środa, 25 kwietnia 2012

Rozdział 12 "Wróćmy do tego jeszcze raz"


Witajcie Kochani. Kolejny rozdział już nadszedł, mam nadzieję, że wam się spodoba, mnie ogólnie wydaje się on nudny, ale cóż, z resztą jak wszystkie rozdziały. Jeśli ci się podoba, oceń, zostaw komentarz, jeśli nie, również napisz, powiedź co ci się nie podoba.
Aaa i mam pytanie, i prośbę, jeśli ktoś z was chce być informowany o nowych, niech napisze mi swój nr gg w komentarzu, będzie mi łatwiej wysyłać do was wiadomość, a jeśli nie, to proszę o tt. :)
Tak więc, miłego, mam nadzieję, czytania! Enjoy! xx

________

Sobotni poranek był pogodny. Słońce świeciło nad Londynem, a urocze ptaki ćwierkały siedząc na gałęziach drzew, skąd obserwowały świat.
Julia energicznie wbiegła do kuchni. Chwyciła ostatni kubek z jogurtem waniliowym, łyżeczkę z szuflady i udała się do salonu by zasiąść na kanapie.
Przerzucając kanały, usłyszała dźwięk przychodzącego smsa. Wyjęła telefon z kieszeni i dość szybko odblokowała klawiaturę gdy ujrzała na wyświetlaczu napis: Harry ten Styles.
Przeczytała pod nosem treść wiadomości, i uśmiechając się do siebie., mimochodem założyła kosmyk włosów za ucho.
Odpisując na wiadomość, nie zwróciła uwagi, że nie jest sama. Stojąca tuż za nią Lauren, cicho przyglądała się radosnej Julii. 
-Yhym- Odkrząknęła.
Bez reakcji ze strony Julii, poklepała ją lekko po ramieniu. Na zaskakujący dotyk, Julia podskoczyła do góry. 
-Zgłupłaś?- burknęła, gdy ujrzała chichoczącą Lauren, która stała tuż nad nią.
-Byłaś tak zaobserwowana, albo lepiej zahipnotyzowana pisaniem smsa, że nic nie słyszałaś. Okradli by cię, a nawet wynieśli tą kanapę włącznie z tobą, i też byś nie zauważyła. – zachichotała po raz kolejny tego ranka.
-Bardzo zabawne-wytkała wulgarnie język, po czym wysłała wiadomość i odłożyła spokojnie telefon na stolik. 
-Z kim tak namiętnie piszesz?- Lauren zasiadła wygodnie na kanapie obok. Skrzyżowała dłonie na piersi i obserwowała Julię.
- Z nikim- odburknęła.
Julia gwałtownie chwyciła pilot, który leżał tuż obok jej nogi. Nerwowo przerzucając kanały, nie zatrzymywała się na żadnym nie dłużej niż pół sekundy.
-Tak rozpromieniałaś. Oj, mów.
-Nikt szczególny. Zwykły flirciarz, i jak wszyscy mówią i wiedzą, który może mieć każdą.
-Czyli nie traktujesz go poważnie?
-Nie wiem, chyba nie- umilkła. Burknęła coś pod nosem, po czym przycisnęła guzik na pilocie, i wyłączyła telewizor.
Julia zarzuciła nogi na kanapę. Skuliła je mocno, i ułożyła wygodnie brodę na kolanach.
-Skoro flirciarz, nie ma co brać nic na poważnie, no chyba, że nie jest do końca taki jakim go malują.
- Masz rację.
-Ale w której kwestii?
-Chyba obu.
-Twoje słowa mnie nie przekonują- Lauren wstała z kanapy i zasiadła obok Julii. Wysunęła dłoń i pogładziła delikatnie jej włosy. –Skarbie, nie daj się tylko zranić.
-Nie dam . –odparła po czym dodała nie pewnym głosem-Chyba się nie dam.
-A jak sylwester? Dość późno wróciłaś, dobrze się bawiłaś?
-Dobrze, było zabawnie, dużo ludzi, alkoholu. A wszystko zaczęło się tak niewinnie, że Estera źle odczytała smsa od Nialla, który napisał, że mamy zjawić się o 7, a nie o 9.
- Oj tam- nagle rozległ się głos Estery po salonie. Dziewczyna stojąc w progu, trzymała na rękach żółte plastikowe opakowanie.
-Jak ty weszłaś?- zapytała zaciekawiona. Wstała z kanapy, i podążyła w kierunku przyjaciółki.
- A może tak dzień dobry, miło Cię widzieć. Cieszę się, że jesteś i jestem z ciebie dumna że tak wcześnie wstałaś?- zapytała.
- Cześć, miło Cię widzieć, Cieszę się, że jesteś- odparła, po czym dodała chwytając od niej plastikowy pojemniczek- A to ostatnie to mogłaś sobie darować- rzuciła, wymijając ją, i zmierzając do kuchni.- Lauren choć tu.
- Już idę- okrzyknęła, po czym podniosła się z kanapy, i udała się do kuchni.
- Co tam jest?- zapytała Julia, przyglądając się postawionemu przez nią pojemnikowi.
-Ciasto od mojej mamy, Czekoladowiec- odpowiedziała Estera- Gdzie masz talerze?
-Tam- wskazała lewą dłonią, na szafkę tuż obok lodówki. – Kawę?- zapytała odwracając się przodem do towarzystwa. 
-Tak- Estera chwyciła trzy talerzyki, i rozłożyła je na stoliku.
-Ja również, muszę postawić się na nogi kofeiną – dodała Lauren zasiadając na jednym krzesełku tuż naprzeciw towarzyszącej jej Esery. – No to siadaj, opowiadaj mi dalej.
-Bo póki co to wspomniałaś tylko o tym, że pomyliłam godziny- dziewczyna warknęła, i wytknęła język przyjaciółce.
- A więc- rozpoczęła Julia.
Rozstawiła trzy filiżanki gorącej kawy na stole. Przekroiła ciasto, i odłożyła nóż na bok. Zasiadła na krześle tuż obok przyjaciółki, chwyciła swoją filiżankę, i zakosztowała kawy. 
- Jak już dotarłyśmy na miejsce, impreza zupełnie była rozkręcona. W około kręciła się masa ludzi.
- Nie ważne, że nikogo nie znałyśmy, prócz Zayana, Nialla i tego tam Harrego. –wtrąciła się Estera. –Ale poznałyśmy- dodała, znacząco się uśmiechając i lekko unosząc brwi do góry.
- Gdy już w końcu dorwałam Nialla, przedstawił nas kilku osobom, i jakoś to poszło. Była masa alkoholu, co powodowało, że nie jeden się miotał, i nie jedna. Estera gdy się dorwała do baru, to odejść nie chciała, nie wiem czy na nią działał tak ten barman, czy ten alkohol, albo cholera wiec co innego.- zaśmiała się.
- Oj tak- machnęła ręką- Lepiej powiedź, z kim ty wieczór spędziłaś- znów uniosła brwi, i lekko się uśmiechała.
- Oj tam. Nie ma o czym mówić.
-Jest, jest- naciskała.
Lauren spojrzała zaciekawiona na obie dziewczyny, przenosząc wzrok to z jednej to na drugą.
-No z chęcią się dowiem, co tam się działo.
- Powiedź z kim spędziłaś całą noc! Albo to, że po kilku drinkach nie odstępowałaś go na krok.
-Nikt taki-wzruszyła ramionami i oparła się łokciami o stół, podpierając się brodą.
- Harry?
-Pfff, Harry? - prychnęła Estera- No co ty, - pokręciła przecząco głową. – On zabawiał inne.
-Nie prawda- zaprzeczyła Julia, podnosząc głos.
- Nie ważne. Opowiedz mi o tym no, jak on miał na imię?
- Olivier. Nic szczególnego- wzruszyła po raz ramionami, wspominając o chłopaków bez entuazjazmu. – Przystojny brunet, o niebieskich oczach., czarujący uśmiech, zabawny, niby na pierwszy rzut oka ideał.
-Wzięłaś od niego numer?- wtrąciła się Estera.
-Nie. – odparła twardo, po czym założyła nerwowo kosmyk włosów za ucho- Niby ideał, ale nie sądziłam, że z niego taki palant.
- Jaki palant? Co ty gadasz, miły gościu- wtrąciła się ponownie Estera, przerywając dziewczynie w pół zdania.
- Proszę Cię- dodała z politowaniem- Olivier, zwany inaczej podrywaczem, wydawał się naprawdę miły, lecz w pewnym momencie coś zaczęło się wymykać z pod kontroli.
- Coś, znaczy?- dociekała zdziwiona Estera.
Spojrzała z niepokojem na przyjaciółkę. Julia jedynie westchnęła.
- Znaczy?- powtórzyła.
- Po prostu kobieciarz, babiarz, i co jeszcze chcesz usłyszeć? – wybuchnęła, wstając od stołu. – Nie, nie przespałam się z nimi, jak teraz myślicie- nerwowo krążyła z jednego końca na drugi, trzymając skrzyżowane ręce na piersi- Nie, nie wykorzystał mnie w taki sposób,w jaki myślicie. Nie, nie wsypał mi nic. Nie, nie skrzywdził mnie. I jeszcze raz powiem, Nie, Nie Nie Nie. I Nie. 
- Dobrze, dobrze, nie musisz się tak unosić- odparła Estera. Chwyciła swoją filiżankę, i zanurzyła w niej swoje blade usta.
- Nie było by w tym nic złego, ale fakt jest taki, że on
-Rozpowiada plotki, że się przespaliście czy tam jesteście razem czy co tam jeszcze- dodała Estera.
Lauren spojrzała na nią znacząco.
- Oj przepraszam.
-No właśnie. – westchnęła i zasiadła ponownie na krześle, a dźwięk przychodzącego sms, na chwilę wyrwał ją z konwersacji, która dalej się toczyła.  Uśmiechnęła się pod nosem, odczytując wiadomość: 
„Pamiętasz wczorajsze? Bo ja pamiętam, doskonale wszystko. To o której? Harry”
-Oj tak po za tym było naprawdę fajnie. – podsumowując na koniec, odpisywała na wiadomość. 


-Mógłbyś być bardziej tomny, a nie tam ślesz jakieś sresy esemesy.- burknął Zayn, trącając nogi Harrego oparte o stolik w salonie. Wyminął przyjaciela, i zasiadł obok niego na czarnej skórzanej kanapie.
-Czep się- odburknął Harry, zakładając nogi ponownie na stół.
- Jak po wczorajszym, męczy kac?- rozległ się donośny, rozbawiony głos Nialla.
-Ciszej człowieku, ciszej- odparł Zayn, trzymając się za głowę- Ciszej.
- Widzę, że Zayn dochodzi jeszcze do siebie- zmierzył przyjaciela, zasiadając obok na kanapie. Wyciągnął telefon z kieszeni, i zaczął przeglądać skrzynkę odbiorczą – A ty Harry, widzę, że wczoraj ostro nie dałeś w palnik?
 -Jak nie- wtrącił się oburzony Zayn. Rozsiadł się wygodnie. Obniżając swoje ciało niżej, zarzucił prawą nogę na lewą, siedząc w rozkroku. – Co chwila trzymał w ręku jakiegoś drinka, sącząc go co róż przy innej damie. 
-Same się kleiły, nie moja wina, taki urok- uniósł głowę do góry, i poruszył brwiami.
-Ta, ta. A to jak potem musiałem wysłuchiwać tego, jak to ona tańczy z innym , jak to on stawia jej kolejnego drinka, jak to on obejmuje ją tańcząc, jak to razem opuścili imprezę? To się też zalicza do tego twojego „uroku”- zaśmiał się, robiąc cudzysłów w powietrzu.
- Spadaj- zamachnął się i uderzył przyjaciela w brzuch.
- No co?- wzruszył ramionami- Mam rozumieć, że się nie zalicza?
-Oj zamknij się Malik. – warknął Harry.
- Przecież mówię prawdę, co mnie lejesz. Gdybyś nie zwlekał z niczym tak długo, ale nie Styles musi zrobić podchody, popatrzeć, poflirtować, pobawić się, znudzić, a potem kopnąć laske w dupę. 
- Tu to już przegiąłeś- wtrącił się Niall, biorąc w obronę przyjaciela- Harry nie z każdą tak postępuje. Może ma swoje jakieś tam, no nie wiem zwyczaje, o ile mogę to tak nazwać. Taki jest. 
- A ty co go tak nagle bronisz?
- Po prostu, nie ważne- machnął ręką, i powrócił do poprzedniej czynności.
- Ona jest po prostu inna niż wszystkie- Harry ściągnął nogi ze stolika, usiadł wygodnie, opierając się o kanapę. Uniósł głowę do góry, i wpatrując się w sufit bez wytchnienia kontynuowała monolog. – Jest urocza, a gdy się śmieje wszyscy wokoło się śmieją. A ta radość w jej oczach. Gdy tylko się trochę zawstydzi, jej policzki się rumienią. Ona ma w sobie mnóstwo energii, którą skrywa w sobie. Jest taka cicha, spokojna, czasem szalona, a zarazem tajemnicza. A gdy się denerwuje, zakłada kosmyk włosów do tyłu, albo przegryza dolną wargę. 
- A dzień po imprezie, uwielbia wypić kubek gorącej kawy, który stawia ją na nogi- dodał od siebie. – Bracie, żeś wpadł. – zaśmiał się Niall, poklikując na klawiaturze swojego blackberry.
- Ty ją człowieku śledzisz, czy jaki grzyb?- potrząsnął głową ze zdziwienia. Wstał z kanapy, i podążył  w kierunku aneksu kuchennego- Chcecie coś do picia?
-Nie,  dzięki.
-A ty Harry? – zapytał Zayn, sięgając jedną z wysokich szklanek, zrobionych z jasnego szkła.
- Nie, dzięki również.- chłopak zerwał się z kanapy- Muszę się ogarnąć, spakować, i z resztą- machnął ręką, i zniknął za drzwiami swojej sypialni.
- A ten co?
-Nie wiem- odparł Niall, wzruszając ramionami.





piątek, 20 kwietnia 2012

Rozdział 11 "Lazania, ciastka, i sms"


