środa, 11 kwietnia 2012

Rozdział 9 Empty chairs, empty soul"

Witajcie, miło mi was powitać na nowej miejscówie. Niestety moja cierpliwość skończyła się dla strony onet.pl, i postanowiłam zmienić serwer, na troszkę działający lepiej, i współpracujący ze mną. Mam nadzieję, że będzie wam się tu również dobrze czytało jak na onecie.
Ps. W zwyczaju nie mam tego robienia, ale chciała bym wiedzieć ile was tu jest. Nie którzy mają zasadę czytasz- skomentuj. Nie chciała bym jej zbytnio wprowadzać, ale jeśli czytasz, daj czasem znać, jak ci się podoba to co tworzę. Było by mi bardzo miło. Hejty też przyjmuję, to oczywiste, chyba nie boję się krytyki :D


Rozdział 9,

  Poranne słońce przebijało się przez uchylone okno w salonie, a zapach rannej zimowej rosy rozchodził się po salonie. Zziębnięte ciało Julii zadrżało. Dziewczyna mruknęła pod nosem, po czym po szyję okryła się jasno brązowym kocem. Jej powieki lekko się uniosły, a wzrok podażył w kierunku promieni słonecznych.
  Za oknem pruszące płatki śniegu opadały na werandę. Kąciki ust Julii rozchyliły się i ukazały jej radosny uśmiech. Ziewnęła głośno. Po przez koc, ściśniętą w pieść dłonią zakryła usta.
Rozejrzała się po pokoju. W mieszkaniu panowała idealna cisza, jak by nikt w nim nie mieszkał.
Julia spojrzała na zegar, który wisiał na ścianie tuż obok wejścia na werandę. Zegar ten był cały z klonowego drewna. Po środku znajdywał się okrąg, a na nim godziny i zrobione również z drewna duże wskazówki. Urokiem tego zegara była mała kukułka, która przy pełnych godzinach wysuwała się na kładce z wnętrza zegara. Owy mały ssak wydobywał z siebie suptelny i przyjemny dla ucha ćwierk.
Historię zegara, każdy z domowników doskonale znał,dzięki uroczej staruszce, która wynajmowała im dom. Kobieta przy każdej okazji,opowiadała młodym historię domu, z którym wiązały się wspomnienia z jej życia.
Babcia była tak urokliwa, że nikt nigdy nie miał serca jej w jakikolwiek błachy powód przerywać. Pomimo, że wysłuchiwali jej historię po raz kolejny, to zawsze słuchali ją z wielkim zaciekawieniem, zainteresowaniem, i ciepłym odbiorem.

    Dochodziła dziesiąta, Julia zmieniła pozycję na siedzącą.Okrywając się nadal kocem, chwyciła wolną ręką pilota. Wcisnęła magiczny czerwony guzik, który uruchomił telewizor. Skacząc chaotycznie w tą i z powrotem po kanałach, w locie ujrzała znajome twarze. Cofnęła o kilka kanałów do tyłu i pogłośniła. Wytężając swój słuch jak i wzrok, wyprostowała plecy, i krzyżując nogi zasiadła po turecku. Trzymając w dłoniach pilot, podpierała go o podbródek, nerwowo pukając jego czubkiem o swój policzek.

Przegryzając dolną wargę, słuchała programu. Gdy ukazały się napisy końcowe na ekranie, ściszyła głośność i odłożyła pilot na kanapę tuż obok siebie. Lekko westchnęła, a swój wzrok skierowała na szklany stoli, tuż przed nią.
O szkło odbijało się mrugające zielone światełko, które dobiegało z jej telefonu, sygnalizując nadchodzące połączenie.
- Oh telefon- Julia gwałtownie ruszyła się, i chwyciła swój blackberry w dłonie. – Niall- dodała uradowana, czytając pod nosem wiadomość od przyjaciela.
„Witaj piękna. Śnieg za oknem, i słoneczko,a ty pewnie jeszcze śpisz w ten wigilijny poranek.No nic, piszę tylko by życzyć ci wesołych świąt. Pamiętaj mieszkam nie daleko.Miło by było jak byś wpadła na świąteczny wieczór jutro. Tęsknie, Niall.„
-Oh -westchnęła głęboko, a na jej twarzy pojawił się uśmiech.

Dziewczyna zrzuciła z siebie koc, i wsunowszy tylko kapcie na nogi, podążyła do kuchni. Podeszła do szafki by wyjąć z niej puszkę z kawą. Nim otworzyła szafkę, natknęła się na małą karteczkę, naklejoną na drzwiczkach. Odkleiła kartkę, i przeczytała jej zawartość.
‘Jesteśmy na zakupach. Jeśli coś potrzebujesz, zadzwoń. A i nie pij tyle kawy, Brandon. ‘

-Agrrr- mruknęła wściekle, po czym zgniotła kartkę w dłoniach, i celnym rzutem trafiła do kosza stojącego pod oknem.
Zasypała swoją ulubioną kawę, po czym zalała ją wrzątkiem. Chwyciła kubek i zasiadła na krześle przy oknie. Odstawiła gorące naczynie na stół, i objęła dłońmi.
Zamyślona, wyglądała przez okno. Puchowy śnieg dawał radość najmłodszym, jak i tym starszym. Julia uśmiechnęła się zazdrośnie, po czym wzięła łyk gorącej kawy. Delikatnie założyła kosmyk włosów za ucho.
Dobiegający dźwięk dzwoniącego telefonu wyrwał Julię z patrzenia w jeden punkt. Podniosła się gwałtownie z krzesła, i szybko krokiem pobiegła do salonu. Chwyciła telefon, i spojrzała na wyświetlacz. Jej cała twarz rozpromieniała.
-Niall- zaświergotała radośnie- Miałam do Ciebie właśnie dzwonić.
-Ta jasne- burknął żartobliwie chłopak po drugiej stronie słuchawki- Pewnie piłaś kawę w kuchni, a twój telefon jak zwykle zbiegiem okoliczności się zagubił, i nie był w tym samym punkcie co ty. –dodał śmiejąc się.
-Oj tam- machnęła odruchowo ręką- Zaraz. Skąd wiesz, że piłam kawę w kuchni?
-Bo czuję zapach kawy?- odparł przez chichot
-Aha- przytaknęła dziewczyna.
Dobiegający śmiech chłopaka, zbił ją ze złego tropu.
-Zaraz, Niall- krzyknęła oburzona- Przecież jest to niemożliwe być czuł zapach kawy przez telefon.
-No wiem- odparł chłopak, bezczelnie nadal chichocząc.Gdy opanował się, po chwili ciszy ze strony przyjaciółki, dodał poważnie- Jula,ty zawsze to robisz w piątkowe poranki. Już trochę Cię znam. I wiem, że bez kawy u ciebie się nie obędzie w sobotni ranek. Tym bardziej jeśli poprzednie jnocy była impreza, czy zwykłe posiedzenie lubi miasto.
-Uwielbiam Cię- czule powiedziała dziewczyna- Znasz mnie na wylot.
-Ja Ciebie też uwielbiam, ale teraz powiedź mi co z moją propozycją?
-Jaką propozycją?- zapytała, trochę zmieszana. Podrapała się po głowie. Wytężając umysł, próbowała sobie przypomnieć co przyjaciel ma namyśli.
-Jutrzejsze świąteczne popołudnie u mnie. No chyba nie odmówisz?- zapytał z nutką smutku w głosie.
-Nie, oczywiście.- odparła szybko. Mieszając się w słowach dodała konkretnie.- Będę. Z chęcią. U Ciebie zawsze.
-Cieszę się. Bądź tak o czwartej .
-Będę.
-Tylko proszę cię, nie wykręcaj się w ostatniej chwili, w jakiś głupi sposób.- zaznaczył wyraźnie Niall.
Wiedział, że Julia ma w zwyczaju odwoływać swoje przybycie tuż przed. Jej nie śmiałość do świata i strach był silniejszy, niż jej szczere chęci.
-Nie. Będę na pewno. To do zobaczenie jutro. –dodała na koniec. –Pa.
-Trzymaj się, czekam, Pa.
Po zakończeniu rozmowy, Julia ściskając telefon mocno w dłoni, wyglądała przez okno. Przyglądając się całym rodziną zmierzającym tuż przed siebie, jej uścisk stawał się coraz mocniejszy.
Pogrążona w myślach, zazdrośnie patrzyła na szcześliwych rodziców, którzy ze swoimi pociechami, świetnie się bawili. W sercu Julii, kuł ją każdy uścisk pomiędzy nimi czy zwyczajne ciepłe spojrzenie. Brakowało jej tego co inni mieli-bliskich.
W obcym mieście czuła się jak intruz, ale nigdy tego nie okazywała. Swoje uczucia skrywała pod grubą skórą. Uczucia zawsze trzymała w sobie, gryząc się,a czasem walcząc z nimi sama.

