Skaliste góry,lazurowe morze, zielone drzewa porośnięte pięknymi liśćmi, czyste morskie powietrze. Ona stała na krańcu wysokiego mostu, spoglądając uważnie w dół, trzymając mocno zaciśnięte pięści na czarnej poręczy. Wzięła głęboki wdech, zamknęła oczy, i dała się porwać tej cudownej chwili, w której trwała. W ciszy i spokoju, mogła nabrać myśli. Tutaj czuła się bezpiecznie, szczęśliwie, bez zmartwień. Tylko ona, wiatr rozwiewający jej kasztanowe włosy, powietrze, szum fal, ćwierkające ptaki z pobliskich gałęzi.
Nic nie śmiało przerwać jej pięknego snu, w jakim teraz trwała, lecz rozbrzmiewający dzwonek budzika nie miał zamiaru zwracać uwagi, czy jest jej to sen -marzeń, czy sen- koszmaru. Przebudziła się i kątem oka zerknęła w lewo. Lewą dłonią macając po stronie łóżka, szukała telefonu. Przyciskając na oślep dłonią pościel szukała telefonu,by wyciszyć budzik.
-Cholera- warknęła pod nosem. Przetarła szybko oczy dłonią i zmieniła pozycję na siedzącą. Westchnęła głęboko. – Tu jesteś-szyderczo burknęła, gdy chwyciła swój telefon w dłoń. Wyłączyła budzik, i ziewnęła dość szeroko i głośno. Ospałymi ruchami, wstała z łóżka, zaciągając na nogi kapcie, i sunowszy powoli po panelach dotarła do kuchni. Ponownie ziewnęła wymawiając nie zrozumiałe- Dzień Dobry.
-Dzień Dobry słońce- wysłała promienny uśmiech Lauren do Julii. Ucałowała dziewczynę. Pogładziła jej policzek i dodała- Nie wyspałaś się pewnie?
-Oj nie- ziewnęła kolejny raz, zakrywając usta dłonią.Podeszła do szafki nad zlewem i wyciągnęła z niej swój ulubiony kubek w postacie z Króla Lwa. Zakręciła się lekko w prawo, i jednym ruchem otworzyła lodówkę i wyciągnęła z niej mleko, po czym nalewając do kubka nabiał zwróciła się do Lauren. – Mamy Kakao jeszcze?
–Nie wiem, sprawdź u góry w szafce.- odparła wskazując na jedną z szafek, a w drugiej dłonitrzymając kubek. – O której wróciłaś?- zapytała popijając poranną kawę.
- Hmm- mruknęła zastanawiająco. Wyciągnęła kakao, i nasypała dwie łyżeczki do kubka. – Chyba już była 12- dodała mieszając intensywnie łyżeczką w naczyniu. – Nie pamiętam.
- Tak szybko?- zaskoczona Lauren, odstawiła kubek na stół. Podpierając dłońmi brodę, przyglądała się dziewczynie- Dlaczego tak szybko?- zapytała. – Nie podobało Ci się?
-Nie, to nie tak. Ja po prostu- zamilkła. Wrzuciła brudną łyżeczkę do zlewu. Chwyciła swój kubek i zasiadła na jednym z wolnych krzesełek przy stole. Dłońmi objęła kubek.- Nie czuję się dobrze w takim dużym środowisku. Chcę po prostu zacząć wszystko od nowa, lecz w spokoju.
- Rozumiem. – wysunęła swoją dłoń, i lekko pogładziła dłoń Julii. – Wszystko przyjdzie z czasem, zobaczysz- uśmiechnęła się tak, że Julia nie potrafiła, nie odwzajemnić się jej tym samym.
- A teraz przepraszam Cię, ale czuję, że jak zaraz nie ruszę swojego dupska, to spóźnię się na uczelnie.- odstawiła kubek na bok, iszybkim ruchem wstała z krzesełka. Zasunęła je za sobą, po czym opuściłakuchnię, posyłając delikatny pożegnalny uśmiech Lauren.
- Czy wszystkie autobusy muszą na złość się spóźniać.Grrr- mruknęła do siebie, stojąc na pobliskim przystanku. Zerkała nerwowo na zegarek przewieszony na nadgarstku. Obróciła się w lewą stronę, i ujrzała nadjeżdżający autobus, już w duszy ucieszyła się, że zasiądzie na ciepłym fotelu, oprze się głową o szybę, i wsłucha w rytm muzyki. Ku jej zaskoczeniu,autobus okazał się być służbowym pracowniczym busem, przewożącym pracowników do firmy znajdującej się pod miastem. Wsunęła ręce do kieszeni, i z grymasem rozglądała się na wszystkie strony. Nie należała do osób cierpliwych. Burknęła głośno, na co kilka osób na przystanku obejrzało się na nastolatkę ze zdziwieniem. Julia zmierzyła ich jedynie wzrokiem i ruszyła w stronę uczelni pieszo. Mijała kolejną alejkę. Odnosiła wrażenie, że droga się dłuży po prze czasy, jakby była z gumy, i ktoś na końcu ją rozciągał, tak dla zabawy. Julii jednak nie było do śmiechu. Zerknęła po raz kolejny na zegarek, na którym wskazówki ukazywały 8.57- Pięknie, spóźnię się jak nic. Cholerne linie autobusowe. – warknęła. Zaczęła nerwowo przegryzać wargi. Nie lubiła nigdy się spóźniać. Tej cechy- czyli spóźnialstwa- nie cierpiała najbardziej. Starając się nie spóźnić bardziej, pod koniec drogi zaczęła biec.
Zdyszana wbiegła na dziedziniec uczelni, nie reagując nawet na wołanie osób trzecich. Dobiegając pod salę wykładową, Julia niefortunnie się zakręciła, i wpadła na pewną osobę.
-Przepraszam- syknęła pod nosem, poprawiając swój jasnożółty sweterek, i naciągając niebieskawy pod nim t-shirt. Lekko z pod oczu spojrzała na towarzysza.
-Nie szkodzi- odparł chłopak, uśmiechając się tajemniczo.– Niall jestem- przedstawił się od razu.
-Miło mi, Julia- podała mu szybko dłoń na przywitanie.Nie zdążyła mu się dobrze przyjrzeć. Zauważyła tylko, że chłopak był wysoki,szczupły. Jego fryzura rzucała się w oczy, roztrzepane w nie ładzie blond włosy,dodawały mu młodzieńczego uroku. A uśmiech mówił za niego, że jest pełny życia i energii, czego nie dało się nie zauważyć podczas pierwszego wrażenia.
- Sorry, ale muszę..- burknęła speszona, i odwróciła się na pięcie i podążyła w stronę drzwi- Miło było poznać- odkrzyknęła, po czym westchnęła lekko rozglądając się po korytarzu w poszukiwaniu znajomych twarzy. Gdy drzwi sali otworzyły się, gwara młodzieży zmierzyła w kierunku sali wykładowej. Julia śmiało weszła za wszystkimi, po czym zajęła dość wysoko miejsce na jednym z krzesełek. Rozłożyła podpórkę, wyciągnęła zeszyt, długopis i zdążyła napisać sms’a do przyjaciółki, zanim wykład się rozpoczął.
-Podstawowym założeniem socjologii jest myśl, że egzystencja ludzka jest egzystencją społeczną. Jesteśmy z sobą powiązani i nasze życie zależy od innych. – skrzętnie dodała wykładowczyni na koniec swojej przemowy, aby uniknąć jakichkolwiek pytań. Podniosła swój czerwony kubek znajdujący się na blacie biurka, tuż obok jej notebooka. Wzięła głęboki łyk-prawdopodobnie kawy, który wszyscy usłyszeli, dzięki temu, iż nie odłożyła na bok mikrofonu, który trzymała w drugiej dłoni. Towarzystwo w sali lekko się zaśmiało. Kobieta odstawiła kubek, i podsunęła mikrofon do ust – A teraz wybaczcie, ale mam nadzieję, że nie macie do mnie pytań. – z za mikrofonu dało się dojrzeć leki uśmiech na jej ustach. –Oj no szczerze, to nie mam ochoty odpowiadać na pytania. Myślę, że wszystko wyjaśniłam wam podczas wykładu. Stratny jest ten kto nie słuchał. – kobieta nie zdążyła jeszcze odłożyć mikrofonu na biurko, a kątem oka ujrzała, że po prawej stronie na samej górze, nie śmiało wyłania się czyjaś ręka do góry. Westchnęła lekko. Przybliżyła mikrofon i rzuciła – No tak, pewnie nie słuchałem, albo spałem. No słucham pytania. Ale nie oczekuj, że odpowiem Ci na pytanie, którego odpowiedź była zawarta w moim wykładzie, nie będę tracić czasu na takie bzdury.No, ale dobrze, słucham Cię Larry - kobieta dała dojść chłopakowi w końcu do słowa. Zasiadła na swoim krzesełku i oczekiwała na pytanie.
- Tak więc jeśli pani pozwoli- odkrząknął. Poprawił swój zielony sweterek , przejechał dłonią po swoich ciemnego blondu włosach, po czym dodał śmiało, zadając pytanie zupełnie nie związane z tematem zajęć –Czy wie Pani co to orgazm? – uśmiechnął się pod nosem, a po całej sali rozbrzmiał chichot.
-Mmm-mruknęła nauczycielka. Chwilę się zastanawiała. Czuła, że te pytanie ma jakiś głębszy sens. Nie zadał go byle kto, lecz największy figlarz, flirciarz i kawalarz w jednym. Lekko podrapała się po brodzie. Wszystkie oczy, i uszy były skierowane w jej stronę. Nie wiedziała jak ma inteligentnie wybrnąć z tej niekomfortowej sytuacji. I tak co by nie powiedziała, Larry obróci wszystko w żenujący żart. Znała znaczenie jakie ma to słowo, lecz w obawia o reakcję młodzieży, która oczekując na jej odpowiedź przyglądała się z zaciekawieniem, w końcu wydusiła z siebie, zaprzeczając- Nie wiem.
- To niech pani – zamilkł na krótko chwilę, po czym powtórzył się, i dość znacząco zaakcentował ostatnie słowo- To niech Pani żałuje. – cała sala raptem wybuchnęła śmiechem. Sam sprawca całej sytuacji, siedział na swoim miejscu, i chichotał pod nosem.
- Oh bardzo zabawne panie Brown. – burknęła kobieta. Aby wybrnąć z sytuacji, zerknęła na zegarek w telefonie, po czym skierowała swoje oczy na słuchaczy, którzy wciąż chichotali z żartu młodzieńca. – Wykład skończony- dodała kobieta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz