sobota, 10 listopada 2012

Rozdział 15 "Rozwiane myśli"


Ciepłe powietrzne, wschodzącego słońca i jego promienie przebijały się do pomieszczenia. Miasto zaczęło budzić się do życia i powracania do monotonni. Odgłosy biegających dzieci, warkot silników, i dźwięki dobiegające z podwórka wybiły zupełnie Julię ze snów. Dziewczyna jednym ruchem zasiadła na łóżku, przeczesując  włosy upięła je w koka. 
    Dzień rozpoczęła od porannej kawy, bez której nie może się obyć. W kuchni panował istny bałagan i nie ład. Julia zasypała kubek, po czym nim zamknęła wieczko od słoiczka, zachłysnęła się pięknym zapachem kawy.
- Jak minął weekend? – zapytała Lauren, zaskakując dziewczynę od tyłu.  Chwyciła kubek z kawą, który stał na blacie, i zasiadła przy stole- Siadaj, i opowiadaj- poklepała krzesełko przy swoim miejscu.
- Dobrze- odparła bez entuzjazmu. Wzruszyła ramionami i dodała krótko- Zwyczajnie.
Julia  chwyciła kubek pełny kawy, i zasiadła naprzeciw Lauren.
- Muszę ci powiedzieć, że mój się udał, Ah – twarz Lauren rozpromieniała, a wskaźnik ekscytacji tak podskoczył, że o mało nie wylała na siebie kawy. – W sobotę rano poszliśmy co centrum handlowego, obkupiliśmy się w pare rzeczy, potem market, wieczorem film, kolacja, świeczki, wino. W niedzielę śniadanie do łóżka, w południe wypad do moich rodziców, wieczorem kolacja u nich, no, a potem to ten Oskar przyjechał.
- Oskar?- zapytała zaskoczona. – Ten Oskar?
-No, nie mój przecież- odparła Lauren, przez śmiech. – Twój- dodała poważnie.
Julia wzięła łyk kawy, i zamyśliła się na chwilę. Odstawiła kubek na blat stołu, i wstała z krzesełka. Obeszła dwa razy w tą i z powrotem kuchnię.
- Ale na pewno?- pytała dalej.
-Tak. Czy coś się stało?- zapytała Lauren, spoglądając zmartwiona na dziewczynę.
-Ale był sam?
-Sam. Wiesz, Brandon wpuścił go, rozmawiali, pytał co tu robi, to odparł tylko, że przyszedł nas odwiedzić, i takie pierdoły.
- Zadzwonię do niego. 
Julia chwyciła telefon, gdy już wybierała numer do Oskara, nagle po mieszkaniu rozszedł się dzwonek do drzwi.
Szybkim krokiem podeszła, i nie zaglądając przez judasza, otworzyła gościowi drzwi.


- Cześć!
-Cześć – odparła chłodno Julia- Co tu robisz?- zapytała bez ogródek.
- Przyszedłem. Wczoraj cię nie zastałem, to pomyślałem, że pewnie już wróciłaś, twój brat mówił, że wracasz w niedzielę. – z nogi na nogę, Oskar kołysał się lekko na boki.  Próbując zachować się odpowiednio, dodał- Przepraszam jeśli Cię nachodzę, ale pomyślałem, że może byśmy się przeszli? Pogadali?  Czy proszę o zbyt wiele?
- Daj mi pięć minut dobrze? – odparła nie pewnie, po czym zatrzasnęła chłopakowi drzwi przed nosem.
   Obróciła się na pięcie, i poleciała do swojego pokoju. Musnęła usta błyszczykiem, zarzuciła na siebie zimową kurtkę, turkusowy szal,a na dłonie wsunęła żółte rękawiczki. Zabrała w biegu telefon i ponownie stanęła w progu drzwi. 
- Masz pół godziny, nie więcej.
- To gdzie idziemy? Może do parku?
- Dobrze. – Julia przytaknęła. Wraz z chłodną atmosferą, drzwi lekko się zamknęły za nimi, dodając do tego swój skrzypiący akcent.

****************
- O czym chciałeś rozmawiać? – zapytała zasiadając na jednej z ławeczek w podmiejskim parku.
- Lubisz to miejsce prawda?
- Nie odbiegaj od tematu. – mruknęła, po czym dodała- Tak, lubię, to miejsce jest niezwykłe, i napaja mnie pozytywną energią. Ale chyba nie o tym chciałeś rozmawiać- spojrzała podejrzliwie na chłopaka.
- Nasza znajomość, nie zaczęła się zbyt dobrze, jak wiesz.
-Niestety wiem.
-Daj mi powiedzieć- wziął głęboki wdech, i mówił dalej- Przepraszam Cię za to, że to tak durnie wyszło, przysięgam, że to nie ja rozpowiadałem te ochydne plotki, sam o tych kłamstwach dowiedziałem się od osób trzecich.
-Nie było to miłe.
- Wiem, że cię to zabolało, mnie też. Przepraszam.
- Wy faceci myślicie- zerwała się i podeszła bliżej brzegu bajorka- Myślicie, że jak powiecie przepraszam, to wszystko złe co było wymazuje się z pamięci, ale tak nie jest.
- Przepraszam, nie chciałem Cię tak skrzywdzić.
Oskar skierował się ku Julii. Obszedł ją, i stanął tuż naprzeciw niej, spoglądając w jej oczy.  Uśmiechnął się do niej. Swoją dłoń ułożył na jej zaróżowionym od zimna policzku, lekko go gładząc. 
- Może spróbujemy jeszcze raz ? Od początku? – zapytał spoglądając na Julię nie pewnie. 
- Nie, nie wiem. – odsunęła się na kilka kroków, dodając – Sama nie wiem. – Krążąc w tą i z powrotem, sprawiała nie obecnej, błądzącej myślami zupełnie gdzie indziej.
- Spróbować zawsze możemy.
- Jako przyjaciele- dodała, czując, że nie jest pewna swoich uczuć.
- Jeśli uważasz, że tak na początek będzie lepiej, dobrze. - zbliżył się do Julii, i czule ją objął- Zależy mi na tobie- wyszeptał.
Gładząc czule jej hebanowe włosy, spoglądał na męską postać znajdującą się w oddali, tuż przy 6 przecznicy.
- Muszę już iść- Julia zerwała się, zerkając na Oskara- Miły chłopak z ciebie- dodała, po czym, obruszyła się na pięcie, i poszła przed siebie, pozostawiając go samego.
      Zmierzając w nieznane, czuła czyjąś obecność i wzrok, który odchodził wraz z nią. Nie oglądając się za siebie, szła, tak jak by nogi prowadziły ją w pewnym kierunku. Nie zważając na przechodniów, zsunęła swoje rękawiczki z dłoni, i trzymając je wykonała kilka ruchów ręką, uderzając się nimi w czoło.
-Głupia, głupia. – burknęła pod nosem.
Po kilku krokach, zasiadła na belce zrobionej z drewna merbau, która otaczała miejską fontannę w centrum miasta. Nie odrywała wzroku od niebieskich gwiazd, które skupiały grawitacyjną materię, tworząc tym samym nieskazitelny efekt w tą chłodną noc. 
Opuszki śniegu delikatnie opadały na jej kurtkę, tworząc mokre plamki.
Nie przejmując się niczym, wyprostowała nogi wzdłuż, krzyżując je tuż przy kostkach.
Ta chwila dla niej samej mogła trwać wiecznie. Świat się teraz nie liczył, a tylko ta chwila tchnienia. Wysysając z niej wszystko, Julia głęboko oddychała, zachłystując się zimową aurą.
Przymknęła lekko oczy, próbując zapomnieć o rzeczywistości. Na próżno.
Wszystko dookoła toczyło się dalej, a ten sen się nie kończył. Wręcz nie miał zamiaru się kończyć, a dopiero zaczynał. Próbując się z niego przebudzić na gwałt, Julia krzyczała aż w myślach. Usiłowała  uwolnić się od tych myśli, które błąkały się po głowie, nie mogąc odnaleźć drogi.
Otworzyła szeroko zaszklone oczy, spoglądając po raz w czarne, lecz zarazem czyniące błekitnym po przez gwiazdy niebo.
Zaczerpnęła po raz ostatni głęboko powietrze w płuca.
Wstała gwałtownie z miejsca. Poprawiła pomiętą kurtkę, i ruszyła.
Nie myśląc już o tym, próbowała ułożyć sobie wszystko na nowo, starając się zachować wszystkie szczegóły w ładzie.
********************
-Jedyne co teraz chcę, to święty spokój- Julia zasiadła na jednej z kanap w salonie, kuląc nogi do piersi. 
- Jula, a ty wiesz, że ty tempak jesteś, Ty nic nie widzisz? On się stara, a ty go chcesz odtrącić- burknęła Estera, rozsiadając się obok na kanapie. – Musisz czasem trochę ruszyć tą głową, - gestykulując dłońmi, dziewczyna próbowała objaśnić przyjaciółce powód swoich nie powodzeń. –Jest mądry, czarujący, ma poczucie humoru, potrafi jednym słowem sprawić uśmiech na twojej twarzy, jest między wami tyle wspólnego. Wyobraź sobie, że wie o tobie wiele.
- Bo ty mu powiedziałaś- burknęła cicho pod nosem.
-Tak się składa, że nie, po za tym Niall mówił…
-Co Niall ?
- Nic- zmieszała się, ucinając temat.
- Jak zaczęłaś, to kończ. - burcząc, Julia oparła brodę o kolana, zasłaniając włosami całą twarz.
- Niall mówi, że oj sama z nim pogadaj, to ci powie. Możemy wrócić do tematu.
- O nim?
- Czemu ty jesteś taka oschła?
- Jak tak cię on fascynuje, to może się z nim ożeń.
- Z tobą czasem nie można normalnie pogadać, nie rozumiem Cię.
- Vice versa.
- Ja dla Ciebie Jula źle nie chcę- odparła Estera, zasiadając tuż obok Julii. Założyła dłoń, tuląc do siebie dziewczynę- Mówię ci jak jest, spróbuj, a nie będziesz żałować- mówiła, delikatnie dotykając jej ramienia.
- A co, on produkt, że mam go próbować?
- Nie- odparła po przez cichy chichot. – Bądź jutro przed 12 na uczelni.
- Yhym- przytaknęła mrucząco, po czym wstała z kanapy i sunowszy swoje nogi, zmierzyła ku kuchni.
- Tylko bym na ciebie nie czekała długo, bo nie lubię tego.
-Dobrze- odparła Julia, krzątając się bez przyczyny po pomieszczeniu. – To do jutra- stojąc w progu kuchni, żegnała się ze stojącą w drzwiach przyjaciółką.
- Trzymaj się, i spróbój choć na chwilę o tym zapomnieć.
- Dobrze. – machnęła ręką na pożegnanie- To do jutra.
- Do jutra- dodała Estera, i zatrzasnęła za sobą drzwi.

Snując się po pomieszczeniu, nie mógł znaleźć dla siebie miejsca. Z jednej kanapy, siadał na drugiej, tworząc na nich wbite od ciężaru doły.
- Masz co chciałeś- rzucił chłopak w stronę przyjaciela.
- Nie rozumiem- odparł zdezorientowany Harry.
- Nie rozumiem, nie rozumiem – burczał pod nosem Niall, wymachując dłońmi w gestykulacji.
Zasiadł na jednej z kanap tuż obok Harrego. Obniżył ciężar ciała w dół, zakładając tym samym nogę na nogę. Będąc w wygodnej jak dla niego pozycji, rozpoczął swój krótki monolog.
- Tempka z ciebie, i tyle.- wykrztusił Niall, zakrywając usta dłonią. – On kręci się dookoła. Ty udajesz, że tego nie widzisz. Snujesz się wszędzie, szukając dla siebie miejsca, jak obłąkany pies. Stary, zrób coś.
Harry westchnął cicho.
- Staram się nie wtrącać i nikomu w życie z butami nie wchodzić, ale gdy widzę ciebie jak zbitego psa, to szkoda mi ciebie, i twojej głupoty.
- Dzięki- odparł Harry, po czym wstał gwałtownie z kanapy, i przemierzając pokój w tą i z powrotem szukał odpowiednich słów. – Tak cholernie chciałbym być teraz tam z nią. Choć tylko być, móc czuć jej zapach, patrzeć na nią bez słów. – zasiadł wtem na kanapie, opierając łokcie o kolana. – Kiedy on jest blisko niej. Tak chciałbym móc zmienić tor wydarzeń, cofnąć czas, by ją poczuć w swoich ramionach. By znów tutaj była ze mną. Byśmy beztrosko tracili czas.
Niall spojrzał z troską na przyjaciela, i poklepał go po plecach.
- Ona tego chce. Ja to wiem. Musisz tylko wybaczyć sobie, a ona wtedy wybaczy tobie. Wykorzystaj tą ostatnią szansę, która jest ci dana. Ona naprawdę na to czeka, na ciebie. Oczekuje tego odpowiedniego kroku z twojej strony.
- Ona się boi, czuję to.
- Ty też, ale jeśli nie zaryzykujesz, nie dowiesz się niczego. Spróbuj.
- Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać.
- Uda wam się pokonać wszystkie przeciwności losu. Tylko spróbuj, a się przekonasz.



______________________________
Nie wierzę, że w końcu to się wydarzyło, i dodałam tutaj notkę. BARDZO przepraszam was wszystkich, pewnie i tak wszyscy już o mnie zapomnieli, i o tym miejscu, i wgl co było wcześniej, tej historii. Praca, i inne obowiązki, sprawiły, że nie dałam rady, jak i brak chęci, i brak weny, ale wróciłam, mam nadzieję, że na dłużej.
Przepraszam, i zapraszam na następne rozdziały, które są w "produkcji" :)

czwartek, 5 lipca 2012

Rozdział 14 "Like cold coffee at the morning"


     Wietrzny, ale słoneczny niedzielny poranek, zdawał się zapowiadać kolejny udany dzień w Watford. Pełne zieleni miasteczko, budziło się do życia. Nic nie przypominające zasypanego w puchu bielnym Manchesteru. 
Utrudniający wiatr za oknem, nie pozwalał na wpuszczenie odrobinę świeżego powietrza do środka. Zirytowany Harry, zasiadł przy aneksie kuchennym, i popijał kawę. 
Julia przewracając się z boku na bok, wybudzała się z tak można było po jej pięknym uśmiechu sądzić, dobrego snu. Wyciągnęła dłonie do góry, i mrucząc pod nosem, rozciągała swoje kości. Zasiadła, zmieniając swoją pozycję. Wzięła głęboki wdech, i przetarła gwałtownie twarz dłońmi.
- Cześć- burknęła bez emocji w stronę Harrego.
-Cześć- odparł chłopak, przyglądając się uważnie dziewczynie, która przemierzała pokój.
Julia chwyciła swoje pozostawione zeszłej nocy ciuchy na komodzie, i wbiegła do łazienki.  
Związała włosy w wysokiego koka, po czym powoli zrzucała z siebie piżamę.
Stanęła w kabinie prysznicowej i odkręciła kran. Struny wody, przemierzały jej ciało od karku, swobodnie i powoli spływając w dół. Oparła się lewą dłonią o ścianę obłożoną kafelkami, i wystawiła jedną nogę na zewnątrz, a następnie drugą.
Stojąc już na dywaniku, okryła się jasno błękitnym ręcznikiem.
 - No i po co ci to było?- zwróciła się do swojego odbicia w lustrze- Po co ta cała szopka? - mówiła dalej– Przecież to jest chłopak nie dla mnie, przecież ja jestem z innej bajki, i on też. – chwyciła szczotkę, i delikatnie zaczęła rozczesywać swoje włosy-  Boże. Jak ja mam teraz tam do niego wyjść? – mruknęła i odłożyła szczotkę na półkę.
Nachyliła się nad umywalką, i wzięła łyk zimnej wody z kranu. Spojrzała w lustro, i uśmiechnęła się fałszywie do siebie.
-Tak, - burknęła pogardliwie- Po prostu wyjdę, i powiem, że co? Że co powiem. Oj daj spokój Julka, głupia jesteś. Co ty sobie myślałaś, przecież to nie wypali. To tylko siedzi w twojej głowie. Że niby coś, my, on i ja. Nie, Nie, na pewno Nie. -  pokręciła przecząco głową.
Obróciła się na pięcie, chwyciła klamkę i otworzyła drzwi na szerokość.
Nieśmiałym krokiem podążyła w stronę kuchni.
- Dzień dobry- odparł Harry, ciepło uśmiechając się do Julii.
-Dzień dobry- odwzajemniła się tym samym. Zasiadając na wolnym krześle obok, całe powietrze z niej zeszło, i promieniując uśmiechem, przeplatała kosmyk włosów.
-Dla ciebie też jest kawa? Tyle, że – zatrzymał się, i dodał- Tyle,że jest tak samo zimna, jak ty.
- Przepraszam- szepnęła cicho, opuszczając głowę w dół.
Delikatnie jeżdżąc opuszkami palców w kółko po nawierzchni kubka, wbijała wzrok w blat aneksu. 
- Czy coś nie tak? – zapytał Harrry, zaczesując swoje włosy jednym ruchem.
- Jestem krucha, jestem słaba. Nigdy nie byłam typem twardej osoby.
-To widać. I rozumiem to.
-Tak?
-Tak. Jesteś nieśmiała, krucha, troskliwa, cierpliwa,czuła, a co najważniejsze prawdziwa. – dodał bez ogrudek- I tym bardziej nie wiem. – zatrzymał się. Westchnął i zapytał- Jula co się dzieje?
- Nic. Już wszystko dobrze- odparła kłamiąc.
- No dobrze, jest godzina dziesiąta, co dziś robimy? Ładna pogoda za oknem.
- Możemy po prostu posiedzieć? – podniosła powoli głowę do góry. Spojrzała smutnymi oczami na chłopaka.
-Oczywiście. Z tobą zawsze.
- Dziękuję- chwyciła kubek, i wypiła kawę za jednym razem. Odstawiła naczynie na blat, przesuwając je w stronę okna. – Przepraszam, że byłam taka oschła dla ciebie.
- Nie szkodzi. Każdy czasem ma złe poranki.
- Zachowałam się, grrrr- mruknęła wściekle. Wstała z krzesła, i przeszła kilka kroków, po czym zasiadła na kanapie. Przerzuciła kołdrę na drugą stronę i poprawiła sobie poduszkę za głową.
Oparła się wygodnie o łóżko i przyglądała się sufitowi. 
Woń perfum, która przybyła w raz z obecnością Harrego, zdawała się trochę onieśmielić Julię.
Nerwowo założyła kosmyk włosów za ucho.
- Co tam?- zaćwierkał radośnie, próbując rozluźnić atmosferę. – Uśmiechnij się, masz taki piękny ten uśmiech- kokieteryjnie szturchnął Julię, uśmiechając się do niej. 
- Oh Harry- mruknęła, śmiejąc się pod nosem- Nie musisz wielce się starać, by sprawić uśmiech na mojej twarzy.
- Czy ja wiem.
- Oj, ale ja wiem- zaśmiała się po raz drugi, gdy ujrzała zabawną minę chłopaka. – Uwielbiam Cię.
- Ja ciebie też. Tak więc będziemy się teraz wzajemnie uwielbiać, może nam to na dobre wyjdzie.
- Może-w jej głosie zabrzmiała nie pewność, którą chłopak wyczuł.
- Wątpisz?
-Nie- zaprzeczyła. Odwróciła się w stronę Harrego i zasiadła, krzyżując nogi po turecku.
Podpierając głowę dłońmi o nogi, wbijała łokcie w kolana.
- Oj chyba jednak tak.
-Oj chyba nie.
- Chyba tak.
-Harry- jęknęła, po czym dodała stanowczym głosem- Nie. 
- No dobrze.
- Co myślisz o Niallu i Esterze?- zapytała, zmieniąjąc gwałtownie temat. – Czy myślisz, że no wiesz.
- Rozmawiałem z Niallem. Nie wiem, jak Estera, ale Niall nie chce się wiązać z nikim. Dla niego jest trudno pogodzić studia z karierą, a do tego jeszcze, no wiesz.
- No tak- westchnęła.
Starając się słuchać Harrego dalej, próbowała nie dać po sobie poznać, że odchodzi myślami.
- Jula? Słuchasz mnie?
-Tak, tak. Słucham. Masz rację. – założyła kosmyk włosów za ucho, i mówiła dalej- Estera lubi Nialla, ale boi się, że to wszystko co nie zdąży się zacząć, szybko się skończy- w tym momencie uświadomiła sobie zbieżność sytuacji. Jej ton przybrał twardszej barwy, a sama Julia czuła się jak by mówiła w swojej osobie- Nie chce czuć się potem skrzywdzona, i nienawidzić siebie, że sama sobie to zgotowała. Czuła by się źle, mając świadomość, że wszystko to może tak nagle się rozpaść. Rozłąka, brak spotkań, tęsknota za kimś, na kim nam zależy.
-Masz rację, aby podjąć taki krok, trzeba wiedzieć, że ta osoba jest tego warta, że to jest właśnie ta osoba – zatrzymał się na chwilę, i niepewnie spojrzał w  stronę dziewczyny.
Julia, wyprostowała się, zaczerpnęła powietrza i toczyła swój monolog dalej
- Nikt nie chciał by startować w czymś co w założeniu początkowym jest kręślone na porażkę. – poprawiła kosmyk opadających włosów na jej policzek, po czym dodała- Chyba, że w pełni świadomi wchodzimy w to i jesteśmy przygotowani na uderzenie. Nie bojąc się niczego.
Harry westchnął cicho, i spojrzał na Julię ciepłym wzrokiem.
- Czasem czuje się takie rzeczy, a obawy odchodzą wraz ze strachem, który w nas siedzi. Może czasem warto postawić wszystko na jedną kartę? Może warto dać się porwać, i spróbować?
- Może. Ale to ich decyzja, oni muszą podjąć ją razem. Bez żadnych ogródek szczerze porozmawiać.
- Nie będzie to wszystko takie proste- odparł chłopak, w pełni uświadamiając sobie, że opisująca sytuacja jest pierwowzorem jego relacji z Julią.



Przepraszam za zwłokę, ale pracuję, nie mam czasu, dodaję tego posta w ramach przeprosin, jest on krótki, i bez sensu, na szybko dodawany, bo pewnie prędko znów tu nie siąde, pewnie dopiero w weekend, i może coś napiszę. Przepraszam, że tak długo, mam nadzieję, że jak przez wakacje przeczekacie, to ta cierpliwość się opłaci wam. :) Myślę, że tak. A i sry za błędy, mogą się tam zdarzyć :)

niedziela, 6 maja 2012

Rozdział 13 "I’ll get drunk …To feel a little Love ”


Dochodziła godzina piąta po południu. Piękne słońce, ciepłe powietrze, było odpowiednią porą na spędzenie miło tego weekendu po za miastem.
Siedząc na miejscu pasażera, Julia przyglądała się migającym jej przed oczami drzewom. Przymknęła na chwilę powieki, próbując zasnąć.
- Śpisz?- zapytał cicho Harry.
- Nie, nie- potrząsneła głową, i zwróciła się w jego kierunku, odbarowując go ciepłym uśmiechem. – Jestem troszkę zmęczona, przepraszam.
-Nie, nie szkodzi. To ja przepraszam, pewnie wzbudziłem cię, gdy już zasypiałaś.
- Akurat nie.
- Na miejscu będziemy dopiero za jakąś godzinę, także zdrzemnij się, jeśli masz ochotę, mi to nie przeszkadza.
- Miło,że się troszczysz. Ale wolę tobie potowarzyszyć.
Obdarowali się wzajemnie uśmiechem. 
Harry wolną ręką, włączył radio, następnie ustawił jedną ze stacji.
- Pasuje?- zapytał.
- Może być- odparła, opierając się głową wygodnie o zagłówek. Przymknęła po raz powieki. – Dziękuję, że mnie zaprosiłeś, chociaż na chwilę wyrwę się z tego wszystkiego.
-Cała przyjemność po mojej stronie. Mam nadzieję, że będziesz się tam dobrze czuć.
- Na pewno. - założyła kosmyk swoich kasztanowych włosów za ucho, i dodała w myślach „Z tobą na pewno” .
- A teraz moi drodzy, na miejscu drugim naszej Top Hits listy, wasi ulubieńcy z kawałkiem „What make u..”. 
Po słowach skipera, rozbrzmiały pierwsze dźwięki utworu. 
Harry spoglądając na Julię, która najwyraźniej oddała się odpoczynkowi, nie wiele myśląc zmienił stację na inną.
-Ej, - mruknęła. – Przełącz z powrotem.
- Tak?- zapytał zaskoczony.
- Wiem, że to wasz utwór, Niall często go nucił.
- No dobrze- Harry bez zastanowienia przerzucił na poprzednią stację.
- Everyone else in the room can see it Everyone else but You- zanuciła cicho Julia, chichocząc pod nosem- No co?
-Nic, nic- zaśmiał się, spoglądając na nią. – Ładnie śpiewasz, wiesz?
-Dziękuję. Ma się ten super talent.
- Oj czy ja wiem, czy taki super?
- Że co proszę?- oburzyła się, i delikatnie uderzyła Harrego w ramię.
- Ej- mruknął, głaszcząc się po ramieniu- W czasie jazdy, kierowca jest nietykalny. 
-Czyli jak wysiądziemy,to potem mogę cię lać? Aha, okej- zaśmiała się.
-Nie do końca, ale – zatrzymał się, i kątem oka zerknął na nią, uśmiechając się- Ale niech Ci będzie, niech stracę.
- Dobrze, a teraz pozwolisz, że się zdrzemnę, chyba, ze chcesz dowieźć mnie w stanie, w którym potem nie chciałbyś spędzać ze mną wieczoru?
Chłopak przytaknął kiwnięciem głowy i skupił się na jeździe. 
Julia oparła się o zagłówek. Przewróciła się na prawy bok w stronę okna, po czym przymknęła powieki, i zasnęła.

-Jak tu pięknie, uwielbiam to miejsce- Julia zarzuciła swoje walizki w kąt, po czym rozsiadła się wygodnie na kanapie.
- Mówiłem Ci, że to dobry pomysł tu przyjechać, ale nie ty to musisz kręcić nosem.
- Oj no, bo wiesz.
-Nie, nie wiem.- chwycił torby, i przestawił je w mniej kolidujące miejsce. – Wy kobiety jesteście strasznie dziwne- pokręcił głową.
-Oj po prostu, nie bywałe- zaśmiała się.
Julia chwyciła jedną z toreb, i wyciągnęła z niej mniejszą torebkę z kosmetykami. Postawiła ją na komodzie, która znajdywała się tuż obok wejścia do łazienki. Nachyliła się po raz kolejny do swojej walizki, i wyciągnęła z niej masę kartek.
- Co to jest?  Książki? – Harry wyrwał Julii z dłoni stos papierów, i unosząc je ku górze, nie dał tym samym dziewczynie ich sięgnąć.
-Notatki.
- Niall mnie ostrzegał, czekaj jak on to powiedział: Ma to w sobie, że nie rozstaje się z notatkami, szczególnie gdy tyczy się to angielskiego. – odparł cytując słowa przyjaciela. – A! I o przypomniało mi się co mam z tym zrobić. 
Trzymając w dłoniach stos notatek Julii, Harry bez zastanowienia wrzucił je do jeszcze nie rozpalonego kominka.
- A i tak, tak, zaraz powiesz, że nie masz kopii.
-Coś ty zrobił? – oburzyła się, unosząc głos- To były moje notatki!
- Tak, były. Tylko teraz mnie nie wciskaj kitu, że to był jedyny egzemplarz, zakładam, że Niall i Estera udostępnią ci swoje bez żadnych problemów. – dodał, dumnie siadając na kanapie.
-Może i tak, ale ej, tak się nie robi.
- A tak jak ty to się robi? Że przyjeżdża się na weekend wypocząć i zabiera się jakieś szmaty?
- Oj no, bo ja, no wiesz- westchnęła głośno, zasiadając obok niego na kanapie.
- Ciesz się każdym oddechem, każdym ćwierkiem ptaków, każdym szumem, każdym zapachem, każdym kawałkiem tego miejsca, każdym dniem tutaj. – dodał, stopniowo schodząc z tonu.
- Ah Styles- westchnęła po raz drugi. Oparła głowę o jego ramię, i uśmiechała się delikatnie pod nosem.
Chłopak zaczerpnął powietrza. Przymknął powieki, i zachłysnął się piękną wonią jej perfum.
-Dochodzi już dwudziesta. – odezwał się Harry, przerywając milczenie.
- Może wiesz co, ja się trochę ogarnę, a ty tutaj- dodała wstając z kanapy. – No wiesz.
- No wiem. – odparł, odprowadzając Julię wzrokiem.


-Najs piżamka- zaśmiał się przyglądając Julii, która śmiało kroczyła w jego stronę, w czarno białej piżamie w pingwiny z słynnej bajki ‘Madagaskar’.
- Co się tak śmiejesz?- burknęła Julia, układając swoje ciuchy, na wolnym blacie na komodzie.
-Bo fajną masz piżamę- po raz kolejny się zaśmiał, zbijając dziewczynę z tropu- Taka sexy.
-Ej, no moja wina, że te pingwiny są akurat tutaj- dodała, wskazując klatkę piersiową. – Przestań! Nie miałam innej. 
- Jak dla mnie, i nawet bez tego to ty możesz, no wiesz- zachichotał, drapiąc się z tyłu głowy.
- Świnia z Ciebie,! Weź, zboczuch!- wyzwała go wulgarnie, po czym oboje zaczęli się śmiać.
- Niall Cię nie ostrzegał przede mną? – zapytał, radośnie poruszając brwiami.
-Tak się składa, że nie- burknęła, krzyżując dłonie na piersiach. – Ja się z nim policzę.
-Oj tam, on nie jest nic temu winien, że jestem troszkę świnią- nie mogąc się powstrzymać , zaśmiał się głośno.
Julia chwyciła jedną z wielu poduszek, które znajdywały się na kanapie, i rzuciła Harrego, trafiając młodzieńca w brzuch.
Zarechotała radośnie z celnego rzutu.
- Ała- nie spodziewając się rewanżu, otrzymała cios w okolice klatki. – Ja się z tobą policzę, ty ty – biegając za Harrym po całym salonie, wymachiwała wskazującym palcem- Ty, Ty w berka ci się zachciało. No dobra, sam tego chciałeś.
- I tak mnie nie złapiesz.  –dodał, nie w porę żartując.
 Harry nie spodziewając się odwetu ze strony Julii, zwolnił tempo biegu. Odwracając się co chwilę do tyłu, bacznie miał pod kontrolą odległość jaka dzieli ich dwoje. Nie zauważając jednego z obuwia dziewczyny, które zapodziało się obok kanapy, potknął się, i stracił przez moment równowagę. 
-Mam Cię!- krzyknęła Julia, wpadając na Harrego.
Wbijający się w ścianę Harry, przyglądał się Julii, która przywarła do jego ciała.
Spojrzała na niego nieśmiało. On uśmiechnął się do niej, ukazując tym samym swoje urocze dołeczki.
Ich oddechy stały się coraz szybsze.
- I co, żartownisiu? - zachichotała, dysząc ciężko. – W berka się zachciało dziecku pobawić.
- A no- odparł, próbując wyrównać oddech. – Ty nie byłaś lepsza.
- A co? Sam zacząłeś zboczuchu.
- Tylko nie zboczuchu, możesz mówić na mnie..
-Oj proszę Cię, weź już nie wymyślaj- prychnęła, spoglądając na zagłębiający się w myślach wyraz twarzy Harrego. – Yhhym- odkrząknęła i dodała obniżając swój wzrok w dół- A i z łaski swojej, zabierz te łapska.
-A co, przeszkadzają ci?
- No wiesz, tak jak by przeszkadzają mi łapska faceta znajdujące się na prawie moich POŚLADKACH!- wykrzyczała ostatnie słowa- No jak byś był łaskaw, zboczuchu.
- Już, dobrze.
Harry zabrał swoje dłonie z ciała dziewczyny,i wsunął je do kieszeni.
-Co się tak gapisz?
- A co tak wulgarnie?
-A tak sobie. Więc?
- Nic, patrzę tylko tak na Ciebie, i…
- I co widzisz?
- Widzę, że masz piękne oczy.
Juli przechyliła głowę w bok, próbując ukryć lekki rumieniec na jej policzkach.
- Coś powiedziałem nie tak?- zapytał, próbując spojrzeć Julii w oczy. Uniósł jej podbródek do góry. – Jula?
- Tak? – zapytała nie pewnie.
- Wolisz popcorn czy snacki bekonowe?
Oboje się zaśmiali. A temperatura pomiędzy nimi gwałtownie się ochłodziła.
- Ale pytasz o popcorn bekonowy czy snaki bekonowe?
-Oj, co się wydurniasz, przecież wiesz o co pytam.
-Mi to jest obojętne. Ważne by film był ciekawy.
- A towarzystwo?
- Jakoś ujdzie- wzruszyła ramionami, i z poważna miną pozostawiła Harrego samego.
Odeszła kilka kroków, po czym odwróciła się w jego stronę. Zaśmiała się, gdy ujrzała wątpliwy wyraz chłopaka.
-Chcesz coś do picia? – zapytała, stojąc przy blacie kuchennym. – Ja mam ochotę na sok pomarańczowy, a ty?
- Też może być- zasiadając na kanapie z laptopem w dłoniach, przyglądał się Julii.
- Wiesz co?- zarzuciła, sięgając wysokie szklanki z górnej półki. – Wiesz co Niall napisał mi w esemesie przed wyjazdem? Bym na ciebie uważała- dodała rozlewając sok do szkła. – Nie wiesz co miał na myśli?
- Niall bywa czasem za bardzo troskliwy. – odparł wstając z kanapy. Zasiadł na jednym z wysokich krzeseł przy aneksie, i obdarował Julię swoim uśmiechem.
- Może nie powinnam ci tego mówić - Julia ustawiła szklanki na blacie, i zasiadła naprzeciw Harrego. Ułożyła splecione dłonie na aneksie, i spoglądała na chłopaka. – Głupio zrobiłam.
- Nie szkodzi, w sumie Niall miał rację.
- W jakim sensie?
- Troski o Ciebie. – dodał trochę zmieszany. Chwycił gwałtownie szklankę, i zaczerpnął spory łyk.
- Papla ze mnie cholerna.
- Czasem to i dobrze, że papla. – uśmiechnął się, a ona odwzajemniała mu się tym samym.
- Oj bo Niall irytujący jest czasem z tą jego troską- uniosła się w tonie. – Ale i tak go uwielbiam- po czym dodała spokojnym głosem. – Ty też jesteś fajny.
- Oh dzięki. – zaśmiał się, ukazując tym sposobem ponownie swoje dwa dołeczki na policzkach – Miło to słyszeć od takiej dziewczyny jak ty.
-Jakiej?
-Takiej zwyczajnej.
- Ah Styles, przestań, przecież nie raz słyszałeś takie rzeczy- odparła pesząc się.
- Tyle, że każdy lubi mnie za to jaką jestem wykreowaną postacią, a nie kimś z kim teraz ty na przykład sączysz soczek pomarańczowy.
- Nie może być tak źle. Nie każdy taki jest. Po za tym, naprawdę fajny z ciebie chłopak.
- A z ciebie dziewczyna.
Niezręczna cisza, jaka pomiędzy nimi się wywiązała, stawała się odbijać echem o ściany. 
- Przeprasza- mruknęła Julia. Zerwała się z krzesełka, i wyciągnęła telefon z kieszeni- No nie, tylko nie on- dodała pogardliwie, po czym odeszła kilka kroków, i odebrała połączenie.
- Cześć Julia- w słuchawce rozszedł się cichy, i nieśmiały głos Oliviera.
-Czego chcesz?- odburknęła.
Chodząc po pokoju, wsłuchiwała się w słowa jakie chłopak kierował do niej.
- Wiesz, Olivier, ta sytuacja, ta rozmowa teraz- bawiąc się jasno beżową firanką, zawieszoną nad oknem, Julia błądząc w słowach, próbowała wydusić z ust pełne sensu zdanie- Posłuchaj, Olivier, to co się zdarzyło, przeżyłam fajną przygodę, krótką, ale fajną. Miły z ciebie chłopak. 
-  Ale przez plotki, nie chcesz mnie więcej widzieć, nie chcesz mnie poznać, bo uważasz mnie za flirciarza- wydusił z siebie, po przez błądzący w jego głosie szloch.
-Nie, to nie prawda- uniosła się w słowach. Machnowszy ręką, o mało co nie zrzuciła doniczki, która stała na parapecie przy oknie. – Porozmawiamy później, dobrze? Jestem teraz po za Londynem. 
-Z Harrym?
-Skąd wiesz? – zapytała oburzona.
- Wszyscy wiedzą, to znaczy Estera mi powiedziała.
-Aha, przepraszam Cię, ale
-Nie możesz gadać, tak, tak- odparł bez entuzjazmu- To na razie.
Rozłączył się nim Julia zdarzyła powiedzieć słowo.
Dziewczyna odwróciła się w stronę Harrego. Ściskając w dłoniach telefon, nie wydusiła z siebie żadnego słowa. Oparła głowę o ścianę, i cicho westchnęła.
- I to się nazywa przyjaciółka- burknęła Julia.
-Coś się stało?- zapytał Harry, próbując udawać, że nie słyszał ani słowa z rozmowy, którą przeprowadziła Julia.
- Estera. Wredna małpa- oburzona ruszyła w stronę chłopaka, i zasiadła obok na kanapie. – Powiedziała mu chyba wszystko.
- Ale co?
- Skoro tak go polubiła, niech sama z nim tańcuje, pajacuje, i niech sama mu się daje- próbując powstrzymać łzy, zacisnęła mocno zęby. – Jak mogła?
Harry z braku słów, objął Julię ramieniem.
Dziewczyna oparła głowę o tors chłopaka, i przegryzając dolną wargę, patrzyła przed siebie.
W milczeniu przesiedzieli kilka minut.
Czuły dotyk dłoni, którym Harrym obdarzył jej ramię, sprawiał że przez całe jej ciało przechodziły dreszcze, a uśmiech nie schodził z twarzy. Czuła, że mogła by trwać w tej chwili wiecznie. 
-Harry?- szepnęła, zagłuszając tą idealną ciszę.
- Tak?- zapytał, delikatnie głaszcząc jej ramię.
- Dziękuję, że jesteś.
-Ależ nie ma za co, mała- dodał, uśmiechając się do niej ciepło. – A tak po za tym, te twoje pingwiny są słodkie.
-Harry, ty świnio- zerwała się na nogi, i stanęła przed nim- Gdzie się gapisz zboczeńcu!
-Uprzedzałem- zaśmiał się chytrze. 
Uniósł brwi do góry, i poklepał miejsce obok siebie.
-Co jak co, ale koło zboczeńca nie usiądę- skrzyżowała dłonie na piersi, i uparcie stawiała przy swoim.
-Może się czegoś napijesz? Z poprzedniej imprezy coś jeszcze zostało –Harry wstał z kanapy, i podążył do kuchni. Schylił się na sam dół, i wyciągnął z szafki, jedną szklaną butelkę – Mamy to- postawił butelkę na blacie i zapytał spoglądając na napój stojący na szafce kuchennej- Może whisky z colą? 
- Z chęcią, Masę. Dużo. Tyle ile dam radę!
Zaśmiali się oboje.
Julia zasiadła na wysokim krześle przy aneksie, i uważnie przyglądała się wyczynom barmańskim Harrego.
-Chyba coś ci nie wychodzi mój drogi- zachichotała, patrząc jak Harry próbował w sposób wyczynowy podrzucić butelkę szkła do góry- Proszę Cię,lepiej odłóż to.- Julia zachichotała, zasłaniając usta dłonią. 
- W sumie, to chyba nie zbyt dobry pomysł- pokręcił głową, po czym rozlał nie wielką ilość whisky na dnie szklanek, i dolał napoju. – Proszę.
-Dziękuję- odparła Julia, chwytając szklankę z drinkiem z rąk Harrego. – Mieliśmy coś obejrzeć, chyba nic z tego nie wyjdzie.
-Chyba niestety nie, dochodzi już północ.
- Innym razem.
- Innym razem – powtórzył, po czym sięgając po whisky, zwrócił się do Julli- Jeszcze jeden? 
- Tak- odpowiedziała pewnie, przesuwając pustą szklankę po blacie w stronę chłopaka.
Harry starannie przyrządził im kolejnego,  i następnego drinka. Kolejna godzina minęła. Rozluźnieni i rozbawieni, leżeli obok siebie na łóżku, spoglądając w sufit.
- Przestań- kokieteryjnie Julia puknęła Harrego w brzuch- Wiesz, że jak zacznę się śmiać, to nie ma końca, oj nie rozbawiaj mnie tak, Harry.
- Oj Jula- zaćwierkał, zdrabniając czule jej imię w języku polskim.
- Kto Cię tego nauczył?
- Niall- odparł bez ogródek. – Ładne masz imię.
-Dziękuję- na jej policzkach pojawił się lekki rumieniec, i przymknęła powieki.
Z chwilą, Julia czuła coraz intensywniejszy zapach perfum Harrego. Z momentem czuła, jego oddech na swoim torsie. Wzięła głęboki wdech, zachłystując się jego zapachem. Uniosła swoje powieki do góry, spoglądając w zielone tęczówki chłopaka. 
- Piękne masz oczy, bardzo piękne.
-Dziękuję. – uśmiechnął się, ukazując Julii po raz kolejny tego dnia, swoje dołeczki na policzkach.
- A te dołeczki, są takie- przerwała i subtelnie opuszkami palców, dotknęła jego twarzy. Ułożyła dłoń na jego policzku, i lekko pogładziła- Są śliczne, gdy się uśmiechasz. Uwielbiam je.
- Też je lubię.
- Harry?- osunęła dłoń, kładąc ją na piersiach.
- Tak?
- Harry, ta rozmowa, ten telefon. - nim dobrze zaczęła, Harry przerwał jej w pół zdania.
- Tak, wiem to był Olivier. Słyszałem, te plotki. Nie przejmuj się tym, ja co dzień słyszę coś zmyślonego na swój temat. 
- Staram się nie. I chyba mi to zaczyna wychodzić. – podniosła się do pozycji siedzącej.
- Cieszę się.
 Harry przysiadł obok Julii, i splutł dłonie. 
-Czy mógłbyś- nim dokończyła, Harry zrobił to, o co dziewczyna nie zdążyła go nawet poprosić. 
Rozplutł dłonie, i przysunął się bliżej Julii. Objął ją swoim ramieniem, i pozwolił jej drobnemu ciału wtulić się w jego tors. Czule obejmując jej ciało, ucałował ją w czubek głowy nim jej powieki przymknęły się.


______________________________
Inspiracja Ed Sheeran- DRUNK.
I tak wiem, nikt tego nie czyta, no nic, przeboleję to, bo tak na prawdę, i tak piszę to dla siebie.
Dziękuję. End.

środa, 25 kwietnia 2012

Rozdział 12 "Wróćmy do tego jeszcze raz"


Witajcie Kochani. Kolejny rozdział już nadszedł, mam nadzieję, że wam się spodoba, mnie ogólnie wydaje się on nudny, ale cóż, z resztą jak wszystkie rozdziały. Jeśli ci się podoba, oceń, zostaw komentarz, jeśli nie, również napisz, powiedź co ci się nie podoba.
Aaa i mam pytanie, i prośbę, jeśli ktoś z was chce być informowany o nowych, niech napisze mi swój nr gg w komentarzu, będzie mi łatwiej wysyłać do was wiadomość, a jeśli nie, to proszę o tt. :)
Tak więc, miłego, mam nadzieję, czytania! Enjoy! xx

________

Sobotni poranek był pogodny. Słońce świeciło nad Londynem, a urocze ptaki ćwierkały siedząc na gałęziach drzew, skąd obserwowały świat.
Julia energicznie wbiegła do kuchni. Chwyciła ostatni kubek z jogurtem waniliowym, łyżeczkę z szuflady i udała się do salonu by zasiąść na kanapie.
Przerzucając kanały, usłyszała dźwięk przychodzącego smsa. Wyjęła telefon z kieszeni i dość szybko odblokowała klawiaturę gdy ujrzała na wyświetlaczu napis: Harry ten Styles.
Przeczytała pod nosem treść wiadomości, i uśmiechając się do siebie., mimochodem założyła kosmyk włosów za ucho.
Odpisując na wiadomość, nie zwróciła uwagi, że nie jest sama. Stojąca tuż za nią Lauren, cicho przyglądała się radosnej Julii. 
-Yhym- Odkrząknęła.
Bez reakcji ze strony Julii, poklepała ją lekko po ramieniu. Na zaskakujący dotyk, Julia podskoczyła do góry. 
-Zgłupłaś?- burknęła, gdy ujrzała chichoczącą Lauren, która stała tuż nad nią.
-Byłaś tak zaobserwowana, albo lepiej zahipnotyzowana pisaniem smsa, że nic nie słyszałaś. Okradli by cię, a nawet wynieśli tą kanapę włącznie z tobą, i też byś nie zauważyła. – zachichotała po raz kolejny tego ranka.
-Bardzo zabawne-wytkała wulgarnie język, po czym wysłała wiadomość i odłożyła spokojnie telefon na stolik. 
-Z kim tak namiętnie piszesz?- Lauren zasiadła wygodnie na kanapie obok. Skrzyżowała dłonie na piersi i obserwowała Julię.
- Z nikim- odburknęła.
Julia gwałtownie chwyciła pilot, który leżał tuż obok jej nogi. Nerwowo przerzucając kanały, nie zatrzymywała się na żadnym nie dłużej niż pół sekundy.
-Tak rozpromieniałaś. Oj, mów.
-Nikt szczególny. Zwykły flirciarz, i jak wszyscy mówią i wiedzą, który może mieć każdą.
-Czyli nie traktujesz go poważnie?
-Nie wiem, chyba nie- umilkła. Burknęła coś pod nosem, po czym przycisnęła guzik na pilocie, i wyłączyła telewizor.
Julia zarzuciła nogi na kanapę. Skuliła je mocno, i ułożyła wygodnie brodę na kolanach.
-Skoro flirciarz, nie ma co brać nic na poważnie, no chyba, że nie jest do końca taki jakim go malują.
- Masz rację.
-Ale w której kwestii?
-Chyba obu.
-Twoje słowa mnie nie przekonują- Lauren wstała z kanapy i zasiadła obok Julii. Wysunęła dłoń i pogładziła delikatnie jej włosy. –Skarbie, nie daj się tylko zranić.
-Nie dam . –odparła po czym dodała nie pewnym głosem-Chyba się nie dam.
-A jak sylwester? Dość późno wróciłaś, dobrze się bawiłaś?
-Dobrze, było zabawnie, dużo ludzi, alkoholu. A wszystko zaczęło się tak niewinnie, że Estera źle odczytała smsa od Nialla, który napisał, że mamy zjawić się o 7, a nie o 9.
- Oj tam- nagle rozległ się głos Estery po salonie. Dziewczyna stojąc w progu, trzymała na rękach żółte plastikowe opakowanie.
-Jak ty weszłaś?- zapytała zaciekawiona. Wstała z kanapy, i podążyła w kierunku przyjaciółki.
- A może tak dzień dobry, miło Cię widzieć. Cieszę się, że jesteś i jestem z ciebie dumna że tak wcześnie wstałaś?- zapytała.
- Cześć, miło Cię widzieć, Cieszę się, że jesteś- odparła, po czym dodała chwytając od niej plastikowy pojemniczek- A to ostatnie to mogłaś sobie darować- rzuciła, wymijając ją, i zmierzając do kuchni.- Lauren choć tu.
- Już idę- okrzyknęła, po czym podniosła się z kanapy, i udała się do kuchni.
- Co tam jest?- zapytała Julia, przyglądając się postawionemu przez nią pojemnikowi.
-Ciasto od mojej mamy, Czekoladowiec- odpowiedziała Estera- Gdzie masz talerze?
-Tam- wskazała lewą dłonią, na szafkę tuż obok lodówki. – Kawę?- zapytała odwracając się przodem do towarzystwa. 
-Tak- Estera chwyciła trzy talerzyki, i rozłożyła je na stoliku.
-Ja również, muszę postawić się na nogi kofeiną – dodała Lauren zasiadając na jednym krzesełku tuż naprzeciw towarzyszącej jej Esery. – No to siadaj, opowiadaj mi dalej.
-Bo póki co to wspomniałaś tylko o tym, że pomyliłam godziny- dziewczyna warknęła, i wytknęła język przyjaciółce.
- A więc- rozpoczęła Julia.
Rozstawiła trzy filiżanki gorącej kawy na stole. Przekroiła ciasto, i odłożyła nóż na bok. Zasiadła na krześle tuż obok przyjaciółki, chwyciła swoją filiżankę, i zakosztowała kawy. 
- Jak już dotarłyśmy na miejsce, impreza zupełnie była rozkręcona. W około kręciła się masa ludzi.
- Nie ważne, że nikogo nie znałyśmy, prócz Zayana, Nialla i tego tam Harrego. –wtrąciła się Estera. –Ale poznałyśmy- dodała, znacząco się uśmiechając i lekko unosząc brwi do góry.
- Gdy już w końcu dorwałam Nialla, przedstawił nas kilku osobom, i jakoś to poszło. Była masa alkoholu, co powodowało, że nie jeden się miotał, i nie jedna. Estera gdy się dorwała do baru, to odejść nie chciała, nie wiem czy na nią działał tak ten barman, czy ten alkohol, albo cholera wiec co innego.- zaśmiała się.
- Oj tak- machnęła ręką- Lepiej powiedź, z kim ty wieczór spędziłaś- znów uniosła brwi, i lekko się uśmiechała.
- Oj tam. Nie ma o czym mówić.
-Jest, jest- naciskała.
Lauren spojrzała zaciekawiona na obie dziewczyny, przenosząc wzrok to z jednej to na drugą.
-No z chęcią się dowiem, co tam się działo.
- Powiedź z kim spędziłaś całą noc! Albo to, że po kilku drinkach nie odstępowałaś go na krok.
-Nikt taki-wzruszyła ramionami i oparła się łokciami o stół, podpierając się brodą.
- Harry?
-Pfff, Harry? - prychnęła Estera- No co ty, - pokręciła przecząco głową. – On zabawiał inne.
-Nie prawda- zaprzeczyła Julia, podnosząc głos.
- Nie ważne. Opowiedz mi o tym no, jak on miał na imię?
- Olivier. Nic szczególnego- wzruszyła po raz ramionami, wspominając o chłopaków bez entuazjazmu. – Przystojny brunet, o niebieskich oczach., czarujący uśmiech, zabawny, niby na pierwszy rzut oka ideał.
-Wzięłaś od niego numer?- wtrąciła się Estera.
-Nie. – odparła twardo, po czym założyła nerwowo kosmyk włosów za ucho- Niby ideał, ale nie sądziłam, że z niego taki palant.
- Jaki palant? Co ty gadasz, miły gościu- wtrąciła się ponownie Estera, przerywając dziewczynie w pół zdania.
- Proszę Cię- dodała z politowaniem- Olivier, zwany inaczej podrywaczem, wydawał się naprawdę miły, lecz w pewnym momencie coś zaczęło się wymykać z pod kontroli.
- Coś, znaczy?- dociekała zdziwiona Estera.
Spojrzała z niepokojem na przyjaciółkę. Julia jedynie westchnęła.
- Znaczy?- powtórzyła.
- Po prostu kobieciarz, babiarz, i co jeszcze chcesz usłyszeć? – wybuchnęła, wstając od stołu. – Nie, nie przespałam się z nimi, jak teraz myślicie- nerwowo krążyła z jednego końca na drugi, trzymając skrzyżowane ręce na piersi- Nie, nie wykorzystał mnie w taki sposób,w jaki myślicie. Nie, nie wsypał mi nic. Nie, nie skrzywdził mnie. I jeszcze raz powiem, Nie, Nie Nie Nie. I Nie. 
- Dobrze, dobrze, nie musisz się tak unosić- odparła Estera. Chwyciła swoją filiżankę, i zanurzyła w niej swoje blade usta.
- Nie było by w tym nic złego, ale fakt jest taki, że on
-Rozpowiada plotki, że się przespaliście czy tam jesteście razem czy co tam jeszcze- dodała Estera.
Lauren spojrzała na nią znacząco.
- Oj przepraszam.
-No właśnie. – westchnęła i zasiadła ponownie na krześle, a dźwięk przychodzącego sms, na chwilę wyrwał ją z konwersacji, która dalej się toczyła.  Uśmiechnęła się pod nosem, odczytując wiadomość: 
„Pamiętasz wczorajsze? Bo ja pamiętam, doskonale wszystko. To o której? Harry”
-Oj tak po za tym było naprawdę fajnie. – podsumowując na koniec, odpisywała na wiadomość. 


-Mógłbyś być bardziej tomny, a nie tam ślesz jakieś sresy esemesy.- burknął Zayn, trącając nogi Harrego oparte o stolik w salonie. Wyminął przyjaciela, i zasiadł obok niego na czarnej skórzanej kanapie.
-Czep się- odburknął Harry, zakładając nogi ponownie na stół.
- Jak po wczorajszym, męczy kac?- rozległ się donośny, rozbawiony głos Nialla.
-Ciszej człowieku, ciszej- odparł Zayn, trzymając się za głowę- Ciszej.
- Widzę, że Zayn dochodzi jeszcze do siebie- zmierzył przyjaciela, zasiadając obok na kanapie. Wyciągnął telefon z kieszeni, i zaczął przeglądać skrzynkę odbiorczą – A ty Harry, widzę, że wczoraj ostro nie dałeś w palnik?
 -Jak nie- wtrącił się oburzony Zayn. Rozsiadł się wygodnie. Obniżając swoje ciało niżej, zarzucił prawą nogę na lewą, siedząc w rozkroku. – Co chwila trzymał w ręku jakiegoś drinka, sącząc go co róż przy innej damie. 
-Same się kleiły, nie moja wina, taki urok- uniósł głowę do góry, i poruszył brwiami.
-Ta, ta. A to jak potem musiałem wysłuchiwać tego, jak to ona tańczy z innym , jak to on stawia jej kolejnego drinka, jak to on obejmuje ją tańcząc, jak to razem opuścili imprezę? To się też zalicza do tego twojego „uroku”- zaśmiał się, robiąc cudzysłów w powietrzu.
- Spadaj- zamachnął się i uderzył przyjaciela w brzuch.
- No co?- wzruszył ramionami- Mam rozumieć, że się nie zalicza?
-Oj zamknij się Malik. – warknął Harry.
- Przecież mówię prawdę, co mnie lejesz. Gdybyś nie zwlekał z niczym tak długo, ale nie Styles musi zrobić podchody, popatrzeć, poflirtować, pobawić się, znudzić, a potem kopnąć laske w dupę. 
- Tu to już przegiąłeś- wtrącił się Niall, biorąc w obronę przyjaciela- Harry nie z każdą tak postępuje. Może ma swoje jakieś tam, no nie wiem zwyczaje, o ile mogę to tak nazwać. Taki jest. 
- A ty co go tak nagle bronisz?
- Po prostu, nie ważne- machnął ręką, i powrócił do poprzedniej czynności.
- Ona jest po prostu inna niż wszystkie- Harry ściągnął nogi ze stolika, usiadł wygodnie, opierając się o kanapę. Uniósł głowę do góry, i wpatrując się w sufit bez wytchnienia kontynuowała monolog. – Jest urocza, a gdy się śmieje wszyscy wokoło się śmieją. A ta radość w jej oczach. Gdy tylko się trochę zawstydzi, jej policzki się rumienią. Ona ma w sobie mnóstwo energii, którą skrywa w sobie. Jest taka cicha, spokojna, czasem szalona, a zarazem tajemnicza. A gdy się denerwuje, zakłada kosmyk włosów do tyłu, albo przegryza dolną wargę. 
- A dzień po imprezie, uwielbia wypić kubek gorącej kawy, który stawia ją na nogi- dodał od siebie. – Bracie, żeś wpadł. – zaśmiał się Niall, poklikując na klawiaturze swojego blackberry.
- Ty ją człowieku śledzisz, czy jaki grzyb?- potrząsnął głową ze zdziwienia. Wstał z kanapy, i podążył  w kierunku aneksu kuchennego- Chcecie coś do picia?
-Nie,  dzięki.
-A ty Harry? – zapytał Zayn, sięgając jedną z wysokich szklanek, zrobionych z jasnego szkła.
- Nie, dzięki również.- chłopak zerwał się z kanapy- Muszę się ogarnąć, spakować, i z resztą- machnął ręką, i zniknął za drzwiami swojej sypialni.
- A ten co?
-Nie wiem- odparł Niall, wzruszając ramionami.





piątek, 20 kwietnia 2012

Rozdział 11 "Lazania, ciastka, i sms"


    Chłodny wieczór, bezchmurne niebo. Uliczkami Londynu pospiesznie zmierzała Julia do swojego celu- domu państwa Horan. Nie zerkając na zegar, czuła, że jest spóźniona. Było jej wstyd, bo nie akceptowała spóźnialstwa, i go nie znosiła, ale czasem i jej samej zdarzało się nie dojść na czas. 
Zdyszana, głęboko oddychała. Zbliżając się do drzwi, poprawiła jeszcze raz swój szary sweterek. Zastukała kilka razy w drzwi, a po chwili w progu mieszkania pojawiła się uśmiechnięta radośnie pani domu w zielonym fartuszku.
-Dzień dobry Pani Aniu- przekraczając próg, sciągnęła z szyi przewieszoną brązową apaszkę, która idealnie komponowała się z jej szarym sweterkiem, i malinowym topem pod spodem.
-Witaj. Miło Cię znów widzieć- ucałowała po dwa razy każdy policzek Julii, po czym opuszkiem palców, ścierała pozostawioną szminkę na jej skórze.
Była to kobieta nie zwykle ciepła. Julia czuła się w ich domu jak u siebie. Drobnej postury Anna, tryskała niesamowitą energią. Gdy się uśmiechała jej zielone oczy, świeciły niczym latarnia w ciemną noc, oświetlając pól dzielnic. A jej blond włosy sprawiały, że wyglądała o wiele młodziej. 
-Hej, dobrze, że jesteś- zawołał Nial, zbiegając po schodach. Zatrzymał się tuż przed dziewczyną i nie mrugając oczyma, patrzył uważnie na nią.
-Ej, Hej, brudna jestem czy co, że się tak gapisz na mnie?- Julia w panice, zaczęła palcami przecierać swoją skórę w okolicach ust, i policzków. Nerwowo rozbiegując wzrok po mieszkaniu szukała lustra.
-Oj nie.
-To co tak się patrzysz? - prychnęła.
-Chodź, kogoś poznasz- chwycił jej dłoń, i ruszyli wzdłuż korytarza.
  Mieszkanie Państwa Horan całe było pokryte z drewna. Drewniane panele były od lat,i dodawały mieszkaniu pewnej aury. Na ścianach wisiało mnóstwo zdjęć w ramkach.
Nie było momentu by Julia nie spróbowała przystanąć na chwilę, i oglądać młodego Nialla na zdjęciach, chichocząc przy tym pod nosem.
  W kuchni panowała czystość, i niesamowity ład, jak i w całym domu. Tuż po lewej stronie przy oknie stał drewniany stół, a wokoło niego sześć krzeseł z bukowego drewna. Wszystkie szafki  i blaty znajdywały się w jednym ciągu, od okna do drugiego końca, gdzie stała szara lodówka.
Pomieszczenie było małe, lecz bardzo przytulne. Wszędzie rozchodził się zapach potrawy, którą przyrządzała Anna.
-To jest Liam, mój przyjaciel, i członek zespołu.- Niall, gestem dłoni przedstawił Julii nowego towarzysza.
Chłopak wysunął dłoń w kierunku Julli.
Był wysokim, krótko ściętym ciemny blondynem. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Tryskał optymizmem i szczęściem, czego nie dało się ukryć.  
Dobrze zbudowany i wysportowany młodzieniec, uśmiechnął się ponownie do Julii.
-Hej, miło mi- wydusiła w końcu z siebie Julia.
Uścisnęła dłoń Liama, po czym wszyscy zasiedli do stołu na wyraźną prośbę Anny.
- A gdzie Estera, kochanie?- Anna podeszła do syna, i ułożyła swoje dłonie na jego drobnych lecz silnych ramionach. 
Chłopak wychylił głowę do tyłu, i zmierzył mamę wzrokiem.
-Mówiłem Ci, że nie mogła przyjść  - odparł przez zaciśnięte zęby.
- A tak, wspominała, że odwiedziła ją ciocia z Włoch, bodajże- wtrąciła się w dyskusję Julia. Swoje splecione dłonie ułożyła na stole, i bacznie przyglądała się Annie, która stała przy aneksie kuchennym.
-Pomogę Pani- zerwała się z krzesełka, i podeszła do kobiety.
-Nie trzeba, skarbie- zaprotestowała ciepłym głosem.
-Ale proszę.-Julia uparcie trwała przy swoim, stojąc tuż przy Annie.
-No dobrze- westchnęła- Weź te talerze, i sztućce, i rozłóż na stole- dodała wskazując dłonią stos nauczyć, znajdujących się na blacie. 
-Pięć?- zapytała zaskoczona, rozkładając naczynia na stole. 
- No tak- mrugnął oczami Niall, uśmiechając się przy tym. – Zayn do nas dołączy. O chyba już jest.
-Aha.- Julia zająkła się, po czym powróciła do swojej poprzedniej czynności.
Gdy rozłożyła wszystkie naczynia, i ustawiła dzbanek z sokiem, zasiadła na swoim miejscu przy stole.
- Dzień dobry, pani Aniu, Pani Lazanie czuć już trzy ulice stąd- zawitał radośnie Zayn z progu. – Cześć.
-Witaj Zayanie, miło to słyszeć.
- Cześć- zawołał Liam, ściskając po męsku przyjaciela.
-Cześć- dodała nieśmiało Julia.
-O Julia, Witaj. – podszedł do dziewczyny, i nachylając się ucałował ją w policzek. – Dawno Cię nie widziałem.
-Oj tak strasznie, parę godzin temu.
Zaśmiali się oboje, wymieniając spojrzenia.
-Siadaj, kochany, siadaj- Anna, wskazała Zayanowi wolne miejsce na krześle.

Zapach lazani rozchodził się już po całej kuchni, i nie tylko.Wszyscy cierpliwie oczekując na danie pani domu, rozmawiali między sobą. 
- Smacznego – odparła Anna, stawiając pełne lazani, prostokątne żaroodporne naczynie na korkowej tacce. 
-Pyszne- odparł Zayn tuż po pierwszym kęsie.
-Bardzo pyszne- zawtórowała mu Julia po przez pełne usta. – A Harry to gdzie wam się zapodział?
- Z pełnymi ustami się nie mówi- skarcił ją Zayn.
-A co tak się pytasz?- zapyta po przez śmiech Niall, po czym Zayn przytaknął mu skinieniem głowy.
-No właśnie.
-Odwiedziła go rodzina. Choć  chciał dołączyć do nas, to nie mógł przybyć. Prosił bym wszystkich w jego imieniu przeprosił.- odpowiedział grzecznie Liam, jako jedyny zachowując kulturalną postawę w tej sytuacji.
-Aha, dziękuję- podziękowała mu ciepłym uśmiechem, a następnie Nialla i Zayna, podsumowała jednym słowem- Idioci- wytykaj język każdemu z osobna.

    Wylegując się do góry brzuchem, Zayn zajmował całą kanapę w salonie. Julia wraz z Liamem zajmując drugą kanapę, rozmawiali ze sobą jak by się znali od lat. Żartując, i śmiejąc się.
Zayn kokieteryjnie palcami zaczepiał Julię. Dziewczyna odwzajemniała się mu jedynie uśmiechem. 
- O uwaga, Horan nadszedł z deserem- zakomunikował Zayn, zmieniając w trakcie pozycję na siedząca. 
- Nie łudź się, pewnie po drodze z kuchni już wszystko zjadł- zażartował Liam.
Całe towarzystwo wybuchło śmiechem.
- Uważaj co mówisz Payne-wskazującym palcem w wolnej dłoni, Niall pogroził przyjacielowi.
- Lepiej mów co masz- wtrąciła Julia. Wstała z kanapy i podeszła do chłopaka, i zajrzała w talerz, który trzymał w dłoni. – Aj- zapiszczała- Ciasteczka, to te ciasteczka, te pyszne. – chwyciła dwa ciastka z  talerza, i nadgryzła jedno- Kocham domowej roboty ciastka- dodała z pełną buzią i zasiadła z powrotem na kanapie, tym razem zajmując miejsce obok Zayana.
Wsuwając kolejne ciastko wyciągnęła swój telefon z kieszeni, i zaczeła pisać wiadomość.
„Zgadnij kim jestem? Zgadnij gdzie jestem? Ah właśnie zajadam pyszne czekoladowe ciastka roboty pani Horan, yummy:P Jula.”
Odłożyła telefon na stolik, i sięgnęła po jeszcze jedno ciastko z talerzyka. Ku jej zdziwieniu, talerzyk był pełny, jak by jego stan się nie zmienił.
-Nie jedliście, że ich tyle? – zapytała, wskazując gestem ręki talerz.
-Niall przyniósł dostawę- odpowiedział Zayn, przerzucając ostatnie kęsy.
-Aha- pokręciła głową z politowanie, po czym zajadała się już kolejnym ciastkiem roboty Pani domu.

Julia nie spodziewając się tak szybkiej odpowiedzi, chwyciła zaskoczona telefon z blatu stolika i odczytała w myślach wiadomość.
„Zgarnij kilka dla mnie. Ps. Myślałem, że już się nie odezwiesz. Ps1. Miło. Ps2. Plis weź ciasteczka, uwielbiam je. Ps3. Pania Anna pyszne ciastka robi. Ps4 Nawet lepsze od mojej mamy, ale nie mów nikomu. Ps5. Błagam pamiętaj o ciastkach! X”
Julia zachichotała cicho pod nosem, co nie umknęło uwadze chłopców.
-Co?- spytała, lekko wzruszając ramionami.
Chłopcy pokręcili jedynie głowami, a Julia powróciła do odpisywania na wiadomość.
„ Chyba lubisz Peesować? Hah. Wezmę o ile chłopcy nie zjedzą, a wręcz zeżrą wszystkich. A i szkoda, że cię tu nie ma.”
„Też żałuję. Ej to im nie pozwól, bydło jedno. Ja chcę Ciaaastka!”
Julię tak wciągnęła rozmowa z Harrym przez smsy, że zupełnie nie brała udziału w durnych zabawach przyjaciół. Oczekiwała i bacznie obserowała telefon, by nie przegapić przyjścia nowej wiadomości.
Po zakończeniu kilku wymiennych smsów, ułożyła się wygodnie na kanapie. Trzymając w dłoni telefon, oparła swobodnie głowę o ramie Zayna.
- Co czuby?- zaśmiała się radośnie.
- Nic czubie- Zayn przeczochrał jej kasztanowe włosy i wplótł w nie swoją dłoń. Lekko głaszcząc włosy dziewczyny, spoglądali na siebie i rozmawiali.
-Niall mówił ci, że robimy sylwestra?
-Nie, nic nie wspominał.
-No to już wiesz. Czuj się zaproszona. Wraz z chłopakami robimy małą imprezę w naszym apartamencie, a tak dokładniej to Harry i jego znajomy.
-Yhymm- zająkła się trochę- Nie mogę się tak wpraszać.
-Oj daj spokój- machnął ręką, przez co nie chcący pociągnął Julię za włosy.- Przepraszam-dodał.
-Spoko.
-Oj musisz być- kontynuował Zayn.
-Ale to Harrego impreza- zająkła się i nieśmiało dodała – Nie, nie mogę. 
-Daj spokój, mówię. Pokój Harrego, impreza wszystkich. Idziesz i bez gadania moja droga.
-No właśnie, idziesz, ale zaraz gdzie?- zamieszał się Niall.
Stojąc w progu salonu, zmrużył oczy i zaczął drapać się po swojej platynowej głowie.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Rozdział 10 "Oh Horan"

    Poranek był chłodny, i wietrzny. Nad cały Londyn nadciągnęły czarne chmury.
Julia przyglądając się sytuacji z za okna, zasiadła na parapecie, skąd uwielbiała obserwować przechodniów. Skuliła nogi do piersi, i nucąc coś pod nosem spoglądała w dół. Delikatne pukanie do drzwi, wytrąciło ją z rytmu. 
- Przepraszam, Mogę? – z za drzwi przez lekką szparę wychyliła się drobnej postury Lauren. 
-Oczywiście, wejdź. –odparła, i zmieniła pozycję na siedzącą. Poklepała miejsce obok siebie, zachęcając dziewczynę, aby przysiadła się do niej. 
Nastała cisza. Próbując zagłuszyć milczenie, Lauren cicho odkaszlnęła. Julia nerwowo założyła kosmyk włosów za ucho.
-Wiesz, Brandon- gdy tylko rozpoczęła Julia przerwała jej w pół słowa.
-Tak wiem. Brandon jest w trudnej sytuacji, stara się jak może, pracuje, ale nie na tym mi zależy. Zależy mi na tym by było jak dawniej, byśmy mogli wygłupiać się i nie martwić o nic, jak kiedyś.
-Słońce, on też tego chce, po tym wszystkim w święta i sama wiesz, zmienił się.
-Wiem. Cieszy mnie to- uśmiechnęła się delikatnie.
- I tego oczekiwałam, gdy zmierzałam do ciebie, by ujrzeć radość i ten twój piękny uśmiech, który pewnie nie każdego chłopaka powala.
-No, akurat chłopaka to chyba żadnego nie powala- burknęła.- Z resztą -machnęła ręką.
  Rozmowa toczyła się przez kolejną godzinę. Za oknem zdążyło się rozpogodzić. Słońce wyjrzało z za chmur, które rozbiegły się w różnych kierunkach. Promienie słońca wpadały do pokoju, rozświetlając całe pomieszczenie. 
Julia zeskoczyła z parapetu, gdy poczuła wibrację w kieszeni. Wysunęła telefon i pierwsze co zawsze robiła, to spojrzała na wyświetlacz. Lauren nie przeszkadzając, opuściła pokój. Nim zniknęła za drzwiami, uśmiechnęła się i ruchem warg dodała "Pogadamy później". 
Julia mrugnięciem powiek, przytaknęła po czym bez zastanowienia odebrała połączenie.
-Niall? Coś się stało, że dzwonisz do mnie? [..] Aha. Wiesz w sumie to – rozejrzała się po pokoju, błądząc wzrokiem po szafkach, i półkach. Zrezygnowana brakiem wymówki, od wykręcenia się od spotkania z chłopakami na ich próbie, odparła wzdychając- Oj wiesz, muszę zrobić.. […] Nie,nie wykręcam się [..] Dobrze, wpadnę na chwilę, ale pod budynek. Pogadamy co? […] Za pół godziny? No dobrze, to gdzie to jest? […] Ta też cię uwielbiam. Spadaj- zakończyła ciepłym akcentem rozmowę, rozłączając się w pół zdania. 
Julia wsunęła z powrotem telefon do kieszeni spodni. Rozejrzała się po pokoju. Na krześle zobaczyła swój granatowy sweterek. Zarzuciła go na siebie. Przewiesiła przez ramię swoją małą brązową torebkę, i wyszła z pokoju, pozostawiając za sobą jedynie woń perfum. 
Stojąc tuż przed prostokątnym do podłogi lustrze w holu, poprawiła przed wyjściem włosy. Pochwyciła swoje klucze z komody, krzycząc, że wychodzi. Lauren wychylając się z kuchni, nie zdążyła wydusić ani słowa, a drzwi za Julią się zatrzasnęły. 
      Mijając ostatni zakręt, Julia ujrzała grupkę ludzi tuż przed bocznym wejściem do budynku. Na widok nie spodziewanych dla niej gości, chciała zawrócić. Grymas na jej twarzy wyrażał jej nie zadowolenie z sytuacji. W głowie tylko pytała siebie- Iść, czy nie iść? - Przystanęła na chwilę, po czym ruszyła dalej przed siebie. 
Pogoda, wysoka temperatura, i promienie słoneczne były poza granicami aury zimowej. Powietrze było duszące, co sprawiało, że zanosiło się na burzę. 
Julia naciągnęła w sweterku rękawy po łokcie. Chcą już chwytać za telefon, usłyszała głos Nialla dobiegający z za tłumu.
-Julka- zaćwierkał radośnie blond włosy chłopaczek, skracając uroczo jej imię w języku polskim. Ucałował dziewczynę w policzek i obdarował ją promiennym uśmiechem. 
-Niall. Witaj- odparła na entuzjastyczne powitanie z jego strony. 
Stojąc plecami do frontowych drzwi, Julia nie zauważyła skrywającego się za nią Zayna. Chłopak zaszedł ją od tyłu, i lekko klepnął po plecach.
- Cześć.
-Ah cześć- wzdrygła się lekko. Odwróciła się w stronę chłopaka i wskazując na niego placem dodała żartobliwie- Czekaj, yyy ten no Zenek? Nie, yyy Henry? –kiwający przecząco głową Zayn, czekał aż Julia przestanie sobie z niego żartować- Oj no przecież wiem, Zayn. 
-Bravo- zaklaskał Harry, który stał w progu drzwi. –Cześć- rzucił z uśmiechem, nim duży tłum fanek obszedł go z każdej strony.

    Stojący z boku Zayn, zaciągał się po raz kolejny papierosem, a Niall wraz z Harrym zasiedli na murku, z towarzyszącymi im fanami.
 Julia nie chcąc przeszkadzać, i czując się trochę obco, odsunęła się na bok. Nerwowo przegryzając paznokcie przyglądała się pełna podziwu dla chłopców, za ich cierpliwość i życzliwość dla fanów.
Po dłuższej chwili pod budynkiem pozostało już nie wiele niż pięcioro fanów. Niall zamachał do Julii, i zawołał  by z nimi zasiadła. 
  Dziewczyna przez chwilę, kręciła przecząco głową, ale pełen uporu Niall, nie dawał za wygraną i Julia zasiadła pomiędzy chłopcami.
Niall odchrząknął cicho, zasłaniając usta dłonią i puknął dziewczynę lekko z bara. Uśmiechnął się znacząco i uniósł brwi do góry. 
-To co mi tam powiesz ciekawego? Co  u ciebie?
-Ok- odparła.
   Nieśmiało założyła kosmyk włosów za ucho. Nim zdążyła wydusił po raz kolejny jedno sylabowe słowo, telefon Nialla rozdzwonił się po całej ulicy. 
Chłopak gwałtownie wstał z miejsca, po czym zmierzając do budynku odebrał połączenie.
Pozostawiona Julia, uśmiechała się nieśmiało, i rozglądając się do około, próbowała nie przeszkadzać nikomu.
Gdy grupka fanów oddaliła się w cień, Harry skierował swoją całą uwagę na Julię.
Zwisające w dół nogi Julii, lekko bujały się w przód.
Oboje obdarowali się wzajemnie szczerym uśmiechem. Temperatura, która była wyczuwalna pomiędzy tymi dwojga zdecydowanie wychodziła po za normy. 
Spoglądali na siebie przez kilka sekund w milczeniu. Harry, próbując wydusić z siebie słowo, został zagłuszony przez wychylającego się z za drzwi jednego z menagerów. 
-Chłoptasiu na próbę, koniec przerwy- rzucił pogardliwie, po czym skinął znacząco do Zayana, co znaczyło, że to tyczy się jego również. 
-Zaraz- odkrzyknął również przyjaźnie.
-Pospiesz się Harry- poganił go Zayn. Chłopak ostatni raz zaciągnął się tytoniem , po czym rzucił nie do pałek do papierośnicy tuż przed wejściem.- Do zobaczenia Julia- krzyknął do dziewczyna, która odwzajemniła mu się jedynie uśmiechem. 
Harry chwycił dłoń Julii, otworzył mazak, który leżał na murku, i zaczął malować coś na nadgarstku dziewczyny.
Julia jedynie czując łoskot, chichotała pod nosem. 
Harry zamknął mazak. Spojrzał na Julię bez słowa, a ona uśmiechnęła się do niego. On jedynie położył dłoń na jej kolanie, a następnie wstał. Ostrzepł mimochodem tył spodni.
-Na razie. Muszę lecieć- pożegnał się w biegu. Odwrócił się tuż przed wejściem. Ze wskazującego i małego palca zrobił słuchawkę telefonu- Odezwij się- krzyknął nim drzwi budynku zatrzasnęły się za nim.
Kąciki ust Julii z chwilą ujęły się w uśmiech, gdy ujrzała na zewnętrznej stronie pięknie namalowanego motylka.
Odwracając dłoń, ujrzała na nadgarstku napisane kilka cyfr. Zmrużyła oczy i przyjrzała się im uważnie, po czym cicho odczytała ciąg liczb. 
- 657 5753 564 Call me maybe- policzki lekko przybrały rumieńca, komponując się nieziemsko z jej uśmiechem, i cichym chichotem. 
Zsunęła gwałtownie rękaw sweterka w dół, przysłaniając ślad po Harrym. 
Zbierała się by już wstać, gdy nie spodziewanie zasiadł obok niej Niall. Dziewczyna spojrzała na chłopaka pełna zaskoczenia. Lekko przechylając głowę, i mrużąc oczy przyglądała się blondynowi, który próbował złapać powietrze w płuca. 
- No co?- rzucił, uśmiechając się. Wziął głęboki w dech i dodał- Mam jakieś trzy minuty nim się zorientują, że kogoś im brakuje, czyli mnie- uśmiechnął się szyderczo.
-Oh Horan- Julia pokręciła głową.
Zachichotali oboje radośnie.
-Mama, to znaczy ja, mama i tak dalej. Chcieliśmy Cię zaprosić na dzisiejszy czwartkowy obiad? Wpadniesz?
-Oczywiście. Do twojej mamy kuchni zawsze. Do dziś czuję smak, zapach tego jej przepysznego sernika ze świąt.
- To świetnie, ucieszy się. Wpadnij tak około szóstej, co?- zapytał, po czym uniósł się ku górze. –Tylko bądź-zmierzając w stronę drzwi, bujał się na boki. Złapał za klamkę i dodał odwracając się w jej kierunku – Idę, bo chyba już się zjażyli, że mnie nie ma.
-Idź, idź.
Julia zaśmiała się, przysłaniając usta dłonią. Pomachała chłopakowi na koniec, nim zniknął jej z pola widzenia.  Zebrała się, i zdążyła odejść nie wielki dystans od studia, gdy otrzymała wiadomość sms: „Uff, Nie zauważyli, Hah x”
-Oh Horan- westchnęła Julia, a następnie zaczęła chichotać pod nosem.

środa, 11 kwietnia 2012

Rozdział 9 Empty chairs, empty soul"

Witajcie, miło mi was powitać na nowej miejscówie. Niestety moja cierpliwość skończyła się dla strony onet.pl, i postanowiłam zmienić serwer, na troszkę działający lepiej, i współpracujący ze mną. Mam nadzieję, że będzie wam się tu również dobrze czytało jak na onecie.
Ps. W zwyczaju nie mam tego robienia, ale chciała bym wiedzieć ile was tu jest. Nie którzy mają zasadę czytasz- skomentuj. Nie chciała bym jej zbytnio wprowadzać, ale jeśli czytasz, daj czasem znać, jak ci się podoba to co tworzę. Było by mi bardzo miło. Hejty też przyjmuję, to oczywiste, chyba nie boję się krytyki :D


Rozdział 9,

  Poranne słońce przebijało się przez uchylone okno w salonie, a zapach rannej zimowej rosy rozchodził się po salonie. Zziębnięte ciało Julii zadrżało. Dziewczyna mruknęła pod nosem, po czym po szyję okryła się jasno brązowym kocem. Jej powieki lekko się uniosły, a wzrok podażył w kierunku promieni słonecznych.
  Za oknem pruszące płatki śniegu opadały na werandę. Kąciki ust Julii rozchyliły się i ukazały jej radosny uśmiech. Ziewnęła głośno. Po przez koc, ściśniętą w pieść dłonią zakryła usta.
Rozejrzała się po pokoju. W mieszkaniu panowała idealna cisza, jak by nikt w nim nie mieszkał.
Julia spojrzała na zegar, który wisiał na ścianie tuż obok wejścia na werandę. Zegar ten był cały z klonowego drewna. Po środku znajdywał się okrąg, a na nim godziny i zrobione również z drewna duże wskazówki. Urokiem tego zegara była mała kukułka, która przy pełnych godzinach wysuwała się na kładce z wnętrza zegara. Owy mały ssak wydobywał z siebie suptelny i przyjemny dla ucha ćwierk.
Historię zegara, każdy z domowników doskonale znał,dzięki uroczej staruszce, która wynajmowała im dom. Kobieta przy każdej okazji,opowiadała młodym historię domu, z którym wiązały się wspomnienia z jej życia.
Babcia była tak urokliwa, że nikt nigdy nie miał serca jej w jakikolwiek błachy powód przerywać. Pomimo, że wysłuchiwali jej historię po raz kolejny, to zawsze słuchali ją z wielkim zaciekawieniem, zainteresowaniem, i ciepłym odbiorem.

    Dochodziła dziesiąta, Julia zmieniła pozycję na siedzącą.Okrywając się nadal kocem, chwyciła wolną ręką pilota. Wcisnęła magiczny czerwony guzik, który uruchomił telewizor. Skacząc chaotycznie w tą i z powrotem po kanałach, w locie ujrzała znajome twarze. Cofnęła o kilka kanałów do tyłu i pogłośniła. Wytężając swój słuch jak i wzrok, wyprostowała plecy, i krzyżując nogi zasiadła po turecku. Trzymając w dłoniach pilot, podpierała go o podbródek, nerwowo pukając jego czubkiem o swój policzek.

Przegryzając dolną wargę, słuchała programu. Gdy ukazały się napisy końcowe na ekranie, ściszyła głośność i odłożyła pilot na kanapę tuż obok siebie. Lekko westchnęła, a swój wzrok skierowała na szklany stoli, tuż przed nią.
O szkło odbijało się mrugające zielone światełko, które dobiegało z jej telefonu, sygnalizując nadchodzące połączenie.
- Oh telefon- Julia gwałtownie ruszyła się, i chwyciła swój blackberry w dłonie. – Niall- dodała uradowana, czytając pod nosem wiadomość od przyjaciela.
„Witaj piękna. Śnieg za oknem, i słoneczko,a ty pewnie jeszcze śpisz w ten wigilijny poranek.No nic, piszę tylko by życzyć ci wesołych świąt. Pamiętaj mieszkam nie daleko.Miło by było jak byś wpadła na świąteczny wieczór jutro. Tęsknie, Niall.„
-Oh -westchnęła głęboko, a na jej twarzy pojawił się uśmiech.

Dziewczyna zrzuciła z siebie koc, i wsunowszy tylko kapcie na nogi, podążyła do kuchni. Podeszła do szafki by wyjąć z niej puszkę z kawą. Nim otworzyła szafkę, natknęła się na małą karteczkę, naklejoną na drzwiczkach. Odkleiła kartkę, i przeczytała jej zawartość.
‘Jesteśmy na zakupach. Jeśli coś potrzebujesz, zadzwoń. A i nie pij tyle kawy, Brandon. ‘

-Agrrr- mruknęła wściekle, po czym zgniotła kartkę w dłoniach, i celnym rzutem trafiła do kosza stojącego pod oknem.
Zasypała swoją ulubioną kawę, po czym zalała ją wrzątkiem. Chwyciła kubek i zasiadła na krześle przy oknie. Odstawiła gorące naczynie na stół, i objęła dłońmi.
Zamyślona, wyglądała przez okno. Puchowy śnieg dawał radość najmłodszym, jak i tym starszym. Julia uśmiechnęła się zazdrośnie, po czym wzięła łyk gorącej kawy. Delikatnie założyła kosmyk włosów za ucho.
Dobiegający dźwięk dzwoniącego telefonu wyrwał Julię z patrzenia w jeden punkt. Podniosła się gwałtownie z krzesła, i szybko krokiem pobiegła do salonu. Chwyciła telefon, i spojrzała na wyświetlacz. Jej cała twarz rozpromieniała.
-Niall- zaświergotała radośnie- Miałam do Ciebie właśnie dzwonić.
-Ta jasne- burknął żartobliwie chłopak po drugiej stronie słuchawki- Pewnie piłaś kawę w kuchni, a twój telefon jak zwykle zbiegiem okoliczności się zagubił, i nie był w tym samym punkcie co ty. –dodał śmiejąc się.
-Oj tam- machnęła odruchowo ręką- Zaraz. Skąd wiesz, że piłam kawę w kuchni?
-Bo czuję zapach kawy?- odparł przez chichot
-Aha- przytaknęła dziewczyna.
Dobiegający śmiech chłopaka, zbił ją ze złego tropu.
-Zaraz, Niall- krzyknęła oburzona- Przecież jest to niemożliwe być czuł zapach kawy przez telefon.
-No wiem- odparł chłopak, bezczelnie nadal chichocząc.Gdy opanował się, po chwili ciszy ze strony przyjaciółki, dodał poważnie- Jula,ty zawsze to robisz w piątkowe poranki. Już trochę Cię znam. I wiem, że bez kawy u ciebie się nie obędzie w sobotni ranek. Tym bardziej jeśli poprzednie jnocy była impreza, czy zwykłe posiedzenie lubi miasto.
-Uwielbiam Cię- czule powiedziała dziewczyna- Znasz mnie na wylot.
-Ja Ciebie też uwielbiam, ale teraz powiedź mi co z moją propozycją?
-Jaką propozycją?- zapytała, trochę zmieszana. Podrapała się po głowie. Wytężając umysł, próbowała sobie przypomnieć co przyjaciel ma namyśli.
-Jutrzejsze świąteczne popołudnie u mnie. No chyba nie odmówisz?- zapytał z nutką smutku w głosie.
-Nie, oczywiście.- odparła szybko. Mieszając się w słowach dodała konkretnie.- Będę. Z chęcią. U Ciebie zawsze.
-Cieszę się. Bądź tak o czwartej .
-Będę.
-Tylko proszę cię, nie wykręcaj się w ostatniej chwili, w jakiś głupi sposób.- zaznaczył wyraźnie Niall.
Wiedział, że Julia ma w zwyczaju odwoływać swoje przybycie tuż przed. Jej nie śmiałość do świata i strach był silniejszy, niż jej szczere chęci.
-Nie. Będę na pewno. To do zobaczenie jutro. –dodała na koniec. –Pa.
-Trzymaj się, czekam, Pa.
Po zakończeniu rozmowy, Julia ściskając telefon mocno w dłoni, wyglądała przez okno. Przyglądając się całym rodziną zmierzającym tuż przed siebie, jej uścisk stawał się coraz mocniejszy.
Pogrążona w myślach, zazdrośnie patrzyła na szcześliwych rodziców, którzy ze swoimi pociechami, świetnie się bawili. W sercu Julii, kuł ją każdy uścisk pomiędzy nimi czy zwyczajne ciepłe spojrzenie. Brakowało jej tego co inni mieli-bliskich.
W obcym mieście czuła się jak intruz, ale nigdy tego nie okazywała. Swoje uczucia skrywała pod grubą skórą. Uczucia zawsze trzymała w sobie, gryząc się,a czasem walcząc z nimi sama.

  Na zegarze wybiła jedenasta. Julia zdążyła wziąć szybki prysznic, i posprzątać salon po zeszłej nocy.
Wszędzie walający się popcorn, i chipsy, a pod kanapą puste opakowanie po litrowych lodach, nie bardzo dodawało uroku salonowi.
Po wyczerpujących porządkach, zasiadła ciężko na kanapie i wzięła głęboki wdech. W milczeniu oparła głowę o oparcie kanapy, i przyglądała się sufitowi. Głosy przekręcającego klucza w zamku, poderwały ją na równe nogi.Stojąc, przyglądała się Brandonowi, i tuż za nim zmierzającej Lauren.
-Może być pomogła nam z tymi siatkami, a nie stoisz i się gapisz- burknął pełny złości.
Dziewczyna odburknęła pod nosem nie zrozumiale, po czym ruszyła w kierunku Lauren. Chwyciła z jej rąk dwie siatki i odstawiła na stole w kuchni.
- Po co tyle tego kupiliście?- zapytała grzecznie Julia,rozpakowując ostrożnie jedną z siatek. – Nie wystarczyło by kupić chipsy,lody, jakieś pierogi, kurczaka, czy pizzę, a najlepiej lazanie ?
-Julia daj spokój.
- A ty co tylko byś świństwa jadła, przecież są święta-odburknął oburzony. Rzucił dwoma zgrzewkami wody na podłogę, i podsunął je gwałtownie w prawy kąt tuż obok szafki kuchennej.
-Wiesz, jak taki nabuzowany będziesz, to ja dziękuję za takie święta- krzyknęła głośno. Odstawiła trzymającą w dłoniach butelkę oleju na stół i wyszła z kuchni, mamrocząc pod nosem- Już nawet pożartować nie można.
-Dał byś jej spokój- wtrąciła się Lauren.
-A ty co? Bronisz jej? Kobieca solidarność?- oburzył się.Wsadził opakowanie płatków do szafki i trzasną drzwiczkami.
-Nie, ale staram się zrozumieć- odparła spokojnie.Zasiadła na krzesełku, a splecione palce u dłoni ułożyła na blacie stołu. – Jest w nowym miejscu. Nadal się klimatyzuje, a ty jej tego nie ułatwiasz. Ma tutaj tylko ciebie. Nie w tym kierunku powinieneś iść.
- A w którym? –zapytał. Podszedł do dziewczyny, i czule głaskając ją po włosach, zapytał ponownie- A w którym mam iść?
Lauren uniosła głowę ku górze, i spojrzała na Brandona.Chłopak odgarnął jej z czoła opadające włosy.
-Spróbuj na początek porozmawiać , zrozumieć, a potem być z nią.
-Hmm- mruknął cicho- Jesteś cudowna, wiesz o tym? Co ja bym bez ciebie zrobił? Kocham Cię- ucałował swoją ukochaną w czoło, i szybkim krokiem udał się w prawidłowym kierunku.
-Oh, nie wiem co być zrobił- odparła do siebie, kręcąc przy tym głową. – Też Cię kocham- wyszeptała czule.

Rozdział 8 " Perfumy"

Rozglądając się po pokoju, Harry nachylił się do dziewczyny, i szepnął jej do ucha.
-Chyba nikt nie zauważył, że nas nie było.
  Jego perfumy unosiły się w powietrzu. Przymknęła oczy, i wzięła głęboki wdech. Przez ułamek sekundy, zaciągnęła się pięknym zapachem jego perfum. Otworzyła oczy, po czym odszepnęła.
- Chyba nie. Po za tym zauważyłam, że część towarzystwa się wykruszyła.
- Masz rację. – przeczesał swoje włosy, i wyciągnął rękę w stronę stolika z potrawami. Chwycił biały talerz i widelec. – Jesteś głodna?- zwrócił się do dziewczyny.
-Nie. Dziękuję- zapasowała dłonią.
- A ja coś zjem, zgłodniałem, te jezioro wyssało ze mnie wszystko. – odparł, i odwrócił się w stronę stolika. Nałożył sobie dwie małe kanapki, i do tego sałatkę.
- Jezioro? Wyssało z ciebie? - Julia zaśmiała się donośnie- Przecież nawet się nie kąpałeś.
- Oj tam- odparł po przez pełną buzię i machnął jedynie ręką będąc w trakcie konsumpcji.
- Julia- krzyknęła Amanda w stronę dziewczyny- O i Harry- zerknęła na chłopaka, z zaskoczoną miną. – Słuchaj, pomożesz mi? Muszę wygrzebać materace i koce z szaf?
- Oczywiście- odparła. Amanda chwyciła rękę dziewczyny i obie ruszyły w kierunku wysokiej szafy, która znajdywała się tuż obok łazienki.

   Przerzucając z jednej na drugą półkę rzeczy, dziewczyny poszukiwały swojego celu. Julia stała z boku, z dłońmi ułożonym na biodrach i bacznie obserwowała Amandę, która czyniła wielki bałagan w szafie pani domu, po przez swoje szperanie.
- Jesteś pewna, że to tu jest? – zapytała z wątpliwością Julia. Stanęła tuż przed szafą, i zaczęła przeszukiwać wyższe półki- Mam- krzyknęła, trzymając w rękach stertę kocy. – A tu masz śpiwory- kiwnęła głową na półkę wyżej.
- Dzięki za pomoc- dziewczyna stanęła na palcach i sięgnęła z najwyższej półki cztery śpiwory. – Jest nas jedenaście. Brain, Ja, Ty, Niall, Estera, Harry, Zayn, Megan, Anna, Peter, i Dan. Musimy się jakoś podzielić.
- Yhym- mruknęła pod nosem Julia- I tak tylko kibnąć się musimy, mi obojętna jest miejscówa.
- Aha- dziewczyna rozglądała się po pokoju. Rozmyślając, gniotła znajdujące się w jej rękach śpiwory. – Ok, słuchajcie.- zwróciła się do nie dużego tłumu, jaki pozostał- Teraz jeśli ktoś chce, może skorzystać z łazienki, odświeżyć się. Po za tym, chyba nie muszę mówić, że impreza się skończyła? No, więc, Megan, mogła byś mi pomóc? - zwróciła się do przyjaciółki, która stała w jednym kącie, tuląc się ze swoim chłopakiem Braianem.
- Już idę.- odparła. Oderwała się od chłopaka, i skierowała w stronę przyjaciółki. Poprawiła swoje włosy, zaczesując je do góry w kitka.

Na podłodze walały się cztery rozłożone śpiwory. Na każdym łóżku leżało po trzy koce. Kanapy znajdywały się naprzeciw siebie. Estera zasiadła na jednej z nich tuż obok Julii. Szturchnęła lekko przyjaciółkę i szepnęła.
- Ty, ja śpię z tobą, prawda?- jej głos lekko zadrżał.
- Oczywiście głuptasie- odparła Julia. Pogładziła ją po nodze, i uśmiechnęła się ciepło w jej stronę.
- No i ja z wami- przykucnął przy nich Niall, opierając się łokciami o kolana Estery.
-Jasne, uważaj, bo Estera wpuści Cię do łóżka- zaśmiała się. Niezręczna cisza, jaka wychodziła ze strony Estery, trochę zaniepokoiła dziewczynę. Spojrzała wnikliwie na przyjaciółkę.
- No co?- zaśmiała się, a Niall jej zawtórował.
Oboje byli pijani. Julia domyślała się, że pewnie i tak żadne z nich nie będzie pamiętać tego wieczoru. Uznała, że przymknie oko na wygłupy tych dwojga. Do głowy nie śmiało jej nawet przychodzić, że coś może ich łączyć.
- Jak chcesz. – wzruszyła ramionami. Wstała z kanapy, i zasiadła na jednym z wysokich krzeseł przy kuchennym barze. Chwyciła wolną szklankę i nalała sobie do niej wody. Objęła ją swoimi dłońmi, i przyglądała się towarzystwu.
Niall wraz z Esterą, wygodnie ułożyli się na jednej z kanap i okryli swoje ciała kocem. Amanda zasiadła tuż obok nich, zsunęła buty ze stóp, okryła się kocem i wygodnie ułożyła.

   Julia przechyliła szklankę, i wzięła spory łyk wody. Nerwowo rozejrzała się po pokoju, poszukując nie dużego miejsca dla siebie. Odstawiła szklankę na blat. Zeskoczyła z krzesełka, i podążyła w przeciwną stronę. Wyciągnęła telefon z kieszeni, i zasiadła obok jednego z wolnych śpiworów. Odpięła zamek, i wsunęła swoje nogi w środek. Chwyciła poduszkę, która leżała tuż przy niej, i ułożyła się wygodnie. Przymknęła powieki. Poczuła lekki powiem, i zapach perfum. Otworzyła oczy i zerknęła w prawą stronę.
-Cześć- zaćwierkał radośnie Harry. – Niestety będziesz skazana na mnie- szepnął cicho, zasiadając tuż obok niej. Powtórzył ten samą czynność. Wsunął nogi, po czym okrył się kocem, który leżał obok.
- Czemu niestety?- zapytała. – Cieszę, że nie trafiłam na Braiana z Megan- szepnęła do niego, uśmiechając się.
- No tak. –odparł. –Racja.
-Też bym nie chciał. – wtrącił się Zayn. Po czym zajął śpiwór tuż obok Harrego.
Cała trójka cicho się zaśmiała. Julia z Harrym wymienili spojrzenia, odwzajemniając uśmiechy. Zayn nucił pod nosem jedną ze swoich ulubionych piosenek, po czym uważnie czytał coś w telefonie.
 Julia przymknęła powieki, przyłożyła policzek do poduszki, i odpłynęła w sen.
________________________________

Przepraszam, że tak długo, przepraszam, że takie krótkie, ale musiałam zakończyć jakoś ten cały epizod z imprezą. Wybaczcie mi również, ale czas tak szybko płynie, a ja po prostu nie mogę złapać chwili. Ale już dalsze losy się piszą, jak i układają w głowie. I dziękuję mojej Roksi za przypomnienie mi o dodaniu czegoś tutaj nowego! xx

Rozdział 7 "Rumieńce"

Witajcie. Na wstępie chciałam powiedzieć, że przepraszam was za długo przerwę, ale była spowodowała chorobą. A jak to podczas choroby bywa, człowiek totalnie odłącza się od wszystkiego. No, a powrót do rzeczywistości, i u mnie jest trudny, bardzo. Ale już wróciłam. Jestem, i dodaję to notkę. Rozdział dodaję, już chyba bardziej go zepsuć nie mogłam, i reanimować tym bardziej. Także enjoy.

____________________________________________________________________________

- Chodź- Harry szepnął dziewczynie na ucho, po czym chwycił jej dłoń. Przyglądając się zdziwionej dziewczynie dodał- Oj Chodź. Coś ci pokażę.- mruknął do niej, po czym oboje wstali z miejsc, opuszczając miłą atmosferę. Szli już dobre parę minut, A Julia trochę zaczęła się niecierpliwić i niepokoić.
-Co ty robisz? – zapytała, a jej głos zadrżał. Nie otrzymując odpowiedzi rzuciła kolejne pytanie – Gdzie idziemy?
- Zobaczysz- odwrócił głowę w jej stronę i obdarował ją ciepłym uśmiechem. – Już zaraz. O już nie daleko. No proszę jesteśmy na miejscu. – puścił swobodnie jej dłoń. Uśmiechnął się i gestem zaprezentował jej widok.
- Ale pięknie- rzuciła jedynie dziewczyna.

  Lekki szelest, powiew bryzy, wokoło pełno zielonych, porośniętych wysokich drzew. Wszystko to dopełniało błękitne jezioro tuż przed jej oczami. Na wprost przez połowę wody ciągnął się brązowy pomost. W jeziorze odbijał się blask gwiazd z nieba. Ona stała nie ruchomo, oddychała delikatnie, lecz głęboko. Chwytała każdy najmniejszy kawałek świeżego morskiego powietrze unoszącego się po całej okolicy.
-Chodź – znów swoimi delikatnymi dłońmi, chwycił subtelnie jej dłoń, i obdarował ją uśmiechem. Ona nie sprzeciwiała się ani trochę. Odwzajemniła uśmiech, i podążyła za nim, dodając mu kroku. Weszli na brązowy pomost, wzdłuż brzegu jeziora. – Stań tutaj- szepnął do niej. – Zamknij oczy, i daj się porwać.
   Odszedł na kilka kroków od niej. Ona opuściła dłonie swobodnie. Wzięła głęboki wdech, zamknęła oczy, i z uśmiechem na ustach oddała się pragnieniom i marzeniom. Jej wyraz twarzy wysławiał, że jest w tym momencie szczęśliwa. W tej chwili jej postrzeżenie na świat się zmieniło. Otworzyła oczy. Na jej ustach widniał ten czarujący uśmiech, a z oczu wydobywało się pełne blasku światełko.
- Niesamowite- wydusiła z siebie.
- Urok tego miejsca tak działa- zaśmiał się nieśmiało chłopak.
Obecność dziewczyny go peszyła. Julia posiadała w sobie coś takiego co przykuwało jego uwagę, a zarazem onieśmielało.
- Skąd jesteś?- zapytała dziewczyna, uśmiechając się kącikami ust.
- Z Bedford– odpowiedział pewnie.
- Ja z Londynu. To znaczy z Polski, tam się urodziłam, ale od paru miesięcy mieszkam tutaj– odpowiedziała, trochę onieśmielona, tym jak jej towarzysz spoglądał na nią.
- Jesteś Polką? Fajnie- odparł z entuzjazmem. – Nigdy nie byłem w Polsce.
- Z chęcią Cie tam zabiorę, jest tam pięknie, a ja bywam tam dwa razy w roku- odparła dumnie.
- To dlatego masz taki inny akcent- i dodał zaraz- Taki słodki.
- Dziękuję- jej policzki pokryły się mocnym rumieńcem, który próbowała ukryć, zakrywając twarz dłońmi.
-Wiesz co?- zarzucił chłopak pytająco.
Dziewczyna spojrzała na niego intrygująco. On jedynie się uśmiechnął.
- No wiesz, nie, nie wiem- zaśmiałaś się cicho.
-No to powiem ci.
- No to słucham.
- Tak więc, jak wiesz, że nie wiesz, co ja wiem, a chcesz wiedzieć, że nie wiesz o tym, co ja wiem
- Do sedna chłopie- burknęła Julia.
- Wiesz co. – mruknął, i ukrywając swój uśmiech dodał -Kiedy my się to ostatnio widzieliśmy?- zadał kokieteryjnie.
- No błagam- uniosła lekko ręce do góry, jak by wykonywała modły do niebios. Harry zaśmiał się jedynie, i zalotnie szturchnął dziewczynę. – Głupie pytanie. Było to wtedy jak wylałam na ciebie mój przepyszny drink- spojrzeli na siebie, i zaśmiali równocześnie.
-No tak, ty się bardziej martwiłaś o drinka niż o to, czy ze mną po tym wszystko było w porządku? Dziewczyna delikatnie przeczesała swój kosmyk włosów do tyłu.
- Oczywiście, że tak, a jak by inaczej- zaśmiała się po raz kolejny – No przecież się nie będę martwić o twoją koszulę, choć- zamyśliła się, i lekko wskazującym palcem przejechała po brodzie - Zakładam, że była droższa od mojego drinka.
- Sto procent- zarzucił Harry, uśmiechając się, i spoglądając na towarzyszkę. – No, ale ważne, że to na mnie trafiło.
- Tak? Co ty nie powiesz. - wynuciła zastanawiająco. – A dlaczego?- zapytała, wnikliwie oczekując i zastanawiając się jakiego triku flirciarskiego użyje chłopak.
- Bo ja używam Vizira, który każdą plamę wyeliminuje. – spojrzał na Julię, a ona zaczęła się natychmiast śmiać. Przyglądał jej się uważnie. Jej śmiech, był dla niego czymś wspaniałym. Chwytał każdy kadr tego momentu. Bo gdy się uśmiechała, to cała promieniała, a jej policzki wyglądały nieziemsko.
- O Jezu. Ty to zawsze tak potrafisz genialnie wybrnąć?- zapytała, ocierając uciekającą łezkę z jej oka.
- Czy ja wiem- wzruszył ramionami. Spoglądając w górę, błądził oczami po okolicy. – Taki jestem po prostu- dodał, uśmiechając się czarująco do Julii. Przeczesał jednym ruchem, swoje burzliwe loczki, i założył kosmyk za ucho. – A tak serio, to plama dalej jest. No, ale nie o tym chciałem. – zamilkł na chwilę, a następnie dodał- Więc gdybyś nie przeniosła się do Londynu i tutaj studiowała, nie poznała byś Nialla. Gdybyś nie znała Megan, nie przyszła byś na imprezę. Gdybyś nie wylała na mnie drinka, nie poznał bym Ciebie. Gdyby nie Niall, nie było by mnie tu dziś i nie siedzielibyśmy tutaj razem. I Gdyby nie te miejsce i to wszystko- Nie poznał bym Ciebie. - wygłosił swój krótki monolog, dziewczyna się zaśmiała- Coś nie tak?
-Nie, wszystko jest okej. Jesteś strasznie słodki i zabawny- ponownie się zaśmiała, zasłaniając dłonią usta.
- A to źle?
- Skąd. To są cechy jakie kocham u ludzi.
-To znaczy, że można powiedzieć- kiwał głową na boki i dodał- Że już mnie kochasz? – w oczach chłopaka można było wyczytać zachwyt.
- Tak - zaśmiali się oboje donośnie. A cała sytuacja wyszła komicznie z punktu widzenia potencjalnego obserwatora.
- Już Cię lubię.
- A co wcześniej nie lubiłeś?- zmrużyła oczy i skierowała wzrok w stronę chłopaka.
- A skąd- zaprzeczył natychmiast- Od pierwszego wejrzenia, jak Cię zobaczyłem to Cię polubiłem, nie musiałem Cie poznawać, ja po prostu wiedziałem, że jesteś sympatyczna.
Po raz kolejny zawstydził dziewczynę, i jej policzki pokryły się rumieńcem.
- Miło to słyszeć.
- Prawdę. Zawsze miło. – uśmiechnął się.
Chłopak kiwnął do dziewczyny, i wskazał jej miejsce by usiedli. Zasiedli na pomoście. Opuścili nogi swobodnie w dół. Julia lekko zaczęła bujać swoimi nogami, do tyłu i w przód. Opuściła głowę i przyglądała się odbiciom gwiazd w jeziorze.
-Ładnie dziś. - szepnęła Julia, by nie zagłuszać tej wspaniałej ciszy. Podniosła głowę, i spojrzała w niebo- Kocham gwiazdy. Zawsze myślę, jak one tak naprawdę wyglądają z bliska. Zawsze marzyłam o tym by właśnie tak jak teraz, na plaży, czy przy jeziorze, leżeć na trawie i oglądać wschód słońca.
- Da się zrobić- Harry gwałtownie wstał z miejsca, otrzepał tył spodni, po czym rzucił- Zaraz wracam.
Julia zerknęła zdziwiona na chłopaka, i jedynie przytaknęła, po czym się odwróciła z powrotem i ponownie przyglądała się widokowi. Chłopak wrócił tak szybko, że dziewczyna zupełnie nie odczuła jego nieobecności.
- Zapraszam- wysunął dłoń w jej stronę. Ona chwyciła jego dłoń, i wstała z podestu. Harry gestem wskazał dziewczynie kierunek, w którym się udadzą.
- Chłodny wieczór. –odparła drżącym głosem. Skrzyżowała dłonie, i zaczęła ocierać nimi swoje ramiona, próbując się rozgrzać.
Harry bez zastanowienia ściągnął swój sweter, który miał na sobie, pozostając jedynie w koszulce w szaro białe paski z długim rękawem. Podszedł do dziewczyny, i delikatnie nałożył sweter na jej zziębnięte kruche ciało. Odwdzięczyła mu się uśmiechem. On jedynie mrugnął przytakująco oczami.
Bez słów przeszli całą drogę.
- Tutaj.- odparł. Rozłożył koc, który trzymał w dłoni. Zasiadł na trawie, i poklepał miejsce koło siebie.
Dziewczyna stała lekko skołowana. Lecz po chwili zaciskając w dłoniach jego sweter, zasiadła nieśmiało obok niego. Harry zmienił pozycję na leżącą i założył skrzyżowane ręce za głowę.
- O wiele lepiej- mruknął pod nosem. – Teraz to dopiero jest widok.
- Masz zamiar tak do rana?- zapytała, spoglądając na młodzieńca.
- A dlaczego nie? – zapytał, i dodał- No chyba, że nie lubisz mojego towarzystwa? –odchylił głowę do przodu, i uniósł brwi spoglądając na Julię.
- Nie, nie- zaprzeczyła natychmiast- Lubię. Bardzo. To znaczy- zmieszała się -Nie pogardzę. To znaczy, Boże. – uderzyła się w czoło, a lekki plask rozszedł się po okolicy, dając echo.
-Face Palm- chłopak się zaśmiał. Puścił oczko do dziewczyny i kącikami ust się uśmiechnął w jej stronę.
- Przepraszam- mruknęła.
- Za co? Za szczerość? Czy za to, że jesteś taka urocza? – i po raz kolejny ją zawstydził. Był świadom tego, że ją onieśmiela. Jemu to imponowało. Uwielbiał, gdy na jej twarzy pojawiały się dwa rumieńce. A jeszcze bardziej uwielbiał gdy wywoływał je właśnie on. Julię jednak to irytowało.
-Musisz- mruknęła- Musisz mnie zawstydzać?
-Wow. To dopiero szczerość- odparł zdziwiony- Nie robię tego celowo. Naprawdę.
- Yhym. – mruknęła.- Jasne- burknęła tak cicho, aby chłopak nie usłyszał, a następnie zmieniła pozycję na leżącą. Podparła głowę swoimi dłońmi i zwróciła się w kierunku chłopaka – O czym teraz myślisz?
- O tym jaki będzie piękny wschód słońca. A ty?
- A o niczym.
- Jak o niczym?
- Normalnie- wzruszyła ramionami. Próbując wymigać się od odpowiedzi, udała zaobserwowaną widokiem.
- Ale ja jednak po proszę o odpowiedź.
- Myślałam o tym, o czym będziemy rozmawiać.
- A o czym byś chciała?
- Nie wiem.
- Ja bym chciał dowiedzieć się więcej o tobie.
- To więc pytaj.
- Oj chyba nie wiesz co mówisz- chłopak zaśmiał się, lecz od razu bez zastanowienia zadał pytanie- Twoje największe marzenie?
- Paść owce na polu- jej słowa zabrzmiały dość poważnie. Spoglądając na zdziwienie Harrego, pokrótce dodała- Żartowałam.- zaśmiała się donośnie- Największe marzeniem, Hmm- zamyśliła się na chwilę i dodała- Móc zmienić siebie i świat.
- Naprawdę? – zaskoczyła go tą odpowiedzią. – Nie czujesz się dobrze, no powiedźmy ze sobą?
-Chyba nikt się nie czuje dobrze. Przynajmniej mi się tak wydaje.
- Wiesz, chyba masz rację.
- A twoje marzenie?
- Obecne, móc robić to co kocham. – szepnął cicho, obserwując uważnie niebo. – Kolejne pytanie. Niezręczny moment w życiu?
- Chyba to, gdy myślisz, że ktoś na kim ci zależy, też tak czuje, lecz jest dość nie zręcznie gdy dochodzi do konfrontacji i wszystko przewraca się do góry nogami- przemówiła do niego zagmatwanym języki. On zrozumiał każde słowo, potwierdzając jej słowom, przytakiwał delikatnie głową. Po czym Julia zamilkła, i dodała- Ta, miłość - bzdura. – przetarła twarz dłońmi. Potrząsnęła dla oprzytomnienia głową, wzięła głęboki wdech i dodała- Przepraszam. Zanudzam Cię. Chciałeś się dowiedzieć czegoś o mnie, a ja mówię…
Chłopak odchrząknął, i przerwał jej w połowie zdania.
- Czasem warto się wygadać, niż dusić w sobie wszystko. Nawet nie wiesz, ile rzeczy mnie gryzie od środka.
- Na przykład?
- Na przykład, to że jestem daleko od domu, tęsknie za rodziną. Pomimo tego, że mam tutaj chłopców, spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, czasem zbyt wiele. I tak tęsknie, za przyjaciółmi, za tym życiem które kiedyś miałem. – nastała cisza.
-Rozumiem-odparła szeptem Julia.
- Bywają dni, że spakował bym się i rzucił to w cholerę, ale zaraz sobie mówię, przecież tego chciałeś. Takiego życia chciałem, być na scenie, występować, śpiewać, mieć tysiące fanów, ale gdy już to wszystko mam, to mam ochotę choć na jakiś czas móc się wyrwać, i odetchnąć, pożyć jak normalny osobnik.
- Trudno jest od tak przestawić się i wbiec w inny tryb życia- Julia próbując rozgryźć problem towarzysza, dając mu swoje rady – Uwierz, mi też nie było lekko. Z dala od domu, z bratem, duże miasto, zero przyjaciół.
- To tak jak ja.
- No, ale nie mówmy o smutnych rzeczach. Pomówmy o czymś milszym.
- Może taka szybka gra w This Or this? – zaproponował Harry, a jego kąciki zamieniły się w uśmiech. Julia przytaknęła, a chłopak natychmiast rzucił pierwsze pytanie- Zielony czy Niebieski?
-Zielony. Różowy czy pomarańczowy?
- Pomarańczowy. Kawa czy herbata?
-Kawa. Lody Waniliowe czy czekoladowe?
-Waniliowe. A ty?
- Ha, też!- odparła uradowana. – Justin Bieber czy Ed Sheeran?
-Głupie pytanie- burknął Harry- Oczywiście, że Justin … Nie. – zaśmiał się, i dodał- Ed. Niall czy Zayn?
-Oh- westchnęła- Nayn? Ziall?
Oboje wybuchnęli śmiechem. Julia zasłoniła usta dłonią. Próbując opanować śmiech, Harry zmienił pozycję na siedzącą. Przeczesał jednym ruchem swoje loczki. Uśmiechnął się, a Julia znów mogła ujrzeć jego urocze dołeczki.
   Dziewczyna podniosła się z koca. Otrzepała tył spodni, poprawiła sweterek, i podeszła do brzegu jeziora. Bez słów, Harry podszedł i stanął tuż obok niej. Ich łokcie się stykały. Chłopak lekko szturchnął dziewczynę, a ona spojrzała na niego i się uśmiechnęła.
- To miejsce jest niesamowite. Cała okolica jest piękna. – dodała rozmarzona- Chciałabym w takie miejsca przyjeżdżać częściej. Tu mogę się wyciszyć, zażyć świeżego powietrza. W ciszy i spokoju pobyć z własnymi myślami.
- Też to lubią. Tu jest tak cicho, że czasem za bardzo słyszę swoje myśli, ale lubię to, bardzo. Jak będę miał zamiar tu przyjechać, odezwę się, to zabiorę Cię ze sobą, i razem pobędziemy ze swoimi myślami.
Po słowach, Harry uciekł wzrokiem w drugą stronę. Bez słowa, Julia powróciła na koc, zostawiając chłopaka samego. Ułożyła się wygodnie, czekając na wschód słońca.
- Która jest? – mruknęła cicho.
Zerknął na swój zegarek znajdujący się na lewym nadgarstku i odpowiedział.
-Dochodzi już czwarta. Już nie długo.
- Pięknie- po raz kolejny Julia zachwyciła się widokiem. – Już- odparła szeptem do chłopaka, gdy zauważyła pierwsze promienie słońca, odbiegające od ziemi.

Harry zasiadł tuż obok Julii. Dziewczyna usiadła po turecku, i oparła się łokciami o kolana. Gdy ciało Julii zaczęło drżeć, Harry sięgnął po swój sweter, który leżał z boku. Po raz kolejny okrył delikatnie jej ciało, starając się nie oderwać jej od zachwytu w jakim teraz trwała. Jej uśmiech wyrażał, że jest to najpiękniejsza chwila tego wieczoru. A on nie chciał jej tego psuć.
- Pięknie- szepnęła do niego, uśmiechając się kącikami ust. Założyła subtelnie kosmyk włosów za ucho.
Nastała cisza. Jedynie ćwierk ptaków dochodzący z drzew, próbował zagłuszyć milczenie, które teraz trwało.
- Chyba czas na nas?
- Chyba tak, całą noc przegadaliśmy – Harry zerwał się natychmiast na równie nogi. Podał dłoń Julii i pomógł dziewczynie się podnieść.
- Dziękuję- odparła, gdy stała już o własnych siłach. Poprawiła jego sweter, który miała na sobie, i uśmiechnęła się do towarzysza. Harry otrzepał koc, zwinął go w kłębek, i przewiesił przez rękę.

Pośród szumu drzew, w ciszy, powrócili do chatki Harrego.