  Na zegarze wybiła jedenasta. Julia zdążyła wziąć szybki prysznic, i posprzątać salon po zeszłej nocy.
Wszędzie walający się popcorn, i chipsy, a pod kanapą puste opakowanie po litrowych lodach, nie bardzo dodawało uroku salonowi.
Po wyczerpujących porządkach, zasiadła ciężko na kanapie i wzięła głęboki wdech. W milczeniu oparła głowę o oparcie kanapy, i przyglądała się sufitowi. Głosy przekręcającego klucza w zamku, poderwały ją na równe nogi.Stojąc, przyglądała się Brandonowi, i tuż za nim zmierzającej Lauren.
-Może być pomogła nam z tymi siatkami, a nie stoisz i się gapisz- burknął pełny złości.
Dziewczyna odburknęła pod nosem nie zrozumiale, po czym ruszyła w kierunku Lauren. Chwyciła z jej rąk dwie siatki i odstawiła na stole w kuchni.
- Po co tyle tego kupiliście?- zapytała grzecznie Julia,rozpakowując ostrożnie jedną z siatek. – Nie wystarczyło by kupić chipsy,lody, jakieś pierogi, kurczaka, czy pizzę, a najlepiej lazanie ?
-Julia daj spokój.
- A ty co tylko byś świństwa jadła, przecież są święta-odburknął oburzony. Rzucił dwoma zgrzewkami wody na podłogę, i podsunął je gwałtownie w prawy kąt tuż obok szafki kuchennej.
-Wiesz, jak taki nabuzowany będziesz, to ja dziękuję za takie święta- krzyknęła głośno. Odstawiła trzymającą w dłoniach butelkę oleju na stół i wyszła z kuchni, mamrocząc pod nosem- Już nawet pożartować nie można.
-Dał byś jej spokój- wtrąciła się Lauren.
-A ty co? Bronisz jej? Kobieca solidarność?- oburzył się.Wsadził opakowanie płatków do szafki i trzasną drzwiczkami.
-Nie, ale staram się zrozumieć- odparła spokojnie.Zasiadła na krzesełku, a splecione palce u dłoni ułożyła na blacie stołu. – Jest w nowym miejscu. Nadal się klimatyzuje, a ty jej tego nie ułatwiasz. Ma tutaj tylko ciebie. Nie w tym kierunku powinieneś iść.
- A w którym? –zapytał. Podszedł do dziewczyny, i czule głaskając ją po włosach, zapytał ponownie- A w którym mam iść?
Lauren uniosła głowę ku górze, i spojrzała na Brandona.Chłopak odgarnął jej z czoła opadające włosy.
-Spróbuj na początek porozmawiać , zrozumieć, a potem być z nią.
-Hmm- mruknął cicho- Jesteś cudowna, wiesz o tym? Co ja bym bez ciebie zrobił? Kocham Cię- ucałował swoją ukochaną w czoło, i szybkim krokiem udał się w prawidłowym kierunku.
-Oh, nie wiem co być zrobił- odparła do siebie, kręcąc przy tym głową. – Też Cię kocham- wyszeptała czule.

2 komentarze: