-Bracie witaj w moim świecie. Tyle, że jest jedna różnica, ja zgubiłem mojego Kopciuszka. Pozostała mi jedynie do tej pory niesprana plama z koszuli- mruknął chłopak. Uniósł głowę do góry, oparł o ścianę, i mówił dalej - Gdy spojrzała na mnie, to widziałem w jej oczach to światełko. - zachwycał się Harry - Ona jest inna jak te wszystkie dziewczyny. Tak bym chciał znów zobaczyć to światełko, to ciepło bijące z jej oczu.- spojrzał na spływające krople deszczu po szybie okna i zaczął cicho nucić.- I need to try to get to where you are, Could it be you're not that far, I need to findu I Gotta find you.
- A wy jak zwykle o kobietach- mruknął Zayn, stojąc nad głową Harrego. Lekko przeczochrał jego włosy, i uśmiechnął się szczerze.Skrzyżował ręce na piersi i zwrócił się do chłopaka. – Jak już się tak otworzyliście, to może powiesz nam Niall więcej o tych twoich przyjaciółkach.
- A co tu wielkiego mówić- wzruszył ramionami.- Po prostu są, z resztą jutro je poznacie.
-Jak jutro?- zdziwił się Harry. Podniósł głowę z nad telefonu, i przyjrzał się Niallowi, mrużąc oczy.
- No przecież Amanda jutro wydaje przyjęcie, to znaczy Megan. Nieważne- machnął ręką- To taka mała impreza. Z resztą, Harry twoja mama wypożyczyła im wasz domek- wytłumaczył Niall, po czym zszedł z parapetu.
Zasiadł na kanapie. Opierając nogi o blisko znajdujący się niski stolik, z czarnymi nóżkami i przeszklonym blatem.
- To która w końcu? - Zayn zasiadł obok Nialla, i tak samo jak on oparł swoje nogi na stoliku.Zgubił się trochę w słowach przyjaciela. Podrapał się po głowie i znów zapytał-To we dwie robią?
- Nie. No nie pamiętam. Z resztą nie ważne która, ważne,że będzie impreza, i dziewczyny- uniósł brwi, i uśmiechnął się znacząco doHarrego. Na co przyjaciel natychmiast zeskoczył z parapetu i zasiadł na obok znajdujące się kanapie. Zasiadając, przycisnął swoją pupą pilota do telewizora,przez co sprzęt się uruchomił. Właśnie leciał jeden z ich ulubionych kanałów, a mianowicie Amerykański XFactor.
- Eee tam- mruknął Harry, chwycił pilota, i wyłączył telewizor. – Mówisz dziewczyny- jego głos zabrzmiał z jednej strony tajemniczo,a z drugiej chytrze. Przeczesał jednym ruchem dłoni włosy, po czym zmienił pozycję na leżącą.
- Tak Harry, dziewczyny. To taka piękna chodząca istota,która wprawia faceta za każdym razem w zachwyt, i moc flirtu. Ma pupę, twarz,oczy, nogi, łydki, cycki, brzuch, nawet pępek no i usta słodkie jak langusta. – zaśmiał się Zayn. Po czym nie oczekiwanie,oberwał poduszką w łeb. Nie wiele myśląc, chwycił ją, i odrzucił z jeszcze większym impetem, trafiając Harrego poniżej pasa.
- Bardzo zabawne Panie żeluś- mruknął złośliwie. Po czym założył za głowę poduszkę rzuconą przez przyjaciela. – Tak więc, jutro się bawimy.
Z za okna przedzierały się promienie słoneczne, oświetlając cały pokój. Intensywny ćwierk śpiewających ptaków dobiegający z zewnątrz docierał do małych uszy Julii.Dziewczyna przeciągnęła się dość ociężale na długości łóżka i wyciągnęła dłonie do góry, rozciągając się jak kot. Ziewnęła dość donośnie, mrucząc pod nosem. Wygrzebała się z pod ciepłej kołdry i pewnym krokiem suwając kapciami po panelach przemierzyła drogę do łazienki. Stanęła przed lustrem i zaczęła się sobie przyglądać. Dotykała skóry swojej twarzy, naciągając ją,przy czole, następnie pod oczami, kończąc na policzkach. Po czym spojrzała na siebie ostatni raz z uśmiechem.