    Chłodny wieczór, bezchmurne niebo. Uliczkami Londynu pospiesznie zmierzała Julia do swojego celu- domu państwa Horan. Nie zerkając na zegar, czuła, że jest spóźniona. Było jej wstyd, bo nie akceptowała spóźnialstwa, i go nie znosiła, ale czasem i jej samej zdarzało się nie dojść na czas. 
Zdyszana, głęboko oddychała. Zbliżając się do drzwi, poprawiła jeszcze raz swój szary sweterek. Zastukała kilka razy w drzwi, a po chwili w progu mieszkania pojawiła się uśmiechnięta radośnie pani domu w zielonym fartuszku.
-Dzień dobry Pani Aniu- przekraczając próg, sciągnęła z szyi przewieszoną brązową apaszkę, która idealnie komponowała się z jej szarym sweterkiem, i malinowym topem pod spodem.
-Witaj. Miło Cię znów widzieć- ucałowała po dwa razy każdy policzek Julii, po czym opuszkiem palców, ścierała pozostawioną szminkę na jej skórze.
Była to kobieta nie zwykle ciepła. Julia czuła się w ich domu jak u siebie. Drobnej postury Anna, tryskała niesamowitą energią. Gdy się uśmiechała jej zielone oczy, świeciły niczym latarnia w ciemną noc, oświetlając pól dzielnic. A jej blond włosy sprawiały, że wyglądała o wiele młodziej. 
-Hej, dobrze, że jesteś- zawołał Nial, zbiegając po schodach. Zatrzymał się tuż przed dziewczyną i nie mrugając oczyma, patrzył uważnie na nią.
-Ej, Hej, brudna jestem czy co, że się tak gapisz na mnie?- Julia w panice, zaczęła palcami przecierać swoją skórę w okolicach ust, i policzków. Nerwowo rozbiegując wzrok po mieszkaniu szukała lustra.
-Oj nie.
-To co tak się patrzysz? - prychnęła.
-Chodź, kogoś poznasz- chwycił jej dłoń, i ruszyli wzdłuż korytarza.
  Mieszkanie Państwa Horan całe było pokryte z drewna. Drewniane panele były od lat,i dodawały mieszkaniu pewnej aury. Na ścianach wisiało mnóstwo zdjęć w ramkach.
Nie było momentu by Julia nie spróbowała przystanąć na chwilę, i oglądać młodego Nialla na zdjęciach, chichocząc przy tym pod nosem.
  W kuchni panowała czystość, i niesamowity ład, jak i w całym domu. Tuż po lewej stronie przy oknie stał drewniany stół, a wokoło niego sześć krzeseł z bukowego drewna. Wszystkie szafki  i blaty znajdywały się w jednym ciągu, od okna do drugiego końca, gdzie stała szara lodówka.
Pomieszczenie było małe, lecz bardzo przytulne. Wszędzie rozchodził się zapach potrawy, którą przyrządzała Anna.
-To jest Liam, mój przyjaciel, i członek zespołu.- Niall, gestem dłoni przedstawił Julii nowego towarzysza.
Chłopak wysunął dłoń w kierunku Julli.
Był wysokim, krótko ściętym ciemny blondynem. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Tryskał optymizmem i szczęściem, czego nie dało się ukryć.  
Dobrze zbudowany i wysportowany młodzieniec, uśmiechnął się ponownie do Julii.
-Hej, miło mi- wydusiła w końcu z siebie Julia.
Uścisnęła dłoń Liama, po czym wszyscy zasiedli do stołu na wyraźną prośbę Anny.
- A gdzie Estera, kochanie?- Anna podeszła do syna, i ułożyła swoje dłonie na jego drobnych lecz silnych ramionach. 
Chłopak wychylił głowę do tyłu, i zmierzył mamę wzrokiem.
-Mówiłem Ci, że nie mogła przyjść  - odparł przez zaciśnięte zęby.
- A tak, wspominała, że odwiedziła ją ciocia z Włoch, bodajże- wtrąciła się w dyskusję Julia. Swoje splecione dłonie ułożyła na stole, i bacznie przyglądała się Annie, która stała przy aneksie kuchennym.
-Pomogę Pani- zerwała się z krzesełka, i podeszła do kobiety.
-Nie trzeba, skarbie- zaprotestowała ciepłym głosem.
-Ale proszę.-Julia uparcie trwała przy swoim, stojąc tuż przy Annie.
-No dobrze- westchnęła- Weź te talerze, i sztućce, i rozłóż na stole- dodała wskazując dłonią stos nauczyć, znajdujących się na blacie. 
-Pięć?- zapytała zaskoczona, rozkładając naczynia na stole. 
- No tak- mrugnął oczami Niall, uśmiechając się przy tym. – Zayn do nas dołączy. O chyba już jest.
-Aha.- Julia zająkła się, po czym powróciła do swojej poprzedniej czynności.
Gdy rozłożyła wszystkie naczynia, i ustawiła dzbanek z sokiem, zasiadła na swoim miejscu przy stole.
- Dzień dobry, pani Aniu, Pani Lazanie czuć już trzy ulice stąd- zawitał radośnie Zayn z progu. – Cześć.
-Witaj Zayanie, miło to słyszeć.
- Cześć- zawołał Liam, ściskając po męsku przyjaciela.
-Cześć- dodała nieśmiało Julia.
-O Julia, Witaj. – podszedł do dziewczyny, i nachylając się ucałował ją w policzek. – Dawno Cię nie widziałem.
-Oj tak strasznie, parę godzin temu.
Zaśmiali się oboje, wymieniając spojrzenia.
-Siadaj, kochany, siadaj- Anna, wskazała Zayanowi wolne miejsce na krześle.

Zapach lazani rozchodził się już po całej kuchni, i nie tylko.Wszyscy cierpliwie oczekując na danie pani domu, rozmawiali między sobą. 
- Smacznego – odparła Anna, stawiając pełne lazani, prostokątne żaroodporne naczynie na korkowej tacce. 
-Pyszne- odparł Zayn tuż po pierwszym kęsie.
-Bardzo pyszne- zawtórowała mu Julia po przez pełne usta. – A Harry to gdzie wam się zapodział?
- Z pełnymi ustami się nie mówi- skarcił ją Zayn.
-A co tak się pytasz?- zapyta po przez śmiech Niall, po czym Zayn przytaknął mu skinieniem głowy.
-No właśnie.
-Odwiedziła go rodzina. Choć  chciał dołączyć do nas, to nie mógł przybyć. Prosił bym wszystkich w jego imieniu przeprosił.- odpowiedział grzecznie Liam, jako jedyny zachowując kulturalną postawę w tej sytuacji.
-Aha, dziękuję- podziękowała mu ciepłym uśmiechem, a następnie Nialla i Zayna, podsumowała jednym słowem- Idioci- wytykaj język każdemu z osobna.

    Wylegując się do góry brzuchem, Zayn zajmował całą kanapę w salonie. Julia wraz z Liamem zajmując drugą kanapę, rozmawiali ze sobą jak by się znali od lat. Żartując, i śmiejąc się.
Zayn kokieteryjnie palcami zaczepiał Julię. Dziewczyna odwzajemniała się mu jedynie uśmiechem. 
- O uwaga, Horan nadszedł z deserem- zakomunikował Zayn, zmieniając w trakcie pozycję na siedząca. 
- Nie łudź się, pewnie po drodze z kuchni już wszystko zjadł- zażartował Liam.
Całe towarzystwo wybuchło śmiechem.
- Uważaj co mówisz Payne-wskazującym palcem w wolnej dłoni, Niall pogroził przyjacielowi.
- Lepiej mów co masz- wtrąciła Julia. Wstała z kanapy i podeszła do chłopaka, i zajrzała w talerz, który trzymał w dłoni. – Aj- zapiszczała- Ciasteczka, to te ciasteczka, te pyszne. – chwyciła dwa ciastka z  talerza, i nadgryzła jedno- Kocham domowej roboty ciastka- dodała z pełną buzią i zasiadła z powrotem na kanapie, tym razem zajmując miejsce obok Zayana.
Wsuwając kolejne ciastko wyciągnęła swój telefon z kieszeni, i zaczeła pisać wiadomość.
„Zgadnij kim jestem? Zgadnij gdzie jestem? Ah właśnie zajadam pyszne czekoladowe ciastka roboty pani Horan, yummy:P Jula.”
Odłożyła telefon na stolik, i sięgnęła po jeszcze jedno ciastko z talerzyka. Ku jej zdziwieniu, talerzyk był pełny, jak by jego stan się nie zmienił.
-Nie jedliście, że ich tyle? – zapytała, wskazując gestem ręki talerz.
-Niall przyniósł dostawę- odpowiedział Zayn, przerzucając ostatnie kęsy.
-Aha- pokręciła głową z politowanie, po czym zajadała się już kolejnym ciastkiem roboty Pani domu.

Julia nie spodziewając się tak szybkiej odpowiedzi, chwyciła zaskoczona telefon z blatu stolika i odczytała w myślach wiadomość.
„Zgarnij kilka dla mnie. Ps. Myślałem, że już się nie odezwiesz. Ps1. Miło. Ps2. Plis weź ciasteczka, uwielbiam je. Ps3. Pania Anna pyszne ciastka robi. Ps4 Nawet lepsze od mojej mamy, ale nie mów nikomu. Ps5. Błagam pamiętaj o ciastkach! X”
Julia zachichotała cicho pod nosem, co nie umknęło uwadze chłopców.
-Co?- spytała, lekko wzruszając ramionami.
Chłopcy pokręcili jedynie głowami, a Julia powróciła do odpisywania na wiadomość.
„ Chyba lubisz Peesować? Hah. Wezmę o ile chłopcy nie zjedzą, a wręcz zeżrą wszystkich. A i szkoda, że cię tu nie ma.”
„Też żałuję. Ej to im nie pozwól, bydło jedno. Ja chcę Ciaaastka!”
Julię tak wciągnęła rozmowa z Harrym przez smsy, że zupełnie nie brała udziału w durnych zabawach przyjaciół. Oczekiwała i bacznie obserowała telefon, by nie przegapić przyjścia nowej wiadomości.
Po zakończeniu kilku wymiennych smsów, ułożyła się wygodnie na kanapie. Trzymając w dłoni telefon, oparła swobodnie głowę o ramie Zayna.
- Co czuby?- zaśmiała się radośnie.
- Nic czubie- Zayn przeczochrał jej kasztanowe włosy i wplótł w nie swoją dłoń. Lekko głaszcząc włosy dziewczyny, spoglądali na siebie i rozmawiali.
-Niall mówił ci, że robimy sylwestra?
-Nie, nic nie wspominał.
-No to już wiesz. Czuj się zaproszona. Wraz z chłopakami robimy małą imprezę w naszym apartamencie, a tak dokładniej to Harry i jego znajomy.
-Yhymm- zająkła się trochę- Nie mogę się tak wpraszać.
-Oj daj spokój- machnął ręką, przez co nie chcący pociągnął Julię za włosy.- Przepraszam-dodał.
-Spoko.
-Oj musisz być- kontynuował Zayn.
-Ale to Harrego impreza- zająkła się i nieśmiało dodała – Nie, nie mogę. 
-Daj spokój, mówię. Pokój Harrego, impreza wszystkich. Idziesz i bez gadania moja droga.
-No właśnie, idziesz, ale zaraz gdzie?- zamieszał się Niall.
Stojąc w progu salonu, zmrużył oczy i zaczął drapać się po swojej platynowej głowie.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Rozdział 10 "Oh Horan"

    Poranek był chłodny, i wietrzny. Nad cały Londyn nadciągnęły czarne chmury.
Julia przyglądając się sytuacji z za okna, zasiadła na parapecie, skąd uwielbiała obserwować przechodniów. Skuliła nogi do piersi, i nucąc coś pod nosem spoglądała w dół. Delikatne pukanie do drzwi, wytrąciło ją z rytmu. 
- Przepraszam, Mogę? – z za drzwi przez lekką szparę wychyliła się drobnej postury Lauren. 
-Oczywiście, wejdź. –odparła, i zmieniła pozycję na siedzącą. Poklepała miejsce obok siebie, zachęcając dziewczynę, aby przysiadła się do niej. 
Nastała cisza. Próbując zagłuszyć milczenie, Lauren cicho odkaszlnęła. Julia nerwowo założyła kosmyk włosów za ucho.
-Wiesz, Brandon- gdy tylko rozpoczęła Julia przerwała jej w pół słowa.
-Tak wiem. Brandon jest w trudnej sytuacji, stara się jak może, pracuje, ale nie na tym mi zależy. Zależy mi na tym by było jak dawniej, byśmy mogli wygłupiać się i nie martwić o nic, jak kiedyś.
-Słońce, on też tego chce, po tym wszystkim w święta i sama wiesz, zmienił się.
-Wiem. Cieszy mnie to- uśmiechnęła się delikatnie.
- I tego oczekiwałam, gdy zmierzałam do ciebie, by ujrzeć radość i ten twój piękny uśmiech, który pewnie nie każdego chłopaka powala.
-No, akurat chłopaka to chyba żadnego nie powala- burknęła.- Z resztą -machnęła ręką.
  Rozmowa toczyła się przez kolejną godzinę. Za oknem zdążyło się rozpogodzić. Słońce wyjrzało z za chmur, które rozbiegły się w różnych kierunkach. Promienie słońca wpadały do pokoju, rozświetlając całe pomieszczenie. 
Julia zeskoczyła z parapetu, gdy poczuła wibrację w kieszeni. Wysunęła telefon i pierwsze co zawsze robiła, to spojrzała na wyświetlacz. Lauren nie przeszkadzając, opuściła pokój. Nim zniknęła za drzwiami, uśmiechnęła się i ruchem warg dodała "Pogadamy później". 
Julia mrugnięciem powiek, przytaknęła po czym bez zastanowienia odebrała połączenie.
-Niall? Coś się stało, że dzwonisz do mnie? [..] Aha. Wiesz w sumie to – rozejrzała się po pokoju, błądząc wzrokiem po szafkach, i półkach. Zrezygnowana brakiem wymówki, od wykręcenia się od spotkania z chłopakami na ich próbie, odparła wzdychając- Oj wiesz, muszę zrobić.. […] Nie,nie wykręcam się [..] Dobrze, wpadnę na chwilę, ale pod budynek. Pogadamy co? […] Za pół godziny? No dobrze, to gdzie to jest? […] Ta też cię uwielbiam. Spadaj- zakończyła ciepłym akcentem rozmowę, rozłączając się w pół zdania. 
Julia wsunęła z powrotem telefon do kieszeni spodni. Rozejrzała się po pokoju. Na krześle zobaczyła swój granatowy sweterek. Zarzuciła go na siebie. Przewiesiła przez ramię swoją małą brązową torebkę, i wyszła z pokoju, pozostawiając za sobą jedynie woń perfum. 
Stojąc tuż przed prostokątnym do podłogi lustrze w holu, poprawiła przed wyjściem włosy. Pochwyciła swoje klucze z komody, krzycząc, że wychodzi. Lauren wychylając się z kuchni, nie zdążyła wydusić ani słowa, a drzwi za Julią się zatrzasnęły. 
      Mijając ostatni zakręt, Julia ujrzała grupkę ludzi tuż przed bocznym wejściem do budynku. Na widok nie spodziewanych dla niej gości, chciała zawrócić. Grymas na jej twarzy wyrażał jej nie zadowolenie z sytuacji. W głowie tylko pytała siebie- Iść, czy nie iść? - Przystanęła na chwilę, po czym ruszyła dalej przed siebie. 
Pogoda, wysoka temperatura, i promienie słoneczne były poza granicami aury zimowej. Powietrze było duszące, co sprawiało, że zanosiło się na burzę. 
Julia naciągnęła w sweterku rękawy po łokcie. Chcą już chwytać za telefon, usłyszała głos Nialla dobiegający z za tłumu.
-Julka- zaćwierkał radośnie blond włosy chłopaczek, skracając uroczo jej imię w języku polskim. Ucałował dziewczynę w policzek i obdarował ją promiennym uśmiechem. 
-Niall. Witaj- odparła na entuzjastyczne powitanie z jego strony. 
Stojąc plecami do frontowych drzwi, Julia nie zauważyła skrywającego się za nią Zayna. Chłopak zaszedł ją od tyłu, i lekko klepnął po plecach.
- Cześć.
-Ah cześć- wzdrygła się lekko. Odwróciła się w stronę chłopaka i wskazując na niego placem dodała żartobliwie- Czekaj, yyy ten no Zenek? Nie, yyy Henry? –kiwający przecząco głową Zayn, czekał aż Julia przestanie sobie z niego żartować- Oj no przecież wiem, Zayn. 
-Bravo- zaklaskał Harry, który stał w progu drzwi. –Cześć- rzucił z uśmiechem, nim duży tłum fanek obszedł go z każdej strony.

    Stojący z boku Zayn, zaciągał się po raz kolejny papierosem, a Niall wraz z Harrym zasiedli na murku, z towarzyszącymi im fanami.
 Julia nie chcąc przeszkadzać, i czując się trochę obco, odsunęła się na bok. Nerwowo przegryzając paznokcie przyglądała się pełna podziwu dla chłopców, za ich cierpliwość i życzliwość dla fanów.
Po dłuższej chwili pod budynkiem pozostało już nie wiele niż pięcioro fanów. Niall zamachał do Julii, i zawołał  by z nimi zasiadła. 
  Dziewczyna przez chwilę, kręciła przecząco głową, ale pełen uporu Niall, nie dawał za wygraną i Julia zasiadła pomiędzy chłopcami.
Niall odchrząknął cicho, zasłaniając usta dłonią i puknął dziewczynę lekko z bara. Uśmiechnął się znacząco i uniósł brwi do góry. 
-To co mi tam powiesz ciekawego? Co  u ciebie?
-Ok- odparła.
   Nieśmiało założyła kosmyk włosów za ucho. Nim zdążyła wydusił po raz kolejny jedno sylabowe słowo, telefon Nialla rozdzwonił się po całej ulicy. 
Chłopak gwałtownie wstał z miejsca, po czym zmierzając do budynku odebrał połączenie.
Pozostawiona Julia, uśmiechała się nieśmiało, i rozglądając się do około, próbowała nie przeszkadzać nikomu.
Gdy grupka fanów oddaliła się w cień, Harry skierował swoją całą uwagę na Julię.
Zwisające w dół nogi Julii, lekko bujały się w przód.
Oboje obdarowali się wzajemnie szczerym uśmiechem. Temperatura, która była wyczuwalna pomiędzy tymi dwojga zdecydowanie wychodziła po za normy. 
Spoglądali na siebie przez kilka sekund w milczeniu. Harry, próbując wydusić z siebie słowo, został zagłuszony przez wychylającego się z za drzwi jednego z menagerów. 
-Chłoptasiu na próbę, koniec przerwy- rzucił pogardliwie, po czym skinął znacząco do Zayana, co znaczyło, że to tyczy się jego również. 
-Zaraz- odkrzyknął również przyjaźnie.
-Pospiesz się Harry- poganił go Zayn. Chłopak ostatni raz zaciągnął się tytoniem , po czym rzucił nie do pałek do papierośnicy tuż przed wejściem.- Do zobaczenia Julia- krzyknął do dziewczyna, która odwzajemniła mu się jedynie uśmiechem. 
Harry chwycił dłoń Julii, otworzył mazak, który leżał na murku, i zaczął malować coś na nadgarstku dziewczyny.
Julia jedynie czując łoskot, chichotała pod nosem. 
Harry zamknął mazak. Spojrzał na Julię bez słowa, a ona uśmiechnęła się do niego. On jedynie położył dłoń na jej kolanie, a następnie wstał. Ostrzepł mimochodem tył spodni.
-Na razie. Muszę lecieć- pożegnał się w biegu. Odwrócił się tuż przed wejściem. Ze wskazującego i małego palca zrobił słuchawkę telefonu- Odezwij się- krzyknął nim drzwi budynku zatrzasnęły się za nim.
Kąciki ust Julii z chwilą ujęły się w uśmiech, gdy ujrzała na zewnętrznej stronie pięknie namalowanego motylka.
Odwracając dłoń, ujrzała na nadgarstku napisane kilka cyfr. Zmrużyła oczy i przyjrzała się im uważnie, po czym cicho odczytała ciąg liczb. 
- 657 5753 564 Call me maybe- policzki lekko przybrały rumieńca, komponując się nieziemsko z jej uśmiechem, i cichym chichotem. 
Zsunęła gwałtownie rękaw sweterka w dół, przysłaniając ślad po Harrym. 
Zbierała się by już wstać, gdy nie spodziewanie zasiadł obok niej Niall. Dziewczyna spojrzała na chłopaka pełna zaskoczenia. Lekko przechylając głowę, i mrużąc oczy przyglądała się blondynowi, który próbował złapać powietrze w płuca. 
- No co?- rzucił, uśmiechając się. Wziął głęboki w dech i dodał- Mam jakieś trzy minuty nim się zorientują, że kogoś im brakuje, czyli mnie- uśmiechnął się szyderczo.
-Oh Horan- Julia pokręciła głową.
Zachichotali oboje radośnie.
-Mama, to znaczy ja, mama i tak dalej. Chcieliśmy Cię zaprosić na dzisiejszy czwartkowy obiad? Wpadniesz?
-Oczywiście. Do twojej mamy kuchni zawsze. Do dziś czuję smak, zapach tego jej przepysznego sernika ze świąt.
- To świetnie, ucieszy się. Wpadnij tak około szóstej, co?- zapytał, po czym uniósł się ku górze. –Tylko bądź-zmierzając w stronę drzwi, bujał się na boki. Złapał za klamkę i dodał odwracając się w jej kierunku – Idę, bo chyba już się zjażyli, że mnie nie ma.
-Idź, idź.
Julia zaśmiała się, przysłaniając usta dłonią. Pomachała chłopakowi na koniec, nim zniknął jej z pola widzenia.  Zebrała się, i zdążyła odejść nie wielki dystans od studia, gdy otrzymała wiadomość sms: „Uff, Nie zauważyli, Hah x”
-Oh Horan- westchnęła Julia, a następnie zaczęła chichotać pod nosem.

środa, 11 kwietnia 2012

Rozdział 9 Empty chairs, empty soul"

Witajcie, miło mi was powitać na nowej miejscówie. Niestety moja cierpliwość skończyła się dla strony onet.pl, i postanowiłam zmienić serwer, na troszkę działający lepiej, i współpracujący ze mną. Mam nadzieję, że będzie wam się tu również dobrze czytało jak na onecie.
Ps. W zwyczaju nie mam tego robienia, ale chciała bym wiedzieć ile was tu jest. Nie którzy mają zasadę czytasz- skomentuj. Nie chciała bym jej zbytnio wprowadzać, ale jeśli czytasz, daj czasem znać, jak ci się podoba to co tworzę. Było by mi bardzo miło. Hejty też przyjmuję, to oczywiste, chyba nie boję się krytyki :D


Rozdział 9,

  Poranne słońce przebijało się przez uchylone okno w salonie, a zapach rannej zimowej rosy rozchodził się po salonie. Zziębnięte ciało Julii zadrżało. Dziewczyna mruknęła pod nosem, po czym po szyję okryła się jasno brązowym kocem. Jej powieki lekko się uniosły, a wzrok podażył w kierunku promieni słonecznych.
  Za oknem pruszące płatki śniegu opadały na werandę. Kąciki ust Julii rozchyliły się i ukazały jej radosny uśmiech. Ziewnęła głośno. Po przez koc, ściśniętą w pieść dłonią zakryła usta.
Rozejrzała się po pokoju. W mieszkaniu panowała idealna cisza, jak by nikt w nim nie mieszkał.
Julia spojrzała na zegar, który wisiał na ścianie tuż obok wejścia na werandę. Zegar ten był cały z klonowego drewna. Po środku znajdywał się okrąg, a na nim godziny i zrobione również z drewna duże wskazówki. Urokiem tego zegara była mała kukułka, która przy pełnych godzinach wysuwała się na kładce z wnętrza zegara. Owy mały ssak wydobywał z siebie suptelny i przyjemny dla ucha ćwierk.
Historię zegara, każdy z domowników doskonale znał,dzięki uroczej staruszce, która wynajmowała im dom. Kobieta przy każdej okazji,opowiadała młodym historię domu, z którym wiązały się wspomnienia z jej życia.
Babcia była tak urokliwa, że nikt nigdy nie miał serca jej w jakikolwiek błachy powód przerywać. Pomimo, że wysłuchiwali jej historię po raz kolejny, to zawsze słuchali ją z wielkim zaciekawieniem, zainteresowaniem, i ciepłym odbiorem.

    Dochodziła dziesiąta, Julia zmieniła pozycję na siedzącą.Okrywając się nadal kocem, chwyciła wolną ręką pilota. Wcisnęła magiczny czerwony guzik, który uruchomił telewizor. Skacząc chaotycznie w tą i z powrotem po kanałach, w locie ujrzała znajome twarze. Cofnęła o kilka kanałów do tyłu i pogłośniła. Wytężając swój słuch jak i wzrok, wyprostowała plecy, i krzyżując nogi zasiadła po turecku. Trzymając w dłoniach pilot, podpierała go o podbródek, nerwowo pukając jego czubkiem o swój policzek.

Przegryzając dolną wargę, słuchała programu. Gdy ukazały się napisy końcowe na ekranie, ściszyła głośność i odłożyła pilot na kanapę tuż obok siebie. Lekko westchnęła, a swój wzrok skierowała na szklany stoli, tuż przed nią.
O szkło odbijało się mrugające zielone światełko, które dobiegało z jej telefonu, sygnalizując nadchodzące połączenie.
- Oh telefon- Julia gwałtownie ruszyła się, i chwyciła swój blackberry w dłonie. – Niall- dodała uradowana, czytając pod nosem wiadomość od przyjaciela.
„Witaj piękna. Śnieg za oknem, i słoneczko,a ty pewnie jeszcze śpisz w ten wigilijny poranek.No nic, piszę tylko by życzyć ci wesołych świąt. Pamiętaj mieszkam nie daleko.Miło by było jak byś wpadła na świąteczny wieczór jutro. Tęsknie, Niall.„
-Oh -westchnęła głęboko, a na jej twarzy pojawił się uśmiech.

Dziewczyna zrzuciła z siebie koc, i wsunowszy tylko kapcie na nogi, podążyła do kuchni. Podeszła do szafki by wyjąć z niej puszkę z kawą. Nim otworzyła szafkę, natknęła się na małą karteczkę, naklejoną na drzwiczkach. Odkleiła kartkę, i przeczytała jej zawartość.
‘Jesteśmy na zakupach. Jeśli coś potrzebujesz, zadzwoń. A i nie pij tyle kawy, Brandon. ‘

-Agrrr- mruknęła wściekle, po czym zgniotła kartkę w dłoniach, i celnym rzutem trafiła do kosza stojącego pod oknem.
Zasypała swoją ulubioną kawę, po czym zalała ją wrzątkiem. Chwyciła kubek i zasiadła na krześle przy oknie. Odstawiła gorące naczynie na stół, i objęła dłońmi.
Zamyślona, wyglądała przez okno. Puchowy śnieg dawał radość najmłodszym, jak i tym starszym. Julia uśmiechnęła się zazdrośnie, po czym wzięła łyk gorącej kawy. Delikatnie założyła kosmyk włosów za ucho.
Dobiegający dźwięk dzwoniącego telefonu wyrwał Julię z patrzenia w jeden punkt. Podniosła się gwałtownie z krzesła, i szybko krokiem pobiegła do salonu. Chwyciła telefon, i spojrzała na wyświetlacz. Jej cała twarz rozpromieniała.
-Niall- zaświergotała radośnie- Miałam do Ciebie właśnie dzwonić.
-Ta jasne- burknął żartobliwie chłopak po drugiej stronie słuchawki- Pewnie piłaś kawę w kuchni, a twój telefon jak zwykle zbiegiem okoliczności się zagubił, i nie był w tym samym punkcie co ty. –dodał śmiejąc się.
-Oj tam- machnęła odruchowo ręką- Zaraz. Skąd wiesz, że piłam kawę w kuchni?
-Bo czuję zapach kawy?- odparł przez chichot
-Aha- przytaknęła dziewczyna.
Dobiegający śmiech chłopaka, zbił ją ze złego tropu.
-Zaraz, Niall- krzyknęła oburzona- Przecież jest to niemożliwe być czuł zapach kawy przez telefon.
-No wiem- odparł chłopak, bezczelnie nadal chichocząc.Gdy opanował się, po chwili ciszy ze strony przyjaciółki, dodał poważnie- Jula,ty zawsze to robisz w piątkowe poranki. Już trochę Cię znam. I wiem, że bez kawy u ciebie się nie obędzie w sobotni ranek. Tym bardziej jeśli poprzednie jnocy była impreza, czy zwykłe posiedzenie lubi miasto.
-Uwielbiam Cię- czule powiedziała dziewczyna- Znasz mnie na wylot.
-Ja Ciebie też uwielbiam, ale teraz powiedź mi co z moją propozycją?
-Jaką propozycją?- zapytała, trochę zmieszana. Podrapała się po głowie. Wytężając umysł, próbowała sobie przypomnieć co przyjaciel ma namyśli.
-Jutrzejsze świąteczne popołudnie u mnie. No chyba nie odmówisz?- zapytał z nutką smutku w głosie.
-Nie, oczywiście.- odparła szybko. Mieszając się w słowach dodała konkretnie.- Będę. Z chęcią. U Ciebie zawsze.
-Cieszę się. Bądź tak o czwartej .
-Będę.
-Tylko proszę cię, nie wykręcaj się w ostatniej chwili, w jakiś głupi sposób.- zaznaczył wyraźnie Niall.
Wiedział, że Julia ma w zwyczaju odwoływać swoje przybycie tuż przed. Jej nie śmiałość do świata i strach był silniejszy, niż jej szczere chęci.
-Nie. Będę na pewno. To do zobaczenie jutro. –dodała na koniec. –Pa.
-Trzymaj się, czekam, Pa.
Po zakończeniu rozmowy, Julia ściskając telefon mocno w dłoni, wyglądała przez okno. Przyglądając się całym rodziną zmierzającym tuż przed siebie, jej uścisk stawał się coraz mocniejszy.
Pogrążona w myślach, zazdrośnie patrzyła na szcześliwych rodziców, którzy ze swoimi pociechami, świetnie się bawili. W sercu Julii, kuł ją każdy uścisk pomiędzy nimi czy zwyczajne ciepłe spojrzenie. Brakowało jej tego co inni mieli-bliskich.
W obcym mieście czuła się jak intruz, ale nigdy tego nie okazywała. Swoje uczucia skrywała pod grubą skórą. Uczucia zawsze trzymała w sobie, gryząc się,a czasem walcząc z nimi sama.

  Na zegarze wybiła jedenasta. Julia zdążyła wziąć szybki prysznic, i posprzątać salon po zeszłej nocy.
Wszędzie walający się popcorn, i chipsy, a pod kanapą puste opakowanie po litrowych lodach, nie bardzo dodawało uroku salonowi.
Po wyczerpujących porządkach, zasiadła ciężko na kanapie i wzięła głęboki wdech. W milczeniu oparła głowę o oparcie kanapy, i przyglądała się sufitowi. Głosy przekręcającego klucza w zamku, poderwały ją na równe nogi.Stojąc, przyglądała się Brandonowi, i tuż za nim zmierzającej Lauren.
-Może być pomogła nam z tymi siatkami, a nie stoisz i się gapisz- burknął pełny złości.
Dziewczyna odburknęła pod nosem nie zrozumiale, po czym ruszyła w kierunku Lauren. Chwyciła z jej rąk dwie siatki i odstawiła na stole w kuchni.
- Po co tyle tego kupiliście?- zapytała grzecznie Julia,rozpakowując ostrożnie jedną z siatek. – Nie wystarczyło by kupić chipsy,lody, jakieś pierogi, kurczaka, czy pizzę, a najlepiej lazanie ?
-Julia daj spokój.
- A ty co tylko byś świństwa jadła, przecież są święta-odburknął oburzony. Rzucił dwoma zgrzewkami wody na podłogę, i podsunął je gwałtownie w prawy kąt tuż obok szafki kuchennej.
-Wiesz, jak taki nabuzowany będziesz, to ja dziękuję za takie święta- krzyknęła głośno. Odstawiła trzymającą w dłoniach butelkę oleju na stół i wyszła z kuchni, mamrocząc pod nosem- Już nawet pożartować nie można.
-Dał byś jej spokój- wtrąciła się Lauren.
-A ty co? Bronisz jej? Kobieca solidarność?- oburzył się.Wsadził opakowanie płatków do szafki i trzasną drzwiczkami.
-Nie, ale staram się zrozumieć- odparła spokojnie.Zasiadła na krzesełku, a splecione palce u dłoni ułożyła na blacie stołu. – Jest w nowym miejscu. Nadal się klimatyzuje, a ty jej tego nie ułatwiasz. Ma tutaj tylko ciebie. Nie w tym kierunku powinieneś iść.
- A w którym? –zapytał. Podszedł do dziewczyny, i czule głaskając ją po włosach, zapytał ponownie- A w którym mam iść?
Lauren uniosła głowę ku górze, i spojrzała na Brandona.Chłopak odgarnął jej z czoła opadające włosy.
-Spróbuj na początek porozmawiać , zrozumieć, a potem być z nią.
-Hmm- mruknął cicho- Jesteś cudowna, wiesz o tym? Co ja bym bez ciebie zrobił? Kocham Cię- ucałował swoją ukochaną w czoło, i szybkim krokiem udał się w prawidłowym kierunku.
-Oh, nie wiem co być zrobił- odparła do siebie, kręcąc przy tym głową. – Też Cię kocham- wyszeptała czule.

Rozdział 8 " Perfumy"

Rozglądając się po pokoju, Harry nachylił się do dziewczyny, i szepnął jej do ucha.
-Chyba nikt nie zauważył, że nas nie było.
  Jego perfumy unosiły się w powietrzu. Przymknęła oczy, i wzięła głęboki wdech. Przez ułamek sekundy, zaciągnęła się pięknym zapachem jego perfum. Otworzyła oczy, po czym odszepnęła.
- Chyba nie. Po za tym zauważyłam, że część towarzystwa się wykruszyła.
- Masz rację. – przeczesał swoje włosy, i wyciągnął rękę w stronę stolika z potrawami. Chwycił biały talerz i widelec. – Jesteś głodna?- zwrócił się do dziewczyny.
-Nie. Dziękuję- zapasowała dłonią.
- A ja coś zjem, zgłodniałem, te jezioro wyssało ze mnie wszystko. – odparł, i odwrócił się w stronę stolika. Nałożył sobie dwie małe kanapki, i do tego sałatkę.
- Jezioro? Wyssało z ciebie? - Julia zaśmiała się donośnie- Przecież nawet się nie kąpałeś.
- Oj tam- odparł po przez pełną buzię i machnął jedynie ręką będąc w trakcie konsumpcji.
- Julia- krzyknęła Amanda w stronę dziewczyny- O i Harry- zerknęła na chłopaka, z zaskoczoną miną. – Słuchaj, pomożesz mi? Muszę wygrzebać materace i koce z szaf?
- Oczywiście- odparła. Amanda chwyciła rękę dziewczyny i obie ruszyły w kierunku wysokiej szafy, która znajdywała się tuż obok łazienki.

   Przerzucając z jednej na drugą półkę rzeczy, dziewczyny poszukiwały swojego celu. Julia stała z boku, z dłońmi ułożonym na biodrach i bacznie obserwowała Amandę, która czyniła wielki bałagan w szafie pani domu, po przez swoje szperanie.
- Jesteś pewna, że to tu jest? – zapytała z wątpliwością Julia. Stanęła tuż przed szafą, i zaczęła przeszukiwać wyższe półki- Mam- krzyknęła, trzymając w rękach stertę kocy. – A tu masz śpiwory- kiwnęła głową na półkę wyżej.
- Dzięki za pomoc- dziewczyna stanęła na palcach i sięgnęła z najwyższej półki cztery śpiwory. – Jest nas jedenaście. Brain, Ja, Ty, Niall, Estera, Harry, Zayn, Megan, Anna, Peter, i Dan. Musimy się jakoś podzielić.
- Yhym- mruknęła pod nosem Julia- I tak tylko kibnąć się musimy, mi obojętna jest miejscówa.
- Aha- dziewczyna rozglądała się po pokoju. Rozmyślając, gniotła znajdujące się w jej rękach śpiwory. – Ok, słuchajcie.- zwróciła się do nie dużego tłumu, jaki pozostał- Teraz jeśli ktoś chce, może skorzystać z łazienki, odświeżyć się. Po za tym, chyba nie muszę mówić, że impreza się skończyła? No, więc, Megan, mogła byś mi pomóc? - zwróciła się do przyjaciółki, która stała w jednym kącie, tuląc się ze swoim chłopakiem Braianem.
- Już idę.- odparła. Oderwała się od chłopaka, i skierowała w stronę przyjaciółki. Poprawiła swoje włosy, zaczesując je do góry w kitka.

Na podłodze walały się cztery rozłożone śpiwory. Na każdym łóżku leżało po trzy koce. Kanapy znajdywały się naprzeciw siebie. Estera zasiadła na jednej z nich tuż obok Julii. Szturchnęła lekko przyjaciółkę i szepnęła.
- Ty, ja śpię z tobą, prawda?- jej głos lekko zadrżał.
- Oczywiście głuptasie- odparła Julia. Pogładziła ją po nodze, i uśmiechnęła się ciepło w jej stronę.
- No i ja z wami- przykucnął przy nich Niall, opierając się łokciami o kolana Estery.
-Jasne, uważaj, bo Estera wpuści Cię do łóżka- zaśmiała się. Niezręczna cisza, jaka wychodziła ze strony Estery, trochę zaniepokoiła dziewczynę. Spojrzała wnikliwie na przyjaciółkę.
- No co?- zaśmiała się, a Niall jej zawtórował.
Oboje byli pijani. Julia domyślała się, że pewnie i tak żadne z nich nie będzie pamiętać tego wieczoru. Uznała, że przymknie oko na wygłupy tych dwojga. Do głowy nie śmiało jej nawet przychodzić, że coś może ich łączyć.
- Jak chcesz. – wzruszyła ramionami. Wstała z kanapy, i zasiadła na jednym z wysokich krzeseł przy kuchennym barze. Chwyciła wolną szklankę i nalała sobie do niej wody. Objęła ją swoimi dłońmi, i przyglądała się towarzystwu.
Niall wraz z Esterą, wygodnie ułożyli się na jednej z kanap i okryli swoje ciała kocem. Amanda zasiadła tuż obok nich, zsunęła buty ze stóp, okryła się kocem i wygodnie ułożyła.

   Julia przechyliła szklankę, i wzięła spory łyk wody. Nerwowo rozejrzała się po pokoju, poszukując nie dużego miejsca dla siebie. Odstawiła szklankę na blat. Zeskoczyła z krzesełka, i podążyła w przeciwną stronę. Wyciągnęła telefon z kieszeni, i zasiadła obok jednego z wolnych śpiworów. Odpięła zamek, i wsunęła swoje nogi w środek. Chwyciła poduszkę, która leżała tuż przy niej, i ułożyła się wygodnie. Przymknęła powieki. Poczuła lekki powiem, i zapach perfum. Otworzyła oczy i zerknęła w prawą stronę.
-Cześć- zaćwierkał radośnie Harry. – Niestety będziesz skazana na mnie- szepnął cicho, zasiadając tuż obok niej. Powtórzył ten samą czynność. Wsunął nogi, po czym okrył się kocem, który leżał obok.
- Czemu niestety?- zapytała. – Cieszę, że nie trafiłam na Braiana z Megan- szepnęła do niego, uśmiechając się.
- No tak. –odparł. –Racja.
-Też bym nie chciał. – wtrącił się Zayn. Po czym zajął śpiwór tuż obok Harrego.
Cała trójka cicho się zaśmiała. Julia z Harrym wymienili spojrzenia, odwzajemniając uśmiechy. Zayn nucił pod nosem jedną ze swoich ulubionych piosenek, po czym uważnie czytał coś w telefonie.
 Julia przymknęła powieki, przyłożyła policzek do poduszki, i odpłynęła w sen.
________________________________

Przepraszam, że tak długo, przepraszam, że takie krótkie, ale musiałam zakończyć jakoś ten cały epizod z imprezą. Wybaczcie mi również, ale czas tak szybko płynie, a ja po prostu nie mogę złapać chwili. Ale już dalsze losy się piszą, jak i układają w głowie. I dziękuję mojej Roksi za przypomnienie mi o dodaniu czegoś tutaj nowego! xx

Rozdział 7 "Rumieńce"

Witajcie. Na wstępie chciałam powiedzieć, że przepraszam was za długo przerwę, ale była spowodowała chorobą. A jak to podczas choroby bywa, człowiek totalnie odłącza się od wszystkiego. No, a powrót do rzeczywistości, i u mnie jest trudny, bardzo. Ale już wróciłam. Jestem, i dodaję to notkę. Rozdział dodaję, już chyba bardziej go zepsuć nie mogłam, i reanimować tym bardziej. Także enjoy.

____________________________________________________________________________

- Chodź- Harry szepnął dziewczynie na ucho, po czym chwycił jej dłoń. Przyglądając się zdziwionej dziewczynie dodał- Oj Chodź. Coś ci pokażę.- mruknął do niej, po czym oboje wstali z miejsc, opuszczając miłą atmosferę. Szli już dobre parę minut, A Julia trochę zaczęła się niecierpliwić i niepokoić.
-Co ty robisz? – zapytała, a jej głos zadrżał. Nie otrzymując odpowiedzi rzuciła kolejne pytanie – Gdzie idziemy?
- Zobaczysz- odwrócił głowę w jej stronę i obdarował ją ciepłym uśmiechem. – Już zaraz. O już nie daleko. No proszę jesteśmy na miejscu. – puścił swobodnie jej dłoń. Uśmiechnął się i gestem zaprezentował jej widok.
- Ale pięknie- rzuciła jedynie dziewczyna.

  Lekki szelest, powiew bryzy, wokoło pełno zielonych, porośniętych wysokich drzew. Wszystko to dopełniało błękitne jezioro tuż przed jej oczami. Na wprost przez połowę wody ciągnął się brązowy pomost. W jeziorze odbijał się blask gwiazd z nieba. Ona stała nie ruchomo, oddychała delikatnie, lecz głęboko. Chwytała każdy najmniejszy kawałek świeżego morskiego powietrze unoszącego się po całej okolicy.
-Chodź – znów swoimi delikatnymi dłońmi, chwycił subtelnie jej dłoń, i obdarował ją uśmiechem. Ona nie sprzeciwiała się ani trochę. Odwzajemniła uśmiech, i podążyła za nim, dodając mu kroku. Weszli na brązowy pomost, wzdłuż brzegu jeziora. – Stań tutaj- szepnął do niej. – Zamknij oczy, i daj się porwać.
   Odszedł na kilka kroków od niej. Ona opuściła dłonie swobodnie. Wzięła głęboki wdech, zamknęła oczy, i z uśmiechem na ustach oddała się pragnieniom i marzeniom. Jej wyraz twarzy wysławiał, że jest w tym momencie szczęśliwa. W tej chwili jej postrzeżenie na świat się zmieniło. Otworzyła oczy. Na jej ustach widniał ten czarujący uśmiech, a z oczu wydobywało się pełne blasku światełko.
- Niesamowite- wydusiła z siebie.
- Urok tego miejsca tak działa- zaśmiał się nieśmiało chłopak.
Obecność dziewczyny go peszyła. Julia posiadała w sobie coś takiego co przykuwało jego uwagę, a zarazem onieśmielało.
- Skąd jesteś?- zapytała dziewczyna, uśmiechając się kącikami ust.
- Z Bedford– odpowiedział pewnie.
- Ja z Londynu. To znaczy z Polski, tam się urodziłam, ale od paru miesięcy mieszkam tutaj– odpowiedziała, trochę onieśmielona, tym jak jej towarzysz spoglądał na nią.
- Jesteś Polką? Fajnie- odparł z entuzjazmem. – Nigdy nie byłem w Polsce.
- Z chęcią Cie tam zabiorę, jest tam pięknie, a ja bywam tam dwa razy w roku- odparła dumnie.
- To dlatego masz taki inny akcent- i dodał zaraz- Taki słodki.
- Dziękuję- jej policzki pokryły się mocnym rumieńcem, który próbowała ukryć, zakrywając twarz dłońmi.
-Wiesz co?- zarzucił chłopak pytająco.
Dziewczyna spojrzała na niego intrygująco. On jedynie się uśmiechnął.
- No wiesz, nie, nie wiem- zaśmiałaś się cicho.
-No to powiem ci.
- No to słucham.
- Tak więc, jak wiesz, że nie wiesz, co ja wiem, a chcesz wiedzieć, że nie wiesz o tym, co ja wiem
- Do sedna chłopie- burknęła Julia.
- Wiesz co. – mruknął, i ukrywając swój uśmiech dodał -Kiedy my się to ostatnio widzieliśmy?- zadał kokieteryjnie.
- No błagam- uniosła lekko ręce do góry, jak by wykonywała modły do niebios. Harry zaśmiał się jedynie, i zalotnie szturchnął dziewczynę. – Głupie pytanie. Było to wtedy jak wylałam na ciebie mój przepyszny drink- spojrzeli na siebie, i zaśmiali równocześnie.
-No tak, ty się bardziej martwiłaś o drinka niż o to, czy ze mną po tym wszystko było w porządku? Dziewczyna delikatnie przeczesała swój kosmyk włosów do tyłu.
- Oczywiście, że tak, a jak by inaczej- zaśmiała się po raz kolejny – No przecież się nie będę martwić o twoją koszulę, choć- zamyśliła się, i lekko wskazującym palcem przejechała po brodzie - Zakładam, że była droższa od mojego drinka.
- Sto procent- zarzucił Harry, uśmiechając się, i spoglądając na towarzyszkę. – No, ale ważne, że to na mnie trafiło.
- Tak? Co ty nie powiesz. - wynuciła zastanawiająco. – A dlaczego?- zapytała, wnikliwie oczekując i zastanawiając się jakiego triku flirciarskiego użyje chłopak.
- Bo ja używam Vizira, który każdą plamę wyeliminuje. – spojrzał na Julię, a ona zaczęła się natychmiast śmiać. Przyglądał jej się uważnie. Jej śmiech, był dla niego czymś wspaniałym. Chwytał każdy kadr tego momentu. Bo gdy się uśmiechała, to cała promieniała, a jej policzki wyglądały nieziemsko.
- O Jezu. Ty to zawsze tak potrafisz genialnie wybrnąć?- zapytała, ocierając uciekającą łezkę z jej oka.
- Czy ja wiem- wzruszył ramionami. Spoglądając w górę, błądził oczami po okolicy. – Taki jestem po prostu- dodał, uśmiechając się czarująco do Julii. Przeczesał jednym ruchem, swoje burzliwe loczki, i założył kosmyk za ucho. – A tak serio, to plama dalej jest. No, ale nie o tym chciałem. – zamilkł na chwilę, a następnie dodał- Więc gdybyś nie przeniosła się do Londynu i tutaj studiowała, nie poznała byś Nialla. Gdybyś nie znała Megan, nie przyszła byś na imprezę. Gdybyś nie wylała na mnie drinka, nie poznał bym Ciebie. Gdyby nie Niall, nie było by mnie tu dziś i nie siedzielibyśmy tutaj razem. I Gdyby nie te miejsce i to wszystko- Nie poznał bym Ciebie. - wygłosił swój krótki monolog, dziewczyna się zaśmiała- Coś nie tak?
-Nie, wszystko jest okej. Jesteś strasznie słodki i zabawny- ponownie się zaśmiała, zasłaniając dłonią usta.
- A to źle?
- Skąd. To są cechy jakie kocham u ludzi.
-To znaczy, że można powiedzieć- kiwał głową na boki i dodał- Że już mnie kochasz? – w oczach chłopaka można było wyczytać zachwyt.
- Tak - zaśmiali się oboje donośnie. A cała sytuacja wyszła komicznie z punktu widzenia potencjalnego obserwatora.
- Już Cię lubię.
- A co wcześniej nie lubiłeś?- zmrużyła oczy i skierowała wzrok w stronę chłopaka.
- A skąd- zaprzeczył natychmiast- Od pierwszego wejrzenia, jak Cię zobaczyłem to Cię polubiłem, nie musiałem Cie poznawać, ja po prostu wiedziałem, że jesteś sympatyczna.
Po raz kolejny zawstydził dziewczynę, i jej policzki pokryły się rumieńcem.
- Miło to słyszeć.
- Prawdę. Zawsze miło. – uśmiechnął się.
Chłopak kiwnął do dziewczyny, i wskazał jej miejsce by usiedli. Zasiedli na pomoście. Opuścili nogi swobodnie w dół. Julia lekko zaczęła bujać swoimi nogami, do tyłu i w przód. Opuściła głowę i przyglądała się odbiciom gwiazd w jeziorze.
-Ładnie dziś. - szepnęła Julia, by nie zagłuszać tej wspaniałej ciszy. Podniosła głowę, i spojrzała w niebo- Kocham gwiazdy. Zawsze myślę, jak one tak naprawdę wyglądają z bliska. Zawsze marzyłam o tym by właśnie tak jak teraz, na plaży, czy przy jeziorze, leżeć na trawie i oglądać wschód słońca.
- Da się zrobić- Harry gwałtownie wstał z miejsca, otrzepał tył spodni, po czym rzucił- Zaraz wracam.
Julia zerknęła zdziwiona na chłopaka, i jedynie przytaknęła, po czym się odwróciła z powrotem i ponownie przyglądała się widokowi. Chłopak wrócił tak szybko, że dziewczyna zupełnie nie odczuła jego nieobecności.
- Zapraszam- wysunął dłoń w jej stronę. Ona chwyciła jego dłoń, i wstała z podestu. Harry gestem wskazał dziewczynie kierunek, w którym się udadzą.
- Chłodny wieczór. –odparła drżącym głosem. Skrzyżowała dłonie, i zaczęła ocierać nimi swoje ramiona, próbując się rozgrzać.
Harry bez zastanowienia ściągnął swój sweter, który miał na sobie, pozostając jedynie w koszulce w szaro białe paski z długim rękawem. Podszedł do dziewczyny, i delikatnie nałożył sweter na jej zziębnięte kruche ciało. Odwdzięczyła mu się uśmiechem. On jedynie mrugnął przytakująco oczami.
Bez słów przeszli całą drogę.
- Tutaj.- odparł. Rozłożył koc, który trzymał w dłoni. Zasiadł na trawie, i poklepał miejsce koło siebie.
Dziewczyna stała lekko skołowana. Lecz po chwili zaciskając w dłoniach jego sweter, zasiadła nieśmiało obok niego. Harry zmienił pozycję na leżącą i założył skrzyżowane ręce za głowę.
- O wiele lepiej- mruknął pod nosem. – Teraz to dopiero jest widok.
- Masz zamiar tak do rana?- zapytała, spoglądając na młodzieńca.
- A dlaczego nie? – zapytał, i dodał- No chyba, że nie lubisz mojego towarzystwa? –odchylił głowę do przodu, i uniósł brwi spoglądając na Julię.
- Nie, nie- zaprzeczyła natychmiast- Lubię. Bardzo. To znaczy- zmieszała się -Nie pogardzę. To znaczy, Boże. – uderzyła się w czoło, a lekki plask rozszedł się po okolicy, dając echo.
-Face Palm- chłopak się zaśmiał. Puścił oczko do dziewczyny i kącikami ust się uśmiechnął w jej stronę.
- Przepraszam- mruknęła.
- Za co? Za szczerość? Czy za to, że jesteś taka urocza? – i po raz kolejny ją zawstydził. Był świadom tego, że ją onieśmiela. Jemu to imponowało. Uwielbiał, gdy na jej twarzy pojawiały się dwa rumieńce. A jeszcze bardziej uwielbiał gdy wywoływał je właśnie on. Julię jednak to irytowało.
-Musisz- mruknęła- Musisz mnie zawstydzać?
-Wow. To dopiero szczerość- odparł zdziwiony- Nie robię tego celowo. Naprawdę.
- Yhym. – mruknęła.- Jasne- burknęła tak cicho, aby chłopak nie usłyszał, a następnie zmieniła pozycję na leżącą. Podparła głowę swoimi dłońmi i zwróciła się w kierunku chłopaka – O czym teraz myślisz?
- O tym jaki będzie piękny wschód słońca. A ty?
- A o niczym.
- Jak o niczym?
- Normalnie- wzruszyła ramionami. Próbując wymigać się od odpowiedzi, udała zaobserwowaną widokiem.
- Ale ja jednak po proszę o odpowiedź.
- Myślałam o tym, o czym będziemy rozmawiać.
- A o czym byś chciała?
- Nie wiem.
- Ja bym chciał dowiedzieć się więcej o tobie.
- To więc pytaj.
- Oj chyba nie wiesz co mówisz- chłopak zaśmiał się, lecz od razu bez zastanowienia zadał pytanie- Twoje największe marzenie?
- Paść owce na polu- jej słowa zabrzmiały dość poważnie. Spoglądając na zdziwienie Harrego, pokrótce dodała- Żartowałam.- zaśmiała się donośnie- Największe marzeniem, Hmm- zamyśliła się na chwilę i dodała- Móc zmienić siebie i świat.
- Naprawdę? – zaskoczyła go tą odpowiedzią. – Nie czujesz się dobrze, no powiedźmy ze sobą?
-Chyba nikt się nie czuje dobrze. Przynajmniej mi się tak wydaje.
- Wiesz, chyba masz rację.
- A twoje marzenie?
- Obecne, móc robić to co kocham. – szepnął cicho, obserwując uważnie niebo. – Kolejne pytanie. Niezręczny moment w życiu?
- Chyba to, gdy myślisz, że ktoś na kim ci zależy, też tak czuje, lecz jest dość nie zręcznie gdy dochodzi do konfrontacji i wszystko przewraca się do góry nogami- przemówiła do niego zagmatwanym języki. On zrozumiał każde słowo, potwierdzając jej słowom, przytakiwał delikatnie głową. Po czym Julia zamilkła, i dodała- Ta, miłość - bzdura. – przetarła twarz dłońmi. Potrząsnęła dla oprzytomnienia głową, wzięła głęboki wdech i dodała- Przepraszam. Zanudzam Cię. Chciałeś się dowiedzieć czegoś o mnie, a ja mówię…
Chłopak odchrząknął, i przerwał jej w połowie zdania.
- Czasem warto się wygadać, niż dusić w sobie wszystko. Nawet nie wiesz, ile rzeczy mnie gryzie od środka.
- Na przykład?
- Na przykład, to że jestem daleko od domu, tęsknie za rodziną. Pomimo tego, że mam tutaj chłopców, spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, czasem zbyt wiele. I tak tęsknie, za przyjaciółmi, za tym życiem które kiedyś miałem. – nastała cisza.
-Rozumiem-odparła szeptem Julia.
- Bywają dni, że spakował bym się i rzucił to w cholerę, ale zaraz sobie mówię, przecież tego chciałeś. Takiego życia chciałem, być na scenie, występować, śpiewać, mieć tysiące fanów, ale gdy już to wszystko mam, to mam ochotę choć na jakiś czas móc się wyrwać, i odetchnąć, pożyć jak normalny osobnik.
- Trudno jest od tak przestawić się i wbiec w inny tryb życia- Julia próbując rozgryźć problem towarzysza, dając mu swoje rady – Uwierz, mi też nie było lekko. Z dala od domu, z bratem, duże miasto, zero przyjaciół.
- To tak jak ja.
- No, ale nie mówmy o smutnych rzeczach. Pomówmy o czymś milszym.
- Może taka szybka gra w This Or this? – zaproponował Harry, a jego kąciki zamieniły się w uśmiech. Julia przytaknęła, a chłopak natychmiast rzucił pierwsze pytanie- Zielony czy Niebieski?
-Zielony. Różowy czy pomarańczowy?
- Pomarańczowy. Kawa czy herbata?
-Kawa. Lody Waniliowe czy czekoladowe?
-Waniliowe. A ty?
- Ha, też!- odparła uradowana. – Justin Bieber czy Ed Sheeran?
-Głupie pytanie- burknął Harry- Oczywiście, że Justin … Nie. – zaśmiał się, i dodał- Ed. Niall czy Zayn?
-Oh- westchnęła- Nayn? Ziall?
Oboje wybuchnęli śmiechem. Julia zasłoniła usta dłonią. Próbując opanować śmiech, Harry zmienił pozycję na siedzącą. Przeczesał jednym ruchem swoje loczki. Uśmiechnął się, a Julia znów mogła ujrzeć jego urocze dołeczki.
   Dziewczyna podniosła się z koca. Otrzepała tył spodni, poprawiła sweterek, i podeszła do brzegu jeziora. Bez słów, Harry podszedł i stanął tuż obok niej. Ich łokcie się stykały. Chłopak lekko szturchnął dziewczynę, a ona spojrzała na niego i się uśmiechnęła.
- To miejsce jest niesamowite. Cała okolica jest piękna. – dodała rozmarzona- Chciałabym w takie miejsca przyjeżdżać częściej. Tu mogę się wyciszyć, zażyć świeżego powietrza. W ciszy i spokoju pobyć z własnymi myślami.
- Też to lubią. Tu jest tak cicho, że czasem za bardzo słyszę swoje myśli, ale lubię to, bardzo. Jak będę miał zamiar tu przyjechać, odezwę się, to zabiorę Cię ze sobą, i razem pobędziemy ze swoimi myślami.
Po słowach, Harry uciekł wzrokiem w drugą stronę. Bez słowa, Julia powróciła na koc, zostawiając chłopaka samego. Ułożyła się wygodnie, czekając na wschód słońca.
- Która jest? – mruknęła cicho.
Zerknął na swój zegarek znajdujący się na lewym nadgarstku i odpowiedział.
-Dochodzi już czwarta. Już nie długo.
- Pięknie- po raz kolejny Julia zachwyciła się widokiem. – Już- odparła szeptem do chłopaka, gdy zauważyła pierwsze promienie słońca, odbiegające od ziemi.

Harry zasiadł tuż obok Julii. Dziewczyna usiadła po turecku, i oparła się łokciami o kolana. Gdy ciało Julii zaczęło drżeć, Harry sięgnął po swój sweter, który leżał z boku. Po raz kolejny okrył delikatnie jej ciało, starając się nie oderwać jej od zachwytu w jakim teraz trwała. Jej uśmiech wyrażał, że jest to najpiękniejsza chwila tego wieczoru. A on nie chciał jej tego psuć.
- Pięknie- szepnęła do niego, uśmiechając się kącikami ust. Założyła subtelnie kosmyk włosów za ucho.
Nastała cisza. Jedynie ćwierk ptaków dochodzący z drzew, próbował zagłuszyć milczenie, które teraz trwało.
- Chyba czas na nas?
- Chyba tak, całą noc przegadaliśmy – Harry zerwał się natychmiast na równie nogi. Podał dłoń Julii i pomógł dziewczynie się podnieść.
- Dziękuję- odparła, gdy stała już o własnych siłach. Poprawiła jego sweter, który miała na sobie, i uśmiechnęła się do towarzysza. Harry otrzepał koc, zwinął go w kłębek, i przewiesił przez rękę.

Pośród szumu drzew, w ciszy, powrócili do chatki Harrego.

Rozdział 6 „- Ona? Ta ona? - No ta ta.”

   Harry odszedł na bok, zostawiając przyjaciół. Wiernie przyglądał się dziewczynie z drugiego końca. Z ochotą chciał do niej podejść. Już chciał zrobić krok, kiedy to ona uniosła głowę do góry. Odwróciła się lekko w lewą stronę i z wdziękiem zaczęła rozglądać się po pokoju. Jej wzrok zatrzymał się na młodzieńcu, który od dłuższego czasu ją obserwował. Ich oczy się spotkały. Jego serce zaczęło bić coraz szybciej. Uśmiechnął się. Ona nieśmiało założyła kosmyk włosów za ucho. Jej usta ujęły się w delikatny uśmiech. Skradła jego serce. Cicho oddychał, a w głowie miał tysiące myśli. Ona uważnie patrzała na jego dołeczki, ukazujące się przy każdym uśmiechu. Zamachał do niej nieśmiało, a ona lekko się zarumieniła.
Wsunęła swój telefon do kieszeni. Przegryzając dolną wargę, spoglądała jak młodzieniec udaje się w jej stronę. Nerwowo przeczesała włosy.
-Witaj- odparł Harry podając jej dłoń. – Miło Cię widzieć.
- Mi również. Część- mruknęła cicho.
  Wysunęła nieśmiało dłoń w jego stronę. A gdy ich dłonie się spotkały, spoglądali sobie w oczy, zupełnie jakby czas się zatrzymał. Jej usta ponownie ujęły się w delikatny uśmiech. On uczynił to samo.
- Również miło Cię widzieć- dodała, i czuła, że ta sytuacja staję się niezręczna. Cofnęła rękę, i swobodnie opuściła dłoń wzdłuż. Zaczęła nerwowo, lecz dyskretnie przegryzać wargi.
- Podoba się tu, co?- zaćwierkał kokieteryjnie.
- Podoba- odparła Julia, nadal rozglądając się dookoła.– Miłe miejsce. Naprawdę.
- Lubię tu przyjeżdżać, kiedy chcę odpocząć od wszystkiego. Od zgiełku miasta, hałasu stolicy, od ludzi. Dobre miejsce na „święty spokój”.
- Czuję się jak w jakimś filmie, gdzie bywają tam takie chatki. – zachwycała się Julia. Założyła swój kosmyk włosów do tyłu, i spojrzała na Harrego. Chłopak lekko uśmiechnął się do niej.- Pomyślisz, ze jestem jakąś chorą romantyczką. –mruknęła, i odwróciła głowę, pesząc się.
- Wcale nie. Lubię romantyczki- odparł. Skrzyżował dłonie na piersi, i dodał- Oczywiście, nie chore romantyczki, ale romantyczki tak. Uważam, że to słodkie. – dziewczyna kącikami ust się uśmiechnęła, po czym jej policzki pokryły się rumieńcem.
- Cześć Harry- rozległ się nagle kobiecy głos. Harry obejrzał się do tyłu, i jedynie głęboko westchnął. – Dawno Cię nie widziałam. – dziewczyna rzuciła się na szyję chłopakowi, i wtuliła w niego.

  Czując się nie zręcznie, i zbędnie, Julia odwróciła się na pięcie, i zaczęła rozglądać po pomieszczeniu, w poszukiwaniu zaginionej przyjaciółki. Choć przyjęcie wydawało się skromne, pomimo tego, że towarzystwo było mniejsze ilości niż zazwyczaj, miała problem z dostrzeżeniem swojej miłości. Wybąkała nieznaczące „na razie” i odeszła, pozostawiając ich samych.
- Tu jesteś- pomachała przyjaciółce, gdy tylko dostrzegła ją, tuż obok białego stołu. Estera chwyciła Julię pod rękę i odeszły kilka kroków.
- To jest ten Harry, i ten Zayn –szepnęła do przyjaciółki lekko podekscytowana- Oni są razem w zespole z Niallem.
- Yhym- mruknęła Julia.
- Słuchasz mnie w ogóle? Halo! -szturchnęła dziewczynę- Zakochałaś się, czy jaki grzyb? Bo taka nie przytomna jesteś?
-Co? – potrząsnęła głową i dodała zaprzeczając- Nie, nie.
- No to dobrze. Pamiętaj, ja jestem jedyną miłością twojego życia- odparła po czym obie się zaśmiały.
- Oczywiście słońce. – uśmiechnęła się i dodała - Szukałam Cię cały czas.
- Ja ciebie też. – odparła Estera trochę zdyszana. - Tyle tu ludzi. Straciłam Cię z oczu na ponad dwie godziny.
- To straszne- zaśmiała się i poprawiła swój sweterek.- A ty co taka zdyszana?
- Ah, bo tańczyliśmy z Niallem- odpowiedziała dziewczyna, wskazując palcem, stojącego nie daleko nich chłopaka.- Jezu, jest w tym dobry.- zachwycała się.- Byś go widziała. Ahhh.
- No to pewnie w łóżku też jest dobry- zachichotała.
- Oj przestań- szturchnęła w ramię przyjaciółkę. – Julia słuchaj, ja lecę do Nialla. Choć z nami, co tak będziesz siedzieć jak kołek?
-Nie, dziękuję. Wiesz co? – uniosła dłoń, i dodała, wskazując palcem na bar - Pójdę czegoś się napić, trochę się rozluźnić.
-Jak tam chcesz. – wzruszyła ramionami. Pozostawiła przyjaciółkę i powróciła do Nialla.
-Baw się dobrze- wyszeptała.

  Przeciskając się przez nie duży tłum, dotarła w końcu do baru. Zamówiła kolejnego drinka, po czym następnego, i następnego. W głowie jej trochę zaszumiało. Narzuciła jedynie na ciało swój sweterek, chwyciła drinka, i opuściła pomieszczenie.

  Dochodziła już północ. Tej nocy księżyc świecił w pełni. Usiadła na werandzie na schodkach. Popijając drinka, przyglądała się kolejnej parze, która w uściskach opuszczała imprezę. Uniosła głowę i spojrzała w bezchmurne niebo, które pokryte było milionem gwiazd. Każda oddawała inny blask. Wraz z wiatrem przychodził chłód. Zimne powietrze, przyprawiało ją o dreszcze. Jej długie włosy rozwodziły się na każdą stronę, a zapach jej perfum odchodził z wiatrem, dodając powietrzu piękną woń. Znów zaczęła przegryzać nerwowo wargi, tym razem powodem były wspomnienia, które ją napłynęły.
-Jeśli tylko mogła bym cofnąć czas- mruknęła powstrzymując łzy.
- Każdy by chciał- i znów usłyszała ten sam głos. Speszona, nie chciała odwracać wzroku. On długo nie czekał, usiadł blisko, tuż obok niej.
- Pewnie teraz pomyślisz, że jestem wariatką. Poprzednio oblałam Cię drinkiem, potem chora romantyczka, a teraz na dokładkę pomyleniec, który gada sam do siebie.- odwróciła twarz w drugą stronę, by nie mógł spojrzeć w jej szkliste oczy.
-Nie, nie myślę tak. – odpowiedział z pewnym przekonanie w głosie. Potrząsnął głową i przeczesał swoje włosy jednym ruchem dłoni.
- Przepraszam – burknęła do chłopaka, po czym podniosła się ze schodów, otrzepała tył spodni, chwyciła drinka i już chciała wracać do lokalu, kiedy to wpadła na Zayna o mało nie wylewając na niego zawartości szklanki.
-O Harry Cię szuka- rzucił szybko, nie zauważając siedzącego chłopaka na schodach. – O tu jesteś, To wy już… - nie dokończył, zamotał się, gdy zauważył Harrego tuż za dziewczyną. Podrapał się po głowie i dodał– Przyłączycie się do nas? Robimy właśnie ognisko. – zapytał, licząc na pozytywną odpowiedź. Dziewczyna przebierała w słowach jak i w ruchach, kręcąc nosem. –Oj dajcie spokój, będzie świetnie, wszyscy będą – chwycił ją za wolną dłoń, i razem skierowali się w stronę ogniska, które było już rozpalane, przez dwóch nie znanych jej chłopaków oraz Nialla.

  Wszyscy siedzieli na pieńkach przy rozgrzanym ognisku. Płonący stos drewna, wdawał wszystkich w dobry i trochę romantyczny nastrój. Żar gorąca jakie dawało ognisko, sprawiał, że nie było im zimno, w tą ponurą i chłodną noc. Nucąc sobie różne harcerskie, i nie tylko piosenki, kiwali się na boki w rytm. Rozbawieni, nie zwracali uwagi jak głośno się zachowują.
-Niall, zabrzdąkol coś na swoje gitarze- mruknął do niego Zayn, puszczając mimo chodem oczko.
  Chłopak kiwnął na znak, i sięgnął w ręce gitarę, która leżała tuż za nim. Ułożył dłonie na strunach, po czym po okolicy rozległ się dobrze znany wszystkim utwór ‘Isnt she lovely’.
Długo nie trzeba było czekać, aż pierwsze brzmienia wypłyną.
- Isnt She lovely- zanucił Harry, spoglądając kątem oka na Julię. - Isn't she wonderfull. Isn't she precious. Less than one minute old…
- Isn't she pretty. Truly the angel's best. Boy, I'm so happy- zawtórował tuż po nim Zayn, który swoim głosem, wprowadził wszystkich w zachwyt. Dokończył swoją zwrotkę, a na koniec zaciągnął, pokazując wszystkim swoje muzyczne możliwości.

- Chodź- Harry szepnął dziewczynie na ucho, po czym chwycił jej dłoń. Przyglądając się zdziwionej dziewczynie dodał- Oj Chodź. Coś Ci pokażę.- mruknął do niej, po czym oboje wstali z miejsc, opuszczając miłą atmosferę.

Rozdział 5 "Bla bla bla"

-Bracie witaj w moim świecie. Tyle, że jest jedna różnica, ja zgubiłem mojego Kopciuszka. Pozostała mi jedynie do tej pory niesprana plama z koszuli- mruknął chłopak. Uniósł głowę do góry, oparł o ścianę, i mówił dalej - Gdy spojrzała na mnie, to widziałem w jej oczach to światełko. - zachwycał się Harry - Ona jest inna jak te wszystkie dziewczyny. Tak bym chciał znów zobaczyć to światełko, to ciepło bijące z jej oczu.- spojrzał na spływające krople deszczu po szybie okna i zaczął cicho nucić.- I need to try to get to where you are, Could it be you're not that far, I need to findu I Gotta find you.
- A wy jak zwykle o kobietach- mruknął Zayn, stojąc nad głową Harrego. Lekko przeczochrał jego włosy, i uśmiechnął się szczerze.Skrzyżował ręce na piersi i zwrócił się do chłopaka. – Jak już się tak otworzyliście, to może powiesz nam Niall więcej o tych twoich przyjaciółkach.
- A co tu wielkiego mówić- wzruszył ramionami.- Po prostu są, z resztą jutro je poznacie.
-Jak jutro?- zdziwił się Harry. Podniósł głowę z nad telefonu, i przyjrzał się Niallowi, mrużąc oczy.
- No przecież Amanda jutro wydaje przyjęcie, to znaczy Megan. Nieważne- machnął ręką- To taka mała impreza. Z resztą, Harry twoja mama wypożyczyła im wasz domek- wytłumaczył Niall, po czym zszedł z parapetu.
Zasiadł na kanapie. Opierając nogi o blisko znajdujący się niski stolik, z czarnymi nóżkami i przeszklonym blatem.
- To która w końcu? - Zayn zasiadł obok Nialla, i tak samo jak on oparł swoje nogi na stoliku.Zgubił się trochę w słowach przyjaciela. Podrapał się po głowie i znów zapytał-To we dwie robią?
- Nie. No nie pamiętam. Z resztą nie ważne która, ważne,że będzie impreza, i dziewczyny- uniósł brwi, i uśmiechnął się znacząco doHarrego. Na co przyjaciel natychmiast zeskoczył z parapetu i zasiadł na obok znajdujące się kanapie. Zasiadając, przycisnął swoją pupą pilota do telewizora,przez co sprzęt się uruchomił. Właśnie leciał jeden z ich ulubionych kanałów, a mianowicie Amerykański XFactor.
- Eee tam- mruknął Harry, chwycił pilota, i wyłączył telewizor. – Mówisz dziewczyny- jego głos zabrzmiał z jednej strony tajemniczo,a z drugiej chytrze. Przeczesał jednym ruchem dłoni włosy, po czym zmienił pozycję na leżącą.
- Tak Harry, dziewczyny. To taka piękna chodząca istota,która wprawia faceta za każdym razem w zachwyt, i moc flirtu. Ma pupę, twarz,oczy, nogi, łydki, cycki, brzuch, nawet pępek no i usta słodkie jak langusta. – zaśmiał się Zayn. Po czym nie oczekiwanie,oberwał poduszką w łeb. Nie wiele myśląc, chwycił ją, i odrzucił z jeszcze większym impetem, trafiając Harrego poniżej pasa.
- Bardzo zabawne Panie żeluś- mruknął złośliwie. Po czym założył za głowę poduszkę rzuconą przez przyjaciela. – Tak więc, jutro się bawimy.


  Z za okna przedzierały się promienie słoneczne, oświetlając cały pokój. Intensywny ćwierk śpiewających ptaków dobiegający z zewnątrz docierał do małych uszy Julii.Dziewczyna przeciągnęła się dość ociężale na długości łóżka i wyciągnęła dłonie do góry, rozciągając się jak kot. Ziewnęła dość donośnie, mrucząc pod nosem. Wygrzebała się z pod ciepłej kołdry i pewnym krokiem suwając kapciami po panelach przemierzyła drogę do łazienki. Stanęła przed lustrem i zaczęła się sobie przyglądać. Dotykała skóry swojej twarzy, naciągając ją,przy czole, następnie pod oczami, kończąc na policzkach. Po czym spojrzała na siebie ostatni raz z uśmiechem.
  Nachyliła się nad umywalką, odkręciła kran i ochlapała twarz zimną wodą ,aby orzeźwić umysł,i całkowicie oprzytomnieć. Potrząsnęła głową. Zsunęła z siebie swoją czerwoną w kratkę piżamę i oddała się gorącemu prysznicowi. Drobinowe krople wody spływały z słuchawki prysznicowej po jej ciele, od głowy w dół, po klatce piersiowej,plecach, biodrach. Odchyliła głowę,zamknęła oczy, i polewała swoje ciało ciepłą wodą, oddając się relaksowi. Cicho nucąc przy tym jeden z letnich przebojów tego roku. Zakręciła zawór, owinęła się ręcznikiem i stanęła ponownie przed lustrem, ocierając mokre ciało.Przeczesała swoje kasztanowe włosy i odłożyła szczotkę. Wsunęła na swoje ciało brązowy top, narzucając na to szary sweterek. Zasunęła zamek w dżinsach i po raz ostatni poprawiła włosy. Uśmiechnęła się do siebie radośnie i ruszyła na podbój dnia.

- Dzień dobry moja droga- powitał ją ciepło na schodach Brandon, uśmiechając się przejrzyście. Mijając się na schodach, złapał na sekundę dłoń siostry i dodał – Miłego dnia.
- Wzajemnie- odpowiedziała będąc już na dole. Rozejrzała się po przedpokoju, po czym weszła do salonu i zasiadła tuż obok Lauren, która popijała świeżą kawę z expresu w białej filiżance.
- Witaj- ciepłym głosem powitała dziewczynę, Lauren. –Jak się spało?
-Dobrze, dziękuję. – odwzajemniła uśmiech, po czym dodała-Dziś nie będę nocować w domu. Jadę na domówkę, to znaczy z Esterą na imprezędo letniskowego domku gdzieś za miastem.Megan wyprawia, to znaczy Amanda. Oj nie ważne- machnęła ręką.
- Dobrze, że mówisz. – odparła, i puściła oczko dziewczynie.
- Aaaa. Rozumiem- odpuściła oczko i uśmiechnęła się znacząco- Romantyczny wieczór się szykuje- uniosła brwi, i dodała- Tylko nie zróbcie małego Landona- zaśmiała się donośnie ze swojego żartu.
- O to się nie martw- Lauren zawtórowała dziewczynie, i również cicho się zaśmiała. – Ja się martwię bardziej tym, byś ty nam czegoś nie zmalowała- pogroziła wskazującym palcem w stronę dziewczyny.
-O mnie się też nie martw. W najbliższym długim czasie na to się nie zanosi. – dodała szybko- Po za tym sama wiesz, znasz mnie.
- Tak wiem.- pogładziła jej policzek i dodała- Jesteś mądra dziewczynka. I to w tobie uwielbiam. Nie dość, że inteligentna, piękna,rozważna, to na dodatek postrzelona, zwariowana i na swój sposób urocza.
- Odezwała się ta co nie piękna, i tak dalej- powiedział w skrócie Julia, bez powtarzania całej listy komplementów. Lauren zaśmiała się po raz drugi.
- Przepraszam Cię, ale muszę uciekać. Dochodzi już trzecia,a ja mam na czwartą do pracy. I cały Londyn do przejechania. – dopiła swoją kawę, i odstawiła filiżankę na brązowy stolik, znajdujący się tuż przed nią. Wstała z kanapy, ucałowała Julię i dodała- I wstawaj słońce czasem trochę wcześnie, byśmy mogły więcej czasu spędzać razem.
- Ej, dwunasta to i tak dla mnie wczesna pora- mruknęła do Lauren, odchylając głowę do tyłu, i spoglądając na nią do góry nogami. – Tak się spieszysz, że zakładasz moje buty- zaśmiała się, zakrywając dłońmi usta.
- Cicho- burknęła Lauren, po czym odstawiła buty Julii, i chwyciła odpowiednią parę. Zasunęła zamek w swoich jesiennych kozakach, i spojrzała po raz ostatni w stronę salonu- To do jutra. Baw się dobrze.-przesłała jej w powietrzu całusa, a następnie drzwi się za nią zamknęły.
- Dzięki- odpowiedziała szybko Julia. – Już trzecia.Grrr. Ten czas za szybko leci.
- Zdecydowanie- w progu salonu stanął Brandon, opierając się lewą dłonią o brązową framugę. – Ja uciekam, mam zlecenie. – pomachał jej na pożegnanie. Wlocie ściągnął z wieszaka swój pęczek kluczy i w ostatniej chwili krzyknął- A i baw się dobrze dziś wieczorem.
- Dzięki braciszku- po raz drugi podziękowała, i pożegnała Brandona szczerym uśmiechem. – Nie wiem jak ty mój brzuszku, ale ja jestem głodna- skierowała swój wzrok na swój brzuch, i lekko się po nim poklepała- Trzeba coś zjeść przed imprezą, przecież nie będziemy pić na pusty żołądek. To grzech. – uśmiechnęła się sama do siebie po czym szybkim krokiem skierowała do kuchni. Wyciągnęła z lodówki, przezroczyste średniej wielkości pudełeczko. Ułożyła je na blacie, i otworzyła. Nachyliła się nad pudełkiem, i powąchała jego zawartość- Mmm- mruknęła. Oblizała się po wargach i dodała-Babcine pierożki, ruskie pierożki, miam. – Sięgnęła widelec z szuflady, i ułożyła sześć pierogów na patelni. Wlała olej, i podłączyła kuchenkę. Położyła swoją lewą dłoń na boku, a w drugiej trzymała widelec. Co chwilę przerzucała pierogi z jednej strony na drugą, w trakcie nuciła pod nosem piosenkę – We Found Love In hopeless place We Found love In hopeless place Oooow – który to utwór wydobywał się z radia, stojącego na parapecie przy oknie. Gotowe pierogi ułożyła na talerzu, polała je delikatnie ketchupem, tak jak lubiła. Wyłączyła kuchenkę, i zasiadła przy stole. Zajadając się swoim śniadaniem, a właściwie obiadem, dostała telefon. Przerwała na chwilę konsumpcję, wyciągnęła swojego Blackberry z kieszeni, i odebrała połączenie. – No cześć Cowell - odpowiedziała z pełną buzią pierogów. – No, tak.. Nie… Yhy… To za ile będziesz słońce? … No to do zobaczenia. Pa.- przełknęła ostatni kęs pieroga, po czym wstała od stołu,i wrzuciła brudne naczynie do zlewu. W locie chwyciła swój telefon ze stołu, i pobiegła szybko do góry.
  W progu pokoju przywitał ją, merdając ogonem duży jasnobrązowy labrador, suczka- Riley. Kucnęła. Wtuliła się w psa, i szepnęła jej do ucha- W co ja mam się ubrać piesku? - Przeczochrała ją po grzbiecie, i wstała do pozycji stojącej.
  Otrzepała się z sierści, i zasiadła na łóżku. – No choć- poklepała miejsce obok siebie. Długo nie musiała prosić, aby suczka wskoczyła na łóżku i wygodnie się na nim ułożyła. – Dobry piesek- poklepała ją po mordzie i cmoknęła w pyszczek. – A teraz wybacz, ale muszę się w coś ubrać. A ty sobie tu poleż- wstała z łóżka, i podążyła w stronę szafy, która znajdywała się tuż obok drzwi. Ułożyła dłonie na biodrach i mruknęła do siebie - Ah co ten Niall mówił, a no tak, luźno, i bla bla bla bla.


__________________________

Oh, witam was po dłuższej znów przerwie. Wybaczcie, ale tak jakoś wyszło, że weny nie było. Potem znów była, ale czasu nie było, i tak oo. :) Ale już jestem. Postaram się wziąć w garść, i ruszyć z kopyta z tym wszystkim.(właśnie wybieram się do mojego worda, pisać) :) A tymczasem, mogę wam powiedzieć, że powoli wszystko zaczyna się rozkręcać!! :D

Rozdział 4 "Kopciuszek"

   Księżyc świecił w pełni, oświetlając drogę pieszym. W tym momencie były zbędne nawet latarnie. Uśmiechnięta Julia, wracała jedną z uliczek wraz z przyjaciółmi, Esterą oraz Niallem z pobliskiej pizzeri, w której spędzili wieczór. Wszyscy trzymali się pod ręce. Chichotali, śmiali się.
- Oj daj spokój- mruknęła Julia- Nie musisz się tłumaczyć. Każdy ma swoje życie, i sprawy, które musi załatwić.
- Dzięki. Ostatnio dużo pracuję z zespołem i to dlatego. -odparł Niall, uśmiechając się kącikami ust do towarzyszek. – Tylko proszę cię nie zapomnij przesłać mi tych notatek, bo inaczej zawalę kolochium.
- Oczywiście mój drogi.- odpowiedziała Julia. – A tak na marginesie, to Niall farbujesz włosy prawda?
- No i się wydało- zaśmiał się, i przeczesał lekko dłonią swoją czuprynę.
- Ładnie ci. Po za tym nie potrafię sobie ciebie teraz wyobrazić w jakimś innym kolorze- Estera zaśmiała się pod nosem. Była urocza, i szczupłej, drobnej budowy ciała. Jej czekoladowe oczy nie potrafiły kłamać. A wszystko, prawie wszystko co wkoło się działo i co powiedziała -bawiło ją. Nie ważne było to, czy sytuacja była poważna, czy mniej, ona zawsze musiała posłać każdemu swój uśmiech. I tym razem zrobiła to samo w kierunku Nialla. Zarzuciła gestem dłoni swoje blond włosy do tyłu i chwyciła go ponownie pod rękę.
- Uwielbiam ten twój chichot- zarzuciła Julia. – Słyszeliście, że Megan, znów robi imprezę?
- Tak- odparła natychmiast Estera- Ja nie wiem, ta kobieta nie ma co robić z pieniędzmi. – burknęła dziewczyna, a w jej słowach dało się wyczuć nutkę zazdrości.
- Z tego co wiem,to nie Megan, a jej kuzynka Amanda. –poprawił swoje towarzyszki. – W ten weekend bodajże.
- Tak, tak, w ten weekend, czyli to już jutro!- dodała podwyższonym tonem głosu Julia, czytając datę imprezy z wiadomość w telefonie. – Dostałam sms od Megan, kiedy, gdzie, i o której. I pomyślałam, że to ona po raz kolejny wyprawia imprezę. – wytłumaczyła się ze swojego błędu.
- No tak, ona słynie z tego, by pod siebie podpisywać różne rzeczy- burknęła Estera, krzyżując dłonie. – A ty idziesz?- Julia wyjrzała w stronę Nialla, mrużąc oczy.
- Chyba tak. – odpowiedział chłopak, czarując przy tym uśmiechem. – Nie jestem pewny, ale postaram się być.
- No to fajnie, bo bez ciebie to my tam nie idziemy-zbuntowała się natychmiast Estera.
- Dokładnie- przytaknęła Julia na słowa przyjaciółki.
– Nie masz wyjścia, musisz iść- zachichotała Estera,zasłaniając usta dłonią. Po czym poprawiła swój czarny kapelusz, który lekko zsunął się jej z głowy.

  Przez następne pół drogi debatowali nad faktem, czy warto zakładać rodzinę i przysięgać przed bogiem dozgonną miłości i wierność. Julia twierdząc uparcie, że do bycia szczęśliwym nie potrzebny jest papier, nie miała w towarzystwie sprzymierzeńców.Niall wraz z Esterą wytrwale twierdzili, iż instytucja małżeńska jest czymś ważnym. A duchowe wyznanie miłości, jest czymś nie wyobrażalnie pięknym co na zawsze pozostaje w naszej pamięci.
  Po dłuższym deliberowaniu, i nie dochodząc do porozumienia, pozostawili temat na inną okazję.Rozstali się przy jednej z Londyńskich uliczek, pożegnali, po czym każde z nich podążyło w swoją stronę.


  Drzwi lekko się uchyliły, Niall leżąc na kanapie, delikatnie podniósł powieki do góry, i kątem oka spojrzał na stojących w progu, Harrego i Zayna. Chłopcy nie wiele myśląc,bez proszenia zasiedli tuż obok chłopaka na jednej ze skórzanych kanap.Równocześnie spojrzeli na Nialla, a kąciki ich ust lekko się uśmiechnęły.
- Co się tak gapicie? - burknął blondyn, przeczesując nerwowo swoje włosy. Wstał jednym ruchem z kanapy, i podążył w stronę otwartej kuchni, która była połączona z salonem. Zwrócił się w stronę szafek, i wyciągnął z jednej wysoką szklankę. Nalał sobie pomarańczowego soku z dzbanka,po czym odstawił na blat. Ciągle czując na plecach wzrok chłopaków, zawahał się.Po chwili odwrócił się na pięcie, i ujrzał Harrego siedzącego na jednym z wysokich krzeseł,opierającego się o blat, dłońmi podpierającego brodę, i skrycie się uśmiechając. Tuż obok niego na krześle zasiadł z poważną miną Zayn. Chłopak ściskał w dłoniach swój ulubiony kubek. Aby zatrzymać ciszę, która nastała, siorbną dość głośno, co rozbawiło towarzystwo.
- Co taki poważny jesteś Niall?- lekko uniósł brwi, po czym zeskoczył z krzesełka, i podążył w stronę przyjaciela. Wyciągnął kubek z szafki, i tak samo jak Niall nalał sobie soku z dzbanka, po czym wziął szybki łyk. – Jak tam udała się kolacja? BEZ NAS- zaakcentował głośno ostatnie słowa. Wyminął przyjaciela, mierząc go wzrokiem, po czym zasiadł z powrotem na swoim miejscu.
- Udała. – odburknął.
- To coś taki smutny?- zawtórował Harremu, Zayn. –Kolacja się udała, a ty nie happy.
- Kolacja się udała, było miło, dziewczyny są świetne. –zaczął swój monolog Niall, lecz nagle bez jakichkolwiek zahamować Harry wtrącił się przyjacielowi w zdanie.
-Dziew.. czyny- zasylabił Harry, a jego usta przechodziły teraz coś w rodzaju zwolnione tempo, i cofnijmy taśmę- Dzie.. wczy…ny, mówisz. Fajne jakieś? – zaćwierkał chłopak.
- Ty tylko o jednym- burknął Zayn, i z nie dużym zamachem, strzelił Harrego z tyłu głowy, a jego loczki zafalowały.
-Ej. – oburzył się chłopak. Poprawił swoją fryzurę, po czym skierował swój pytający wzrok w stronę Nialla.
- Tak Harry, dziewczyny. Tak, Harry. Są bardzo miłe i fajne. Tak Harry. Koleżanki ze studiów. Tak, Harry. Są bardzo uroczymi osobami.– widząc uradowaną minę przyjaciela, Niall dodał uszczypliwie - Nie, Harry, nie dam ci ich numerów. Nie, Harry, nie będziesz z nimi flirtował.
-Ale- mruknął pod nosem. Uniósł lekko dłoń, próbując coś jeszcze dodać.
- I Nie, nie będziesz się umawiać z moimi przyjaciółkami –zakończył swoją przemowę, po czym spoglądając razem z Zaynem na rozczarowanego Harrego, oboje równocześnie wybuchli śmiechem. – Oj żartowałem. Przecież wiem,że i tak ciebie nie powstrzymam. Ale nie licz na to, że będę Ci pomagał łamać im serca- dodał na koniec, wymachując w jego stronę wskazującym palcem.
- Się wie, się wie- podniósł ręce na znak kapitulacji. –A ładne są?
- HARRY!! - krzyknął głośno Niall, aż tak, że jego głos odbił się echem po salonie, i powrócił jak bumerang do kuchni.
 -Oj tam, oj tam- mruknął, uśmiechając się zdradziecko pod nosem. Przeczesał jednym ruchem dłoni swoje włosy, jak to miał w zwyczaju. Zeskoczył z krzesełka,i skierował się w stronę salonu. Zasiadł na parapecie, wyciągnął swój telefon z kieszeni, i zaczął błądzić po Internecie, uważnie się wczytując. Jego twarz wyrażała strapienie. W jednym momencie chłopak stał się smutny.
- A tobie co bracie?- mruknął do niego Niall, lekko popychając z bara. – Dalej myślisz o tej dziewczynie z imprezy? Może kiedyś znów ją spotkasz.– próbując pocieszyć przyjaciela, Niall zaczął bawić się jego włosami, jak to miał w zwyczaju, gdy rozmawiali na poważne sprawy.
- Może- burknął niezrozumiale pod nosem. Niall zasiadł z drugiej strony parapetu. Harry skulił nogi do piersi, i wyglądał przez okno. –Londyn o tej porze pięknie wygląda z tej wysokości.- dodał cicho.
- Tak. – przytaknął Niall. Kopnął przyjaciela lekko w nogę i dodał- Wiesz co? Powiem ci coś. Dziś na tej kolacji. Bawiliśmy się świetnie. Obie są świetnymi dziewczynami. Lecz Estera. – zatrzymał się. Za każdym razem, gdy wspominał o tej dziewczynie, jego serce biło szybciej. Wziął głęboki wdech, i dokończył- Jest taka energiczna, mogła by góry przenosić, wszędzie jej pełno. Jest taka urocza,słodka, a gdy się uśmiecha, miękną mi kolana.
-Bracie witaj w moim świecie. Tyle, że jest jedna różnica, ja zgubiłem mojego Kopciuszka. Pozostała mi jedynie do tej pory niesprana plama z koszuli- mruknął chłopak. Uniósł głowę do góry, oparł o ścianę,i mówił dalej - Gdy spojrzała na mnie, to widziałem w jej oczach to światełko. - zachwycał się Harry - Ona jest inna jak te wszystkie dziewczyny. Tak bym chciał znów zobaczyć to światełko, to ciepło bijące z jej oczu.- spojrzał na spływające krople deszczu po szybie okna i zaczął cicho nucić.- I need to try to get to where you are, Could it be you're not that far, I need to find u I Gotta find you.

Rozdział 3 "To niech Pani żałuje"

   Skaliste góry,lazurowe morze, zielone drzewa porośnięte pięknymi liśćmi, czyste morskie powietrze. Ona stała na krańcu wysokiego mostu, spoglądając uważnie w dół, trzymając mocno zaciśnięte pięści na czarnej poręczy. Wzięła głęboki wdech, zamknęła oczy, i dała się porwać tej cudownej chwili, w której trwała. W ciszy i spokoju, mogła nabrać myśli. Tutaj czuła się bezpiecznie, szczęśliwie, bez zmartwień. Tylko ona, wiatr rozwiewający jej kasztanowe włosy, powietrze, szum fal, ćwierkające ptaki z pobliskich gałęzi.

  Nic nie śmiało przerwać jej pięknego snu, w jakim teraz trwała, lecz rozbrzmiewający dzwonek budzika nie miał zamiaru zwracać uwagi, czy jest jej to sen -marzeń, czy sen- koszmaru. Przebudziła się i kątem oka zerknęła w lewo. Lewą dłonią macając po stronie łóżka, szukała telefonu. Przyciskając na oślep dłonią pościel szukała telefonu,by wyciszyć budzik.
-Cholera- warknęła pod nosem. Przetarła szybko oczy dłonią i zmieniła pozycję na siedzącą. Westchnęła głęboko. – Tu jesteś-szyderczo burknęła, gdy chwyciła swój telefon w dłoń. Wyłączyła budzik, i ziewnęła dość szeroko i głośno. Ospałymi ruchami, wstała z łóżka, zaciągając na nogi kapcie, i sunowszy powoli po panelach dotarła do kuchni. Ponownie ziewnęła wymawiając nie zrozumiałe- Dzień Dobry.
-Dzień Dobry słońce- wysłała promienny uśmiech Lauren do Julii. Ucałowała dziewczynę. Pogładziła jej policzek i dodała- Nie wyspałaś się pewnie?
-Oj nie- ziewnęła kolejny raz, zakrywając usta dłonią.Podeszła do szafki nad zlewem i wyciągnęła z niej swój ulubiony kubek w postacie z Króla Lwa. Zakręciła się lekko w prawo, i jednym ruchem otworzyła lodówkę i wyciągnęła z niej mleko, po czym nalewając do kubka nabiał zwróciła się do Lauren. – Mamy Kakao jeszcze?
 –Nie wiem, sprawdź u góry w szafce.- odparła wskazując na jedną z szafek, a w drugiej dłonitrzymając kubek. – O której wróciłaś?- zapytała popijając poranną kawę.
- Hmm- mruknęła zastanawiająco. Wyciągnęła kakao, i nasypała dwie łyżeczki do kubka. – Chyba już była 12- dodała mieszając intensywnie łyżeczką w naczyniu. – Nie pamiętam.
- Tak szybko?- zaskoczona Lauren, odstawiła kubek na stół. Podpierając dłońmi brodę, przyglądała się dziewczynie- Dlaczego tak szybko?- zapytała. – Nie podobało Ci się?
-Nie, to nie tak. Ja po prostu- zamilkła. Wrzuciła brudną łyżeczkę do zlewu. Chwyciła swój kubek i zasiadła na jednym z wolnych krzesełek przy stole. Dłońmi objęła kubek.- Nie czuję się dobrze w takim dużym środowisku. Chcę po prostu zacząć wszystko od nowa, lecz w spokoju.
- Rozumiem. – wysunęła swoją dłoń, i lekko pogładziła dłoń Julii. – Wszystko przyjdzie z czasem, zobaczysz- uśmiechnęła się tak, że Julia nie potrafiła, nie odwzajemnić się jej tym samym.
- A teraz przepraszam Cię, ale czuję, że jak zaraz nie ruszę swojego dupska, to spóźnię się na uczelnie.- odstawiła kubek na bok, iszybkim ruchem wstała z krzesełka. Zasunęła je za sobą, po czym opuściłakuchnię, posyłając delikatny pożegnalny uśmiech Lauren.

- Czy wszystkie autobusy muszą na złość się spóźniać.Grrr- mruknęła do siebie, stojąc na pobliskim przystanku. Zerkała nerwowo na zegarek przewieszony na nadgarstku. Obróciła się w lewą stronę, i ujrzała nadjeżdżający autobus, już w duszy ucieszyła się, że zasiądzie na ciepłym fotelu, oprze się głową o szybę, i wsłucha w rytm muzyki. Ku jej zaskoczeniu,autobus okazał się być służbowym pracowniczym busem, przewożącym pracowników do firmy znajdującej się pod miastem. Wsunęła ręce do kieszeni, i z grymasem rozglądała się na wszystkie strony. Nie należała do osób cierpliwych. Burknęła głośno, na co kilka osób na przystanku obejrzało się na nastolatkę ze zdziwieniem. Julia zmierzyła ich jedynie wzrokiem i ruszyła w stronę uczelni pieszo. Mijała kolejną alejkę. Odnosiła wrażenie, że droga się dłuży po prze czasy, jakby była z gumy, i ktoś na końcu ją rozciągał, tak dla zabawy. Julii jednak nie było do śmiechu. Zerknęła po raz kolejny na zegarek, na którym wskazówki ukazywały 8.57- Pięknie, spóźnię się jak nic. Cholerne linie autobusowe. – warknęła. Zaczęła nerwowo przegryzać wargi. Nie lubiła nigdy się spóźniać. Tej cechy- czyli spóźnialstwa- nie cierpiała najbardziej. Starając się nie spóźnić bardziej, pod koniec drogi zaczęła biec.

Zdyszana wbiegła na dziedziniec uczelni, nie reagując nawet na wołanie osób trzecich. Dobiegając pod salę wykładową, Julia niefortunnie się zakręciła, i wpadła na pewną osobę.
-Przepraszam- syknęła pod nosem, poprawiając swój jasnożółty sweterek, i naciągając niebieskawy pod nim t-shirt. Lekko z pod oczu spojrzała na towarzysza.
-Nie szkodzi- odparł chłopak, uśmiechając się tajemniczo.– Niall jestem- przedstawił się od razu.
-Miło mi, Julia- podała mu szybko dłoń na przywitanie.Nie zdążyła mu się dobrze przyjrzeć. Zauważyła tylko, że chłopak był wysoki,szczupły. Jego fryzura rzucała się w oczy, roztrzepane w nie ładzie blond włosy,dodawały mu młodzieńczego uroku. A uśmiech mówił za niego, że jest pełny życia i energii, czego nie dało się nie zauważyć podczas pierwszego wrażenia.
- Sorry, ale muszę..- burknęła speszona, i odwróciła się na pięcie i podążyła w stronę drzwi- Miło było poznać- odkrzyknęła, po czym westchnęła lekko rozglądając się po korytarzu w poszukiwaniu znajomych twarzy. Gdy drzwi sali otworzyły się, gwara młodzieży zmierzyła w kierunku sali wykładowej. Julia śmiało weszła za wszystkimi, po czym zajęła dość wysoko miejsce na jednym z krzesełek. Rozłożyła podpórkę, wyciągnęła zeszyt, długopis i zdążyła napisać sms’a do przyjaciółki, zanim wykład się rozpoczął.

-Podstawowym założeniem socjologii jest myśl, że egzystencja ludzka jest egzystencją społeczną. Jesteśmy z sobą powiązani i nasze życie zależy od innych. – skrzętnie dodała wykładowczyni na koniec swojej przemowy, aby uniknąć jakichkolwiek pytań. Podniosła swój czerwony kubek znajdujący się na blacie biurka, tuż obok jej notebooka. Wzięła głęboki łyk-prawdopodobnie kawy, który wszyscy usłyszeli, dzięki temu, iż nie odłożyła na bok mikrofonu, który trzymała w drugiej dłoni. Towarzystwo w sali lekko się zaśmiało. Kobieta odstawiła kubek, i podsunęła mikrofon do ust – A teraz wybaczcie, ale mam nadzieję, że nie macie do mnie pytań. – z za mikrofonu dało się dojrzeć leki uśmiech na jej ustach. –Oj no szczerze, to nie mam ochoty odpowiadać na pytania. Myślę, że wszystko wyjaśniłam wam podczas wykładu. Stratny jest ten kto nie słuchał. – kobieta nie zdążyła jeszcze odłożyć mikrofonu na biurko, a kątem oka ujrzała, że po prawej stronie na samej górze, nie śmiało wyłania się czyjaś ręka do góry. Westchnęła lekko. Przybliżyła mikrofon i rzuciła – No tak, pewnie nie słuchałem, albo spałem. No słucham pytania. Ale nie oczekuj, że odpowiem Ci na pytanie, którego odpowiedź była zawarta w moim wykładzie, nie będę tracić czasu na takie bzdury.No, ale dobrze, słucham Cię Larry - kobieta dała dojść chłopakowi w końcu do słowa. Zasiadła na swoim krzesełku i oczekiwała na pytanie.
- Tak więc jeśli pani pozwoli- odkrząknął. Poprawił swój zielony sweterek , przejechał dłonią po swoich ciemnego blondu włosach, po czym dodał śmiało, zadając pytanie zupełnie nie związane z tematem zajęć –Czy wie Pani co to orgazm? – uśmiechnął się pod nosem, a po całej sali rozbrzmiał chichot.
-Mmm-mruknęła nauczycielka. Chwilę się zastanawiała. Czuła, że te pytanie ma jakiś głębszy sens. Nie zadał go byle kto, lecz największy figlarz, flirciarz i kawalarz w jednym. Lekko podrapała się po brodzie. Wszystkie oczy, i uszy były skierowane w jej stronę. Nie wiedziała jak ma inteligentnie wybrnąć z tej niekomfortowej sytuacji. I tak co by nie powiedziała, Larry obróci wszystko w żenujący żart. Znała znaczenie jakie ma to słowo, lecz w obawia o reakcję młodzieży, która oczekując na jej odpowiedź przyglądała się z zaciekawieniem, w końcu wydusiła z siebie, zaprzeczając- Nie wiem.
- To niech pani – zamilkł na krótko chwilę, po czym powtórzył się, i dość znacząco zaakcentował ostatnie słowo- To niech Pani żałuje. – cała sala raptem wybuchnęła śmiechem. Sam sprawca całej sytuacji, siedział na swoim miejscu, i chichotał pod nosem.
- Oh bardzo zabawne panie Brown. – burknęła kobieta. Aby wybrnąć z sytuacji, zerknęła na zegarek w telefonie, po czym skierowała swoje oczy na słuchaczy, którzy wciąż chichotali z żartu młodzieńca. – Wykład skończony- dodała kobieta.