ruchów ręką, uderzając się nimi w czoło.
-Głupia, głupia. – burknęła pod nosem.
Po kilku krokach, zasiadła na belce zrobionej z drewna merbau, która otaczała miejską fontannę w centrum miasta. Nie odrywała wzroku od niebieskich gwiazd, które skupiały grawitacyjną materię, tworząc tym samym nieskazitelny efekt w tą chłodną noc. 
Opuszki śniegu delikatnie opadały na jej kurtkę, tworząc mokre plamki.
Nie przejmując się niczym, wyprostowała nogi wzdłuż, krzyżując je tuż przy kostkach.
Ta chwila dla niej samej mogła trwać wiecznie. Świat się teraz nie liczył, a tylko ta chwila tchnienia. Wysysając z niej wszystko, Julia głęboko oddychała, zachłystując się zimową aurą.
Przymknęła lekko oczy, próbując zapomnieć o rzeczywistości. Na próżno.
Wszystko dookoła toczyło się dalej, a ten sen się nie kończył. Wręcz nie miał zamiaru się kończyć, a dopiero zaczynał. Próbując się z niego przebudzić na gwałt, Julia krzyczała aż w myślach. Usiłowała  uwolnić się od tych myśli, które błąkały się po głowie, nie mogąc odnaleźć drogi.
Otworzyła szeroko zaszklone oczy, spoglądając po raz w czarne, lecz zarazem czyniące błekitnym po przez gwiazdy niebo.
Zaczerpnęła po raz ostatni głęboko powietrze w płuca.
Wstała gwałtownie z miejsca. Poprawiła pomiętą kurtkę, i ruszyła.
Nie myśląc już o tym, próbowała ułożyć sobie wszystko na nowo, starając się zachować wszystkie szczegóły w ładzie.
********************
-Jedyne co teraz chcę, to święty spokój- Julia zasiadła na jednej z kanap w salonie, kuląc nogi do piersi. 
- Jula, a ty wiesz, że ty tempak jesteś, Ty nic nie widzisz? On się stara, a ty go chcesz odtrącić- burknęła Estera, rozsiadając się obok na kanapie. – Musisz czasem trochę ruszyć tą głową, - gestykulując dłońmi, dziewczyna próbowała objaśnić przyjaciółce powód swoich nie powodzeń. –Jest mądry, czarujący, ma poczucie humoru, potrafi jednym słowem sprawić uśmiech na twojej twarzy, jest między wami tyle wspólnego. Wyobraź sobie, że wie o tobie wiele.
- Bo ty mu powiedziałaś- burknęła cicho pod nosem.
-Tak się składa, że nie, po za tym Niall mówił…
-Co Niall ?
- Nic- zmieszała się, ucinając temat.
- Jak zaczęłaś, to kończ. - burcząc, Julia oparła brodę o kolana, zasłaniając włosami całą twarz.
- Niall mówi, że oj sama z nim pogadaj, to ci powie. Możemy wrócić do tematu.
- O nim?
- Czemu ty jesteś taka oschła?
- Jak tak cię on fascynuje, to może się z nim ożeń.
- Z tobą czasem nie można normalnie pogadać, nie rozumiem Cię.
- Vice versa.
- Ja dla Ciebie Jula źle nie chcę- odparła Estera, zasiadając tuż obok Julii. Założyła dłoń, tuląc do siebie dziewczynę- Mówię ci jak jest, spróbuj, a nie będziesz żałować- mówiła, delikatnie dotykając jej ramienia.
- A co, on produkt, że mam go próbować?
- Nie- odparła po przez cichy chichot. – Bądź jutro przed 12 na uczelni.
- Yhym- przytaknęła mrucząco, po czym wstała z kanapy i sunowszy swoje nogi, zmierzyła ku kuchni.
- Tylko bym na ciebie nie czekała długo, bo nie lubię tego.
-Dobrze- odparła Julia, krzątając się bez przyczyny po pomieszczeniu. – To do jutra- stojąc w progu kuchni, żegnała się ze stojącą w drzwiach przyjaciółką.
- Trzymaj się, i spróbój choć na chwilę o tym zapomnieć.
- Dobrze. – machnęła ręką na pożegnanie- To do jutra.
- Do jutra- dodała Estera, i zatrzasnęła za sobą drzwi.

Snując się po pomieszczeniu, nie mógł znaleźć dla siebie miejsca. Z jednej kanapy, siadał na drugiej, tworząc na nich wbite od ciężaru doły.
- Masz co chciałeś- rzucił chłopak w stronę przyjaciela.
- Nie rozumiem- odparł zdezorientowany Harry.
- Nie rozumiem, nie rozumiem – burczał pod nosem Niall, wymachując dłońmi w gestykulacji.
Zasiadł na jednej z kanap tuż obok Harrego. Obniżył ciężar ciała w dół, zakładając tym samym nogę na nogę. Będąc w wygodnej jak dla niego pozycji, rozpoczął swój krótki monolog.
- Tempka z ciebie, i tyle.- wykrztusił Niall, zakrywając usta dłonią. – On kręci się dookoła. Ty udajesz, że tego nie widzisz. Snujesz się wszędzie, szukając dla siebie miejsca, jak obłąkany pies. Stary, zrób coś.
Harry westchnął cicho.
- Staram się nie wtrącać i nikomu w życie z butami nie wchodzić, ale gdy widzę ciebie jak zbitego psa, to szkoda mi ciebie, i twojej głupoty.
- Dzięki- odparł Harry, po czym wstał gwałtownie z kanapy, i przemierzając pokój w tą i z powrotem szukał odpowiednich słów. – Tak cholernie chciałbym być teraz tam z nią. Choć tylko być, móc czuć jej zapach, patrzeć na nią bez słów. – zasiadł wtem na kanapie, opierając łokcie o kolana. – Kiedy on jest blisko niej. Tak chciałbym móc zmienić tor wydarzeń, cofnąć czas, by ją poczuć w swoich ramionach. By znów tutaj była ze mną. Byśmy beztrosko tracili czas.
Niall spojrzał z troską na przyjaciela, i poklepał go po plecach.
- Ona tego chce. Ja to wiem. Musisz tylko wybaczyć sobie, a ona wtedy wybaczy tobie. Wykorzystaj tą ostatnią szansę, która jest ci dana. Ona naprawdę na to czeka, na ciebie. Oczekuje tego odpowiedniego kroku z twojej strony.
- Ona się boi, czuję to.
- Ty też, ale jeśli nie zaryzykujesz, nie dowiesz się niczego. Spróbuj.
- Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać.
- Uda wam się pokonać wszystkie przeciwności losu. Tylko spróbuj, a się przekonasz.



______________________________
Nie wierzę, że w końcu to się wydarzyło, i dodałam tutaj notkę. BARDZO przepraszam was wszystkich, pewnie i tak wszyscy już o mnie zapomnieli, i o tym miejscu, i wgl co było wcześniej, tej historii. Praca, i inne obowiązki, sprawiły, że nie dałam rady, jak i brak chęci, i brak weny, ale wróciłam, mam nadzieję, że na dłużej.
Przepraszam, i zapraszam na następne rozdziały, które są w "produkcji" :)