Nachyliła się nad umywalką, odkręciła kran i ochlapała twarz zimną wodą ,aby orzeźwić umysł,i całkowicie oprzytomnieć. Potrząsnęła głową. Zsunęła z siebie swoją czerwoną w kratkę piżamę i oddała się gorącemu prysznicowi. Drobinowe krople wody spływały z słuchawki prysznicowej po jej ciele, od głowy w dół, po klatce piersiowej,plecach, biodrach. Odchyliła głowę,zamknęła oczy, i polewała swoje ciało ciepłą wodą, oddając się relaksowi. Cicho nucąc przy tym jeden z letnich przebojów tego roku. Zakręciła zawór, owinęła się ręcznikiem i stanęła ponownie przed lustrem, ocierając mokre ciało.Przeczesała swoje kasztanowe włosy i odłożyła szczotkę. Wsunęła na swoje ciało brązowy top, narzucając na to szary sweterek. Zasunęła zamek w dżinsach i po raz ostatni poprawiła włosy. Uśmiechnęła się do siebie radośnie i ruszyła na podbój dnia.
- Dzień dobry moja droga- powitał ją ciepło na schodach Brandon, uśmiechając się przejrzyście. Mijając się na schodach, złapał na sekundę dłoń siostry i dodał – Miłego dnia.
- Wzajemnie- odpowiedziała będąc już na dole. Rozejrzała się po przedpokoju, po czym weszła do salonu i zasiadła tuż obok Lauren, która popijała świeżą kawę z expresu w białej filiżance.
- Witaj- ciepłym głosem powitała dziewczynę, Lauren. –Jak się spało?
-Dobrze, dziękuję. – odwzajemniła uśmiech, po czym dodała-Dziś nie będę nocować w domu. Jadę na domówkę, to znaczy z Esterą na imprezędo letniskowego domku gdzieś za miastem.Megan wyprawia, to znaczy Amanda. Oj nie ważne- machnęła ręką.
- Dobrze, że mówisz. – odparła, i puściła oczko dziewczynie.
- Aaaa. Rozumiem- odpuściła oczko i uśmiechnęła się znacząco- Romantyczny wieczór się szykuje- uniosła brwi, i dodała- Tylko nie zróbcie małego Landona- zaśmiała się donośnie ze swojego żartu.
- O to się nie martw- Lauren zawtórowała dziewczynie, i również cicho się zaśmiała. – Ja się martwię bardziej tym, byś ty nam czegoś nie zmalowała- pogroziła wskazującym palcem w stronę dziewczyny.
-O mnie się też nie martw. W najbliższym długim czasie na to się nie zanosi. – dodała szybko- Po za tym sama wiesz, znasz mnie.
- Tak wiem.- pogładziła jej policzek i dodała- Jesteś mądra dziewczynka. I to w tobie uwielbiam. Nie dość, że inteligentna, piękna,rozważna, to na dodatek postrzelona, zwariowana i na swój sposób urocza.
- Odezwała się ta co nie piękna, i tak dalej- powiedział w skrócie Julia, bez powtarzania całej listy komplementów. Lauren zaśmiała się po raz drugi.
- Przepraszam Cię, ale muszę uciekać. Dochodzi już trzecia,a ja mam na czwartą do pracy. I cały Londyn do przejechania. – dopiła swoją kawę, i odstawiła filiżankę na brązowy stolik, znajdujący się tuż przed nią. Wstała z kanapy, ucałowała Julię i dodała- I wstawaj słońce czasem trochę wcześnie, byśmy mogły więcej czasu spędzać razem.
- Ej, dwunasta to i tak dla mnie wczesna pora- mruknęła do Lauren, odchylając głowę do tyłu, i spoglądając na nią do góry nogami. – Tak się spieszysz, że zakładasz moje buty- zaśmiała się, zakrywając dłońmi usta.
- Cicho- burknęła Lauren, po czym odstawiła buty Julii, i chwyciła odpowiednią parę. Zasunęła zamek w swoich jesiennych kozakach, i spojrzała po raz ostatni w stronę salonu- To do jutra. Baw się dobrze.-przesłała jej w powietrzu całusa, a następnie drzwi się za nią zamknęły.
- Dzięki- odpowiedziała szybko Julia. – Już trzecia.Grrr. Ten czas za szybko leci.
- Zdecydowanie- w progu salonu stanął Brandon, opierając się lewą dłonią o brązową framugę. – Ja uciekam, mam zlecenie. – pomachał jej na pożegnanie. Wlocie ściągnął z wieszaka swój pęczek kluczy i w ostatniej chwili krzyknął- A i baw się dobrze dziś wieczorem.
- Dzięki braciszku- po raz drugi podziękowała, i pożegnała Brandona szczerym uśmiechem. – Nie wiem jak ty mój brzuszku, ale ja jestem głodna- skierowała swój wzrok na swój brzuch, i lekko się po nim poklepała- Trzeba coś zjeść przed imprezą, przecież nie będziemy pić na pusty żołądek. To grzech. – uśmiechnęła się sama do siebie po czym szybkim krokiem skierowała do kuchni. Wyciągnęła z lodówki, przezroczyste średniej wielkości pudełeczko. Ułożyła je na blacie, i otworzyła. Nachyliła się nad pudełkiem, i powąchała jego zawartość- Mmm- mruknęła. Oblizała się po wargach i dodała-Babcine pierożki, ruskie pierożki, miam. – Sięgnęła widelec z szuflady, i ułożyła sześć pierogów na patelni. Wlała olej, i podłączyła kuchenkę. Położyła swoją lewą dłoń na boku, a w drugiej trzymała widelec. Co chwilę przerzucała pierogi z jednej strony na drugą, w trakcie nuciła pod nosem piosenkę – We Found Love In hopeless place We Found love In hopeless place Oooow – który to utwór wydobywał się z radia, stojącego na parapecie przy oknie. Gotowe pierogi ułożyła na talerzu, polała je delikatnie ketchupem, tak jak lubiła. Wyłączyła kuchenkę, i zasiadła przy stole. Zajadając się swoim śniadaniem, a właściwie obiadem, dostała telefon. Przerwała na chwilę konsumpcję, wyciągnęła swojego Blackberry z kieszeni, i odebrała połączenie. – No cześć Cowell - odpowiedziała z pełną buzią pierogów. – No, tak.. Nie… Yhy… To za ile będziesz słońce? … No to do zobaczenia. Pa.- przełknęła ostatni kęs pieroga, po czym wstała od stołu,i wrzuciła brudne naczynie do zlewu. W locie chwyciła swój telefon ze stołu, i pobiegła szybko do góry.
W progu pokoju przywitał ją, merdając ogonem duży jasnobrązowy labrador, suczka- Riley. Kucnęła. Wtuliła się w psa, i szepnęła jej do ucha- W co ja mam się ubrać piesku? - Przeczochrała ją po grzbiecie, i wstała do pozycji stojącej.
Otrzepała się z sierści, i zasiadła na łóżku. – No choć- poklepała miejsce obok siebie. Długo nie musiała prosić, aby suczka wskoczyła na łóżku i wygodnie się na nim ułożyła. – Dobry piesek- poklepała ją po mordzie i cmoknęła w pyszczek. – A teraz wybacz, ale muszę się w coś ubrać. A ty sobie tu poleż- wstała z łóżka, i podążyła w stronę szafy, która znajdywała się tuż obok drzwi. Ułożyła dłonie na biodrach i mruknęła do siebie - Ah co ten Niall mówił, a no tak, luźno, i bla bla bla bla.
__________________________
Oh, witam was po dłuższej znów przerwie. Wybaczcie, ale tak jakoś wyszło, że weny nie było. Potem znów była, ale czasu nie było, i tak oo. :) Ale już jestem. Postaram się wziąć w garść, i ruszyć z kopyta z tym wszystkim.(właśnie wybieram się do mojego worda, pisać) :) A tymczasem, mogę wam powiedzieć, że powoli wszystko zaczyna się rozkręcać!! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz