środa, 11 kwietnia 2012

Rozdział 1 "Dzień jak Nie co dzień"

Deszcz dalej opadał na jej odzież i ciało. Ona zdawała się już nie odczuwać żadnej różnicy, jak by jej to nie przeszkadzało. Zbliżała się już do furtki, gdy w pewnym momencie się zatrzymała. Nie była pewna czy jest gotowa tam wejść, przekroczyć próg domu i spojrzeć komuś w twarz i tak po prostu wszystko opowiedzieć. Wzięła głęboki wdech, chwyciła klamkę i przekroczyła próg furtki. Lekkim krokiem weszła na werandę, zatrzymała się przed drzwiami, lecz w pewnym momencie zakręciła się, i zasiadła na huśtawce, która stała po prawej stronie. Delikatnie odpychają się od podłoża, rozhuśtała się do nie dużej wysokości. Zamknęła oczy, i zaczerpnęła świeżego deszczowego powietrza.

- Już wróciłaś? –pytającym tonem rozległ się męski głos na werandzie. Julia natychmiast wzdrygnęła się, i zatrzymała bujającą się huśtawkę. –Gdzie masz Adama? – zapytał. Podszedł do niej natychmiast, gdy zobaczył zaszklone oczy dziewczyny. Zasiadł obok niej na huśtawce. Objął ją swoim ramieniem. A ona ułożyła swoją głowę na jego torsie. Załkała. Nie potrzebował słów wyjaśnienia. Jako brat czuł takie rzeczy. Przytulił ją mocno do siebie. – Nie płacz.- szepnął jej do ucha.
- To tak boli- zaszlochała w jego ramię. Otarła łzę.
- Pogodzisz się z tym z czasem. A teraz uśmiechnij się do mnie, proszę- zwrócił się do Julii z uśmiechem. Otarł łzy dziewczyny.
-Dziękuję, że tu jesteś ze mną- odpowiedziała, po czym oparła głowę o jego ramię. Równocześnie, lekko rozbujali huśtawkę. Siedzieli tak dłuższą chwilę. Z nadmiaru emocji, powieki same zaczęły jej się zamykać. Brandon sięgnął leżący obok na stoliku koc, i otulił ciepło Julię. Ucałował ją w czoło, po czym zniknął w drzwiach domu pozostawiając ją samą.

  Następnego ranka, wszystko wyglądało na pozór tak samo. Słoneczny dzień za oknem, młodzieniec rozrzucający poranne gazety pod drzwi, sąsiad który wyszedł na spacer ze swoim psem, i rozbawione dzieci, które zmierzały do szkoły. Lecz to były tylko pozory. Bo ten dzień już nie był taki sam jak każdy. Dochodziła już godzina piętnasta, a zaspana Julia przeciągnęła się na całej długości łóżka. Wyciągnęła dłonie do góry i zaczęła się rozciągać, wyginając przy tym ciało na wszystkie strony. Długo wygrzebywała się z pod ciepłej kołdry, po czym pewny krokiem suwając kapciami po panelach, zmierzała w stronę łazienki.
- I can be your hero, I can Kiss away the pain. – nuciła sobie przy kąpieli jeden ze swoich ulubionych utworów, ćwiczyła głos, by nie wypaść z formy. Godzina bez śpiewu stawała się dla niej czymś, jak „nie mogę złapać powietrza, duszę się” , jak również relaksowała ją w trudnych momentach.
- Przestań skwierczeć Julia– rozległ się drwiący głos Brandona. Po czym drzwi łazienki się otworzyły, a w progu z zawiniętym wokół ciała ręcznikiem, stała Julia z grymasem na ustach. Uśmiechając się lekko, założył jej mokry kosmyk włosów za ucho- Oj, przecież wiesz, że się droczę, pięknie śpiewasz, ale proszę pośpiesz się.
-Wcale nie- burknęła mu. Odwracając się na pięcie. Podeszła do lustra, chwyciła z blatu szczotkę, i delikatnie zaczęła rozczesywać swoje włosy.
-A ty dalej z tym Got Talent. Daj spokój, oni się nie znają.
-Ta jasne. Pff. Mam gdzieś ich zdanie. – burknęła.
- I tak trzymać- wyłonił się tuż z za Brandona, James, chłopak o bujnych blond włosach. Bracia różnili się od siebie. Byli podobni wyglądem, lecz różni osobowością. Zielone oczy Jamesa, przysłaniały okulary o granatowej oprawie. Jego uśmiech potrafił sprawiać, że i ty się uśmiechniesz. Atutem jego osobowości była cierpliwość, której każdy mu zazdrościł, a każdy krzyk z jego strony, był odbierany jak niespotykane zjawisko. Brandon był zupełnym przeciwieństwem. Duże piwne oczy, zauroczyć mogły każdą kobietę. Jego osoba była odbierana w każdym momencie pozytywnie. Jego poczucie humoru nigdy go nie opuszczało, i na każdym kroku potrafił każdego rozbawić. Spojrzenie na świat, stało się u niego żartem, które czasem wymykało się z pod kontroli. Twardo stąpał po ziemi, czego chciał nauczyć młodsze rodzeństwo. Jak i on sam tak i James, wspierają siostrę, ale też chronią na każdym kroku przed wszystkim. Zawsze są gotowi wskoczyć za nią w ogień, nie ważne jak mocno sami by się sparzyli. James odkrząknął, poprawił swoją opadającą grzywkę na bok i kontynuował swój krótki monolog w stronę Julii
- Siostra nie ma co się rozczulać, trzeba walczyć dalej, masz jeszcze X Factor.
-Tam tym bardziej nie pójdę. A tak w ogóle, dajcie mi się w końcu wyszykować. – odburknęła im po raz kolejny. Chwyciła klamkę, i zamknęła drzwi tuż przed ich twarzami.
- Nigdy nie zrozumiem kobiet. –pokręcił głową z niezrozumieniem.
- Ja też bracie- Brandon poklepał Jamesa po ramieniu,- Ja też- po czym w mgnieniu oka zniknęli z pod
drzwi.
- Agrrrr, Jak ja ich nienawidzę – mruknęła pod nosem – Cholerne włosy. Czy oni zawsze muszą mi przeszkadzać, ale i tak ich kocham- odparła sama do siebie, a na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Owinęła się mocniej zsuwającym się z ciała ręcznikiem. Stanęła przed lustrem i zaczęła się sobie przyglądać. Jej twarz była owalna, jasne jak heban włosy opadały na jej ramiona, nie duże jasno niebieskie oczy dodawały jej szczupłej twarzy uroku. Wsunęła na siebie swój top koloru białego. Opadający na jej nie dość szczupłe ciało, nie zaznaczał jej nie dużych krągłości, które posiadała. Jej ciało było pokryte jasną karnacją, a widoczna blizna nad jej okiem, nie zwracała na siebie dużej uwagi. Stała tuż naprzeciw lustra, w samym t-shircie i bieliźnie. Przeczesała ponownie swoje kasztanowe włosy i odłożyła szczotkę na półkę. Ochlapała twarz wodą, dodając jej świeżości. Podniosła głowę nad umywalki i sama do siebie mruknęła, przegryzając co chwila nerwowo wargi - Nawet wczorajsza noc, nie popsuje mi dzisiejszego wieczoru.
- Rozmawiasz ze sobą? – ponownie odezwał się głos z za drzwi. Ten głos był dobrze znajomy Julii, na jego dźwięk, na twarzy dziewczyny pojawił się grymas.
-Nie, Brandon- wykrzyczała, z lekką złością w głosie. Drażniły ją bezsensowne pytania, i stwierdzenia. Uznała, że nie ma sensu psuć sobie tak pięknego popołudnia, na który czekała już jakiś czas. Pomimo tego co wydarzyło się wczoraj, uznała, że nie odpuści takiej szansy. Poczuła, że to jest moment by zacząć zapominać o tym co było kiedyś. Spojrzała w lustro, i ponownie ujrzała w odbiciu swój uśmiech. Wzięła głęboki wdech i wydech– Nikt nie popsuje mi tego wieczoru. – wymruczała pod nosem.
- Bądź gotowa za 15 minut. – zwrócił się ciepłym głosem Brandon do siostry – I pamiętaj o aparacie. Czekam na dole.

_________________________________________________

I oto kolejna cześć. Nie jestem z nie zadowolona, iż dlaczegoż because, wydaje mi się cholernie nudna, jak flaki z olejem., albo jak moje wewnętrzne flaki z brzucha. albo gorzej. nevermind. Mam nadzieję, że nie zanudziłam was zbytnio. Dla tych którzy zastanawiali się któż to za postać męska była, chyba rozczarowałam, haha :D No, ale obiecuję to nadrobić! